By rządy Zjednoczonej Prawicy nie trwały ani dnia dłużej

Zdaniem marszałka Senatu, Tomasza Grodzkiego rząd Zjednoczonej Prawicy absolutnie nie gwarantuje Polsce i Polakom stabilizacji i spójności. Wszystko wskazuje jednak na to, że szef Porozumienia Jarosław Gowin nie zostawi na razie Jarosława Kaczyńskiego i nie „pójdzie” z opozycją. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

– Przed liderami całej opozycji stoi historyczny moment rozegrania „batalii” tak, aby rządy Zjednoczonej Prawicy nie trwały ani dnia dłużej – uważa marszałek Senatu, Tomasz Grodzki. Opozycja chciałaby postawić na przejściowy techniczny rząd, który pozwoliłby Polsce dotrwać do wyborów w 2023 r. Taki scenariusz nie jest jednak możliwy bez poparcia którejś z „przystawek” tworzących dziś z PiS-em Zjednoczoną Prawicę. Na przyłączenie się do planów opozycji Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry nie ma raczej co liczyć. Jarosław Gowin, szef Porozumienia, też podkreśla, że tylko ZP gwarantuje Polsce stabilne rządzenie do czasu terminowych wyborów.

Rozłam w Zjednoczonej Prawicy obserwujemy już od dłuższego czasu, a konflikty w niej przybierają na sile. Partyjne i personalne rozgrywki w obozie rządzącym na pewno nie służą Polsce w czasie pandemii, z którą rząd sobie nie radzi. Do tego dochodzą kolejne afery wychodzące na jaw, jak grzyby po deszczu. Mimo to oddanie władzy to ostatnia rzecz, na jaką zdecydowałby się dobrowolnie prezes PiS. Jednak wbrew temu, o czym Kaczyński chce przekonać wszystkich, ani on, ani PiS nie mają pełni władzy. Są zależni od „przystawek” w postaci Solidarnej Polski i Porozumienia, a bez którejkolwiek z nich tracą większość w Sejmie i poparcie w nim dla rządu Mateusza Morawieckiego. A zarówno Zbigniew Ziobro, jak i Jarosław Gowin przede wszystkim nie pozwalają Jarosławowi Kaczyńskiemu o tym zapomnieć. Sławetne zeszłoroczne wybory prezydenckie nie odbyły się w maju metodą korespondencyjną, bo zablokował je właśnie Jarosław Gowin. Kaczyński chciał się go pozbyć, ale udało mu się tylko wyłuskać mu kilku posłów i pogrążyć Adama Bielana. W tej sytuacji J. Gowin wydawałby się idealnym „graczem” do zakończenia rządów ZP bez konieczności przeprowadzania przedterminowych wyborów.

Rząd techniczny opozycji

Taki pomysł ma właśnie opozycja. Chciałaby utworzenia przejściowego rządu technicznego, który rządzić miałby do planowych wyborów w 2023 r. Marszałek Senatu, Tomasz Grodzki, wypowiadając się obszernie dla „Gazety Wyborczej” podkreślił, że rząd ZP absolutnie nie gwarantuje Polsce i Polakom stabilizacji i spójności. Chodzi aktualnie o brak zgody pomiędzy PiS i Solidarną Polską w kwestii „ratyfikacji dokumentu europejskiego zwanego przez wielu drugim planem Marshalla, które powinno odbyć się do końca drugiego kwartału br. Ratyfikacja oznacza dla Polski ogromny, niespotykany wcześniej strumień środków finansowych zarówno w formie dotacji, jak i pożyczek”. Przez konflikt na tym tle w ZP ten strumień pieniędzy stoi nadal pod wielkim znakiem zapytania. – W normalnych demokracjach, jeśli rząd nie ma większości w parlamencie, upada lub rządzi mniejszościowo, acz ten drugi wariant wydaje się u nas mało prawdopodobny – zauważył marszałek Grodzki. Dlatego też nadzieję marszałek Senatu widzi w rządzie stworzonym przez calą opozycję. – Przed liderami całej opozycji stoi historyczny moment rozegrania batalii tak, aby rządy Zjednoczonej Prawicy nie trwały ani dnia dłużej – podkreślił T. Grodzki. Tymczasem wicemarszałek Sejmu z PSL, Piotr Zgorzelski, „rzucił” już prawdziwymi konkretami:
– Na stole leży jasny projekt: Jarosław Gowin na marszałka Sejmu, Władysław Kosiniak-Kamysz na premiera. To jest projekt rządu technicznego, który ma przygotować Polskę do wyborów. O tym mówimy wtedy, kiedy prawica się kłóci – oświadczył.

Karty trzyma Gowin

Tyle tylko, że aby ten plan realizować, niezbędne jest poparcie dla niego wspomnianego J. Gowina i jego Porozumienia. A tymczasem podczas środowej konferencji wicepremier i lider Porozumienia mówił tak: – Polska potrzebuje spójnego, sprawnego rządu, mającego za sobą stabilną większość parlamentarną. Taką stabilną większość może, chociaż ostatnio różnie z tym bywa, zapewnić tylko jeden obóz, obóz Zjednoczonej Prawicy. Jak podkreślał Gowin, „jedyną alternatywą dla rządu Zjednoczonej Prawicy są przedterminowe wybory”, dodał jednak, że się ich nie spodziewa. – Dzisiaj wszyscy politycy, i politycy obozu rządowego, i politycy opozycji powinniśmy się koncentrować na dwóch sprawach: walce z pandemią i o przywrócenie rozwoju gospodarczego – zauważył. Wygląda na to, że na razie Gowin nie zostawi Kaczyńskiego i nie „pójdzie” z opozycją. Tyle tylko, że kluczowe jest tu owo „na razie”, bo lider Porozumienia potrafi zmieniać „front” jak kameleon barwy, a trzymanie w szachu prezesa PiS zdaje się go nawet bawić…

Monika Kamińska

19 Responses to "By rządy Zjednoczonej Prawicy nie trwały ani dnia dłużej"

Leave a Reply

Your email address will not be published.