Smoleńska „gra”, smoleńskie taczki i smoleńskie krzyki

Na minioną sobotę przypadła 11. rocznica katastrofy smoleńskiej. Jak się można było spodziewać, Jarosław Kaczyński i jego partia oczywiście, jak to od 11 lat czyni, „grała” tą tragedią politycznie w sobie właściwy paskudny sposób. Tym razem nie pozwolono obywatelom podejść do pomnika smoleńskiego na placu Piłsudskiego i złożyć tam kwiatów. Taki przywilej mieli za to przedstawiciele władzy z prezesem Kaczyńskim na czele.
Tak, Jarosław Kaczyński w katastrofie smoleńskiej stracił brata – bliźniaka. Nikt tej oczywistości nie zaprzecza. Ani też temu, że bliźnięta jednojajowe na ogół łączy silna więź. A że Jarosław Kaczyński przez całe życie z nikim się nie związał, nic w tym nadzwyczajnego, że brat – bliźniak był, poza matką, najbliższą mu osobą. Brat ów był też w chwili katastrofy demokratycznie wybranym prezydentem RP i tej – że tak zacytujemy klasyka – oczywistej oczywistości także nikt nie śmiałby zaprzeczyć.
Jednak od 11 lat PiS tak obrzydliwie wykorzystuje katastrofę smoleńską do zbijania politycznego kapitału, a prezes tej partii nieustannie „robi” za jedyną osobę w Polsce, która ma prawo rozpaczać po kimś, kto podczas tej katastrofy zginął, że Polacy mają już tej perfidnej gry – jak to się mówi – po kokardkę.
Ta rocznica katastrofy smoleńskiej odbywała się po raz już drugi w cieniu pandemii koronawirusa. Kiedy rząd wprowadził obostrzenia do 9 kwietnia, niektórzy spodziewali się, że z woli rządzących obostrzeń 10 kwietnia nie będzie, za to zostaną wprowadzone ponownie 11, no może najpóźniej 13 kwietnia. Biorąc pod uwagę bezczelność tej władzy, było to całkiem niewykluczone. Ale przy całej swej arogancji ta władza nie jest aż tak głupia. J. Kaczyński zdawał sobie sprawę, że taka „operacja” wywołałaby jeszcze większe niezadowolenie społeczne i jeszcze większą niechęć Polaków wobec aktualnie rządzących. Bo – czy działacze i sympatycy PiS chcą się do tego przyznać, czy nie – Polacy mają rządów Zjednoczonej Prawicy coraz bardziej dość. A do tego owa Zjednoczona Prawica wcale nie jest zjednoczona, tylko bardzo podzielona, a „przystawki” PiS-u w każdej chwili mogą partię Kaczyńskiego zostawić samą bez większości sejmowej, zupełnie jak uczyniły to „przystawki” w 2007 roku. Kaczyński o tym wie, dlatego „dyplomatycznie” wspomniał o możliwości przedterminowych wyborów.
Tak czy siak na 10 kwietnia władza obostrzeń pandemicznych „nie zdjęła”, ale to nie znaczy, że miała zamiar zrezygnować w tym dniu z „grania” katastrofą smoleńską. Polityczną pokazówkę pod pomnikiem smoleńskim, której istotę przedstawił wcześniej w swej „zdjętej” z radiowej „Trójki” piosence o jakże wymownym tytule „Twój ból jest lepszy niż mój” Kazik, zepsuli nieco Kaczyńskiemu i spółce obywatele. Niewielu ich pod pomnik przyszło, bo niewielu, ale za to policja ochraniająca za nasze pieniądze prezesa PiS, przygotowana była chyba na kilkutysięczną manifestację. Tymczasem zgromadzeni pod flagami Strajku Przedsiębiorców i narodowymi skandowali m.in. „Precz z kaczorem dyktatorem”, a kilka osób w góralskich kapeluszach pchało taczki z kukłą o twarzy Jarosława Kaczyńskiego dzierżącą pod pachą kota. Policja na taką zniewagę – nie czarujmy się – najważniejszej osoby w państwie nie mogła zarachować inaczej, niż używając środków przymusu bezpośredniego oraz sypiąc na prawo i lewo mandatami. Przy okazji zatrzymano na 7 godzin lidera Strajku Przedsiębiorców, Pawła Tanajnę.
Oczywiście telewizja rządowa potępiła owo wystąpienie obywateli odpowiednio mocno. Jednak to nie wszystko, bo rządowej tuby propagandowej użyto – jak można było przewidzieć – do „gry” smoleńskiej. W sobotę wyemitowano w niej filmowy raport podkomisji Macierewicza zajmującej się badaniem przyczyn katastrofy smoleńskiej. Film nie jest jakąś nowością, można było go sobie już dawno obejrzeć w sieci, ale TVP pokazała go w czasie największej oglądalności. Oparty jest na spiskowych teoriach Antoniego Macierewicza o rzekomych wybuchach na pokładzie Tu 154 M oraz o tym, ze rosyjscy kontrolerzy zmusili pilota do lądowania. Żeby podgrzać emocje film „zajawiały” krzyki ofiar katastrofy. Skomentowała to posłanka KO, Barbara Nowacka, słusznie nazywając to – podłością. Przypomnijmy, że obecna posłanka straciła w katastrofie matkę, posłankę SLD, Izabelę Jarugę – Nowacką. Barbara Nowacka była wtedy w zaawansowanej ciąży i bardzo boleśnie przeżyła śmierć mamy. No, ale przecież nikt nie ma prawa do przeżywania nijak katastrofy smoleńskiej, poza J. Kaczyńskim. On chciał posłuchać w telewizji krzyku ofiar, więc …

Redaktor Monika Kamińska

28 Responses to "Smoleńska „gra”, smoleńskie taczki i smoleńskie krzyki"

Leave a Reply

Your email address will not be published.