
Komunikat Konferencji Episkopatu Polski, w którym czytamy, że katolicy nie powinni się godzić – jeśli mają wybór – na szczepienia AstraZeneką oraz Johnson&Johnson, gdyż przy ich produkcji korzystano „z linii komórkowych stworzonych na materiale biologicznym pobranym od abortowanych płodów”, wywołał i nadal wywołuje spore kontrowersje. Pierwsze pytanie, które zrodziło się u mnie to „po co to było”? To, że polski Kościół stoi ponad prawem, wiemy już od dawna (przykładem afery pedofilskie, starannie, bez ingerencji prokuratur czy sądów, zamiatane pod dywan), ale teraz stawia się/próbuje stawać, wyżej niż Ojciec Święty, którego jurysdykcji chyba nadal podlega cały Kościół Katolicki (?), a który już dawno temu stwierdził, że odrzucanie szczepień jest „samobójczym negacjonizmem”, a szczepionkę określił mianem „etycznej i koniecznej”, bo „stawką jest zdrowie, własne życie, a także życie innych”. Argument jednak nie trafia do polskiego episkopatu, któremu może chodzi o to, by jeszcze bardziej przyspieszyć ruch w stronę Stwórcy (każdy pochówek to jednak dodatkowa kasa dla parafii, a tej przecież, w dobie pandemii, przy ograniczeniach liczbowych wiernych podczas nabożeństw, na pewno znacząco ubyło). Drugie pytanie, które mi się nasunęło, to „co biskup może wiedzieć o produkcji szczepionek, żeby wypowiadać się tak stanowczo”? I „czy może chodzić o powrót do średniowiecza, gdzie na stosie palono wszystkich, którzy choć trochę ośmielili się mieć większą wiedzę od „plebana”? Według mnie, każda skrajność, dodatkowo wywodząca się z niewiedzy, prowadzi do absurdów i tak też jest w tym przypadku. Pozwólmy więc, żeby naszymi duszami zajęli się, w zależności od wiary, duchowni przewodnicy, a naszym leczeniem – lekarze i naukowcy. Gdyby podchodzić do tego tak, jak chce polski Kościół, to o nowoczesnej medycynie powinniśmy zapomnieć. Większość badań na lekach prowadzona jest bowiem na komórkach (nie płodach!), zresztą pochodzących z normalnych w naturze poronień lub legalnych aborcji sprzed kilkudziesięciu lat. Gdyby nie to, nie byłoby nie tylko szczepionek na wirusa SARS-CoV-2, ale także wielu leków, w tym na choroby nowotworowe! Bez nich nie udałoby się wyeliminować wirusa polio, powodującego kalectwo i śmierć dziesiątków tysięcy dzieci. Nie szczepilibyśmy na odrę, świnkę czy różyczkę. To chyba lepiej, że leki, ratujące miliony istnień ludzkich testuje się na komórkach, a nie np. na zwierzętach. Nikt przy tym nikogo nie zabija. Jeżeli więc kościelny hierarcha oficjalnie mówi, że „katolicy nie powinni godzić się na szczepienie tymi szczepionkami”, to musi sobie zdawać sprawę, że w konsekwencji tysiąc ludzi nie weźmie szczepionki, przez co kilkanaście osób może ciężko zachorować, a nawet umrzeć na COVID-19. Czy to etyczne? Proszę sobie na to samemu odpowiedzieć. Ja mówię stanowczo nie!
Redaktor Anna Moraniec



14 Responses to "Szczepionki nie dla katolików, bo „niemoralne”"