Czarna Księga PiS-u w czasie pandemii rozrasta się

Covidowa Czarna Księga PiS-u, to zbiór wszystkich „grzechów” i „wpadek” rządu Zjednoczonej Prawicy związanych z nieporadną walką tegoż z pandemią koronawirusa. Sporządziła ją jakiś czas temu Gazeta Wyborcza. Niestety, od tego czasu jakość pracy rządu w temacie COVID-19 nie tylko się nie poprawiła, ale Czarna Księga może mieć kolejne rozdziały. Jak na przykład te o nietestowaniu Polaków na koronawirusa oraz nieumieszczaniu ich na czas w szpitalach tymczasowych. A tymczasem COVID-19 zbiera śmiertelne żniwo.

Najświeższa wersja covidowej Czarnej Księgi PiS-u to ta z 11 marca. Mowa w niej o zapaści gospodarczej w wielu sektorach, do której doprowadziły nieodpowiedzialne decyzje rządu Mateusza Morawickiego w zakresie zamykania poszczególnych branż. Internauci zastanawiają się teraz, dlaczego fryzjer może iść do marketu, ale kasjerka z tegoż nie może iść do fryzjera, za to oboje mogą razem iść do kościoła. To taki żart obnażający brak logiki rządu w założeniach wprowadzonego przezeń aktualnie lock downu. Niby to śmieszne, ale tak naprawdę dla prowadzących działalność w branży beauty – tragiczne. A ta branża pozostawała „otwarta” od października zeszłego roku, w odróżnieniu od gastronomii. Tu swoją sytuację przedsiębiorcy określają jako wręcz tragiczną. A o rządowych dotacjach z kolejnych tarcz niektórzy mówią „pic na wodę fotomontaż”.Nie wszyscy mogą bowiem z nich skorzystać.- Nie mogę słuchać tego, co bredzą politycy partii szadzącej o swoich „wspaniałych” tarczach- mówi restaurator z Przemyśla. – żeby otrzymać rządowe wsparcie, trzeba spełnić szereg warunków. M.in. wykazać straty w stosunku do roku 2019. Ja działalność gastronomiczną zacząłem w 2020 roku, więc nie dodałem ani grosza, a muszę opłacać pracowników, media i inne zobowiązania, o kredycie nie wspominając nawet – wylicza przemyślanin. – Nie wiem co będzie dalej, jeśli gastronomia nie zostanie otwarta, a na to się z racji sytuacji epidemicznej, nie zanosi – wzdycha. Biznesy Polaków „umierają”, a rzad radośnie chwali się, jak panuje nad tą sytuacją.

Co tam onkologia i kardiologia

Biznesy to jedno, ale gdy chodzi o zdrowie i życie Polaków, rząd nie radzi sobie jeszcze bardziej! Nie tylko nie zapewnia odpowiedniej opieki medycznej chorym na COVID-19, ale i innym pacjentom. Rząd „rzuci” wszystkie niemal medyczne ręce na front z koronawirusem, a tymczasem brak opieki medycznej dla chorych na nowotwory i choroby związane z krążeniem. To z powodu tych schorzeń umiera od lat statystycznie najwięcej Polaków. COVID-19 nie powoduje, że te choroby magicznie znikają! Przeciwnie – cierpiący na nie są bardziej zagrożeni zgonem i powikłaniami w przypadku zarażenia się koronawirusem. Jednak rządzący nic sobie z tego nie robią – przeciwnie – zamykają chorym na te choroby drogą do specjalistycznego leczenia i diagnostyki. Wielu ludzi umiera nie będąc nawet porządnie zdiagnozowanymi. Do tego rząd uznał za stosowne wstrzymać niektóre planowe operacje ratujące życie, na przykład przeszczepy. Cóż ma innego zrobić, skoro brakuje mu miejsc w szpitalach i rąk do pracy przy chorych? Otóż ogromnym błędem, a nawet grzechem tego rządu, było stworzenie za ciężkie miliony złotych z kieszeni podatników jednoimiennych, czyli przyjmujących tylko pacjentów z COVID-19, szpitali tymczasowych. Choćby takich, jak ten na Stadionie Narodowym. Przez długi czas stały one po prostu puste generując ogromne koszty utrzymania, a rządzący czekali z otwarciem ich dla większej liczby covidowych pacjentów nie wiadomo na co. Dopiero, gdy opozycja zaczęła zwracać uwagę na tę kuriozalną sytuację, rząd zdecydował się wykorzystywać w pełni potencjał tych tymczasowych placówek. Tymczasem koronawirus przybierał na sile.

