Łowcy pedofilów – wyręczanie policji czy niebezpieczna moda?

Fot. pixabay

Ich nadrzędnym celem jest zwalczanie pedofilii i ochrona dzieci. Tropią zwyrodnialców, którzy chcieliby je skrzywdzić, a potem, podszywając się np. pod kilkunastoletnią dziewczynkę, doprowadzają do konfrontacji. W końcu domniemanego dewianta przekazują policji. Wszystko transmitują w Internecie. Społeczeństwo darzy uznaniem „łowców pedofilów”. A co o ich działaniach sądzą policjanci?

Dokładnie w walentynki członkowie Child Guard Unit Poland (z ang. Dziecięca Straż) pokonali kilkaset kilometrów, by dotrzeć do Fredropola. Wcześniej, podając się za 12-latkę, za pośrednictwem komunikatora Gadu-Gadu rozmawiali z 29-letnim mieszkańcem tej miejscowości. Pewny, że po drugiej stronie ekranu siedzi niewinna dziewczynka, miał jej składać propozycje obcowania płciowego i poddania się innej czynności seksualnej.
„Włóż sobie dwa paluszki do ci***, tylko napisz, jak to zrobisz”, „Pewnie pupę masz fajną w leginsach”, „Ani trochę mi nie przeszkadza, że masz 12 lat”, „A co byś zrobiła, jakbyś była u mnie i bym cię po ci*** dotykał” – miał pisać dorosły mężczyzna do dziecka. „Łowcy pedofilów” namierzyli jego miejsce zamieszkania i złożyli mu wizytę. Wszystko transmitowali na żywo. Przed ich przybyciem zdążył jednak wyjść, a przyjezdnym otworzyli jego rodzice. Byli mocno zaskoczeni tym, co usłyszeli o własnym synu. Próbowali też się z nim skontaktować. Na próżno.
W końcu materiały dowodowe w postaci nagrań oraz zapisów rozmowy przekazali policji. W sprawie toczy się postępowanie, ale 29-latek nie został zatrzymany, bo jak tłumaczyli mundurowi, „w czasie przedmiotowego zdarzenia w rzeczywistości kontaktował się z osobą dorosłą”.

Miał wnuczęta w tym samym wieku…

To nie była wyjątkowa sytuacja. Pod koniec marca do obywatelskiego zatrzymania doszło na krośnieńskim dworcu. Akcję zorganizowała grupa Degenerat Hunter’s Child Guard (z ang. Dziecięca Straż – Łowcy Degeneratów), której członkowie wcześniej, podając się za 14-latkę, rozmawiali z mężczyzną przez komunikator. Zatrzymany przedstawiał się jako 40-letni Andrzej. Podczas wielu rozmów składał rzekomej nastolatce propozycje seksualne i nakłaniał do spotkania.
Mężczyzna, widząc, że na umówione spotkanie przyszli dorośli ludzie, próbować uciekać, ale „łowcy” go zatrzymali, a potem odczytali wiadomości, jakie miał wysyłać do dziewczynki. ”Ja nie szukam takiej grzecznej dziewczyny, szukam uległej i bardzo zboczonej suczki, co zawsze chciałaby seks. Będziesz taka?”, „Chciałbym, abyś była tylko moją suczką, a ja Twoim panem właścicielem” – cytowała kobieta z DHCG.
„Łowcy” zadzwonili na policję i oddali mężczyznę w ręce mundurowych. 40-latek nie trafił do tymczasowego aresztu. Zatrzymano jego komputer i telefon. Okazało się też, że… już rok wcześniej został skazany na 2 lata i 6 miesięcy więzienia za podobne przestępstwo, jednak odwołał się od wyroku i do tej pory pozostaje on nieprawomocny.
Kilka dni po tym zatrzymaniu, w Jaśle, tym razem członkowie Elusive Child Protection Unit Poland doprowadzili do ujęcia 60-latka. „Zbigniew, około 60 lat, z trzema dziewczynkami lat 11 i 2 x 12 chciał umówić się na sex, instruował dzieci, jak się masturbować. Sam ma wnuczęta w identycznym wieku” – napisali na facebookowym fanpage’u, publikując materiał wideo z całego zajścia. Mężczyzna przekonywał, że dziewczynki, z którymi rozmawiał miały 16 lat. Osoby, które transmitowały akcję, przypominały, że wielokrotnie był informowany z kim rozmawia (podawali się za dzieci w wieku 11-12 lat). W końcu przekazali mężczyznę w ręce jasielskich funkcjonariuszy.

Czy to legalne?

