
PODKARPACIE. Sól kusi sarny, my kusimy los.
Zimą przy jezdniach kręci się sporo saren, mało kto wie, czego mogą przy ruchliwych traktach komunikacyjnych szukać te piękne i bardzo płochliwe zwierzęta. Okazuje się, że przychodzą tam na …sól. Podobnie jak nam, ludziom, jest im ona w rozsądnych ilościach niezbędna do życia.
W okresie zimowym brakuje jej sarnom w pożywieniu, więc instynktownie idą tam, gdzie ludzie sól sypią, czyli na drogi. Niestety często te wycieczki są zagrożeniem dla kierowców i samych saren.
– Apelujemy do wszystkich tych, którzy dokarmiają sarny, zwłaszcza te polne, by nie zapominali o lizawkach solnych – mówi dr Andrzej Fedaczyński z przemyskiej kliniki dla zwierząt „Ada”. – Sarna sól mieć musi, a kiedy nie ma, będzie jej szukać. A szuka na drogach. Nietrudno o nieszczęście – ostrzega weterynarz. – Mamy dużo sygnałów o sarnach podchodzących coraz bliżej dróg – dodaje. – To stanowi zagrożenie dla nich i dla ludzi. Kolizja z sarną może się naprawdę źle skończyć zarówno dla zwierzaka, jak i dla kierowcy oraz pasażerów!
Okazuje się, że w pobliżu paśników saren w lasach częściej spotyka się lizawki z solą. Gorzej jest na polach, a sarny nierzadko właśnie tam żyją. Bryła soli pozostawiona na pniu na pewno skusi sarny i odstręczy je od szukania soli tam, gdzie niebezpiecznie, czyli na drogach. Pamiętajmy o tym, bo za zapomnienie możemy słono zapłacić.
Monika Kamińska
mkaminska@pressmedia.com.pl
Fot. ORZCh w Przemyślu