Po co komu testowanie Polaków

Niejasne jest też dla logicznie myślącego człowieka, dlaczego nasze państwo tak oszczędzało na testach na koronawirusa. Początkowo testowani byli tylko ci, u których podejrzewano COVID-19. Tych, którzy mieli kontakt z chorymi po prostu wysyłano na kwarantannę, podobnie jak osoby powracające z zagranicy. Gdyby już na początku pandemii rząd testował więcej Polaków, być może uniknęlibyśmy obecnej sytuacji. Ale rząd był wówczas zajęty kombinowaniem, jak przeprowadzić wybory prezydenckie, która Andrzej Duda wygra. Premier Morawiecki głosił nawet, że koronawirus jest w odwrocie i nie trzeba się go już tak bać! Teraz teoretycznie sytuacja w testami poprawiła się, już stosunkowo łatwo można zostać „przetestowanym”. Rząd uruchomił nawet e- formularz, na podstawie którego Polacy mieli być kierowani na testy bez konieczności rozmowy z lekarzem! Cóż, gdy początkowo e- formularz „żył własnym życiem”, czyli po prostu kwalifikował pacjentów lub nie na podstawie, chyba, własnego „widzimisię”. Teraz już podobno, o dziwo, działa.

Najważniejsze, żeby na PiS zagłosowali

Kolejny „grzech” rządu to wręcz sprowadzenie do Polski rodaków z Wysp Brytyjskich bez testów, wiedząc, że właśnie na Wyspach pojawiła się nowa mutacja koronawirusa. Gdy wszystkie niemal kraje wstrzymywały loty z Wielkiej Brytanii, polski rząd wysyłał po rodaków tam przebywających największe LOT-owskie samoloty! Ich pasażerów nie poddawano ani testom na koronawirusa, ani kwarantannie? Dlaczego? Bo to przecież potencjalny elektorat! Trzeba było dać rodakom „zjechać” na Boże Narodzenie do kraju, bo inaczej nie zagłosuje na PiS! A że przy okazji przywiózł brytyjską mutację COVID-19? Ano trudno, zdarza – polskiemu rządowi – się.
Podobnie błędne było „puszczenie” do szkół najmłodszych uczniów. Nikt z rządzących nie umiał logicznie tej decyzji wytłumaczyć. W domach nadal uczyli się starsi uczniowie podstawówek, uczniowie szkół średnich i studenci, czyli ci, którzy są w stanie zrozumieć powagę sytuacji epidemicznej i stosować się do dystansu społecznego. A małe dzieci wróciły do stacjonarnej nauki i to nauczane przez nauczycieli, którym – zdaniem rządu – nie były potrzebne szczepienia w pierwszej kolejności. Zwyczajnie rządu już nie było stać na płacenie pracującym rodzicom maluchów za opiekę nad nimi w domu, więc bezmyślnie odesłał dzieciaki do szkół i „po kłopocie”.

Będzie niestety gorzej

Czarna Księga covidowa PiS-u pęcznieje także „dzięki”, delikatnie mówiąc, niejasnym interesom, jakie robił rząd z podejrzanymi kontrahentami kupując od nich maseczki bez atestów, których w dodatku spora część magicznie „wyparowała” z ogromnego samolotu Antonow, a także najdroższe na świecie, za to „badziewne” respiratory, które w dodatku w lwiej części nie dotarły wcale do Polski. Za to ich sprzedawca, były handlarz bronią, nie zapłacił należnego od tej transakcji podatku VAT. Jeśli dodamy do tego zamieszanie ze szczepionkami i ogólny chaos informacyjny, jaki przy okazji koronawirusa funduje nam rząd Mateusza Morawieckiego, to nasuwa się dość oczywista myśl, że w każdym normalnym, cywilizowanym kraju taki rzad już dawno powinien podać się do dymisji. W każdym takim kraju – tylko nie w Polsce i każdy taki rząd – tylko nie rząd PiS-u. Ten rząd i ta ekipa rządząca po prostu chcą trwać wbrew zdrowemu – nomen omen – rozsądkowi, wbrew bezpieczeństwu Polaków w czasie pandemii, wbrew w końcu wszelkiej logice. I niestety musimy być przygotowani na to, że cowvidowa Czarna Księga PiS nie tylko będzie wraz z tym rządem trwała, ale może się okazać, iz będzie miała jeszcze wiele tomów. Ale rząd nic sobie z tej Czarnej Księgi, tak samo jak ze zdrowia Polaków, nic nie robi.

Monika Kamińska

20 Responses to "Czarna Księga PiS-u w czasie pandemii rozrasta się"

Leave a Reply

Your email address will not be published.