W ostatnim czasie coraz głośniej o akcjach „łowców pedofilów” w całej Polsce. Czy takie działania są zgodne z prawem? – Zatrzymywanie osób podejrzewanych o przestępstwa, także pedofilii, przez osoby niebędące funkcjonariuszami, należy rozpatrywać w kategoriach tzw. ujęcia obywatelskiego. Prawo na to pozwala. Art. 243. kodeksu postępowania karnego wskazuje, że: „Każdy ma prawo ująć osobę na gorącym uczynku przestępstwa lub w pościgu podjętym bezpośrednio po popełnieniu przestępstwa, jeżeli zachodzi obawa ukrycia się tej osoby lub nie można ustalić jej tożsamości”. Ten sam artykuł wskazuje, że „Osobę ujętą należy niezwłocznie oddać w ręce Policji” – tłumaczy podinsp. Marta Tabasz-Rygiel, oficer prasowy Komendanta Wojewódzkiego Policji w Rzeszowie.
Podkreśla jednak, by nie zapominać, że to policja jest organem powołanym do ujawniania przestępstw i ścigania ich sprawców. – To policja ma prawne możliwości i umiejętności, by osobę zatrzymać, zabezpieczyć dowody przestępstwa, które pozwolą na udowodnienie jej winy. To bardzo ważne, żeby przestępca, który trafi później przed sąd, nie uniknął odpowiedzialności. A tak może się stać, gdy przez czyjąś niewiedzę, nieostrożność, brak umiejętności, ważne dowody winy mogą zostać bezpowrotnie utracone – zaznacza.
Przyznaje, że chęć ścigania przestępców seksualnych, którzy mogą krzywdzić dzieci, jest zrozumiała. – Niemniej jednak osoby, które ujawnią taki proceder, gdy trafią na osobę, która próbuje umówić się z dzieckiem na spotkanie o charakterze seksualnym, powinny o tym powiadomić policję bądź prokuraturę. Nie warto ryzykować organizując prowokacje czy zasadzki, podejmując próbę zatrzymania na własną rękę. Nigdy nie wiemy, kim jest osoba, którą próbuje się zdemaskować, jak zareaguje. Takie sytuacje mogą być niebezpieczne – nie ma wątpliwości podinsp. Marta Tabasz-Rygiel. – Policjanci mają możliwości, aby wcześniej sprawdzić osobę podejrzewaną czy przygotować zasadzkę. Funkcjonariusze mają wiedzę, umiejętności i środki, aby zatrzymać osobę sprawnie, skutecznie i bezpiecznie np. dla osób postronnych – dodaje.

Nie można być samozwańczym szeryfem

Krzysztof Bajrasz, który jako policjant z zespołu do walki z cyberzagrożeniami przez wiele lat zajmował się tropieniem pedofilów w Internecie oraz darknecie, nie pochwala organizowania prowokacji przez amatorów. – Nie można być samozwańczym szeryfem w mieście. Pomoc jest ważna, ale nie uważam, by dobrym pomysłem było umawianie się z potencjalnym pedofilem i dokonywanie jego obywatelskiego zatrzymania – ocenia były funkcjonariusz, obecnie wykładowca WSPiA. Podkreśla, że takie sprawy są skomplikowane. – Każdego, kto był podejrzewany o produkcję lub dystrybucję takiego materiału, prześwietlaliśmy miesiącami. Trzeba mieć niezbity materiał dowodowy, na to, że ta osoba popełniła przestępstwo. A zebrany przez osobę, która nie ma do tego umiejętności ani podstawy prawnej może przestać być dowodem – zauważa.
Tylko że wszyscy oczekują efektów, najlepiej jak najszybciej. – Nie zawsze jest to możliwe. Najistotniejsze jest zgromadzenie mocnych dowodów. Takich, które dadzą prokuraturze podstawę do postawienia zarzutów, a sądowi do skazania. Jeżeli będziemy działać ad hoc, co z tego, że udowodnimy jeden fakt, gdy może nam umknąć masa innych – zauważa były policjant. – Mało tego, jeśli rozpracowuje się daną osobę, często się okazuje, że nie działa w osamotnieniu, ale w hermetycznym środowisku, które zrzesza zaufanych ludzi. Takie grupy wymieniają się materiałami lub nimi handlują i niezwykle trudno się tam dostać. Warto czasami posiedzieć dłużej, żeby za pośrednictwem danej osoby, albo przy wykorzystaniu jej wiedzy wejść do takiego środowiska, by złapać innych, bardziej czujnych i niebezpiecznych pedofilów.
Wspomina o tym również podinsp. Marta Tabasz-Rygiel. – Policja na co dzień zajmuje się ściganiem przestępców seksualnych, dlatego warto mieć świadomość, że samowolne akcje „łowców pedofilów” mogą zniweczyć działania policjantów prowadzących działania operacyjne, na przykład rozpracowujących grupę przestępczą – stwierdza oficer prasowy Komendanta Wojewódzkiego Policji w Rzeszowie. – Co również istotne, publikacja wizerunku osoby (co może mieć miejsce podczas filmowania i transmisji na żywo, choćby na portalach społecznościowych) może naruszać czyjeś dobra i narażać osobę publikującą na odpowiedzialność – dodaje.
– Większość ludzi pewnie powie, że „łowcy” działają dla dobra społeczeństwa. Pozostaje jednak aspekt prawny i moralny. Jeżeli ktoś podszywając się pod dziecko, rozmawia z człowiekiem, który wykazuje jednoznaczną chęć spotkania i „innych rzeczy”, powinien zgłosić to policji – przekonuje Krzysztof Bajrasz. – Taka samowolka nie znajduje u mnie uzasadnienia. Niedługo zaczniemy szukać zabójców. Zresztą były już głośnie śledztwa internetowe, jak choćby to dotyczące zamachu w Bostonie. Policja miała bardzo poważny problem, bo ludzie sami zaczęli szukać zamachowców. Snuli własne koncepcje, które przekazywali mundurowym, co powodowało ogromne szumy informacyjne. Wiadomo, że każdy chce pomóc, ale od takich spraw są odpowiednie służby.

wk

 

5 Responses to "Łowcy pedofilów – wyręczanie policji czy niebezpieczna moda?"

Leave a Reply

Your email address will not be published.