Wpadki prezydenta RP

Fot. MWMedia

Pan Andrzej Duda wiele do powiedzenia w ważnych dla Polaków sprawach na ogól nie ma. Ale za to nie pozwala, by o nim samym było cicho. Niestety, polski prezydent, gdy już jest na ustach ludzi, to z reguły są to usta szeroko roześmiane. Choć śmiech to zdrowie, cieszyć się nie mamy z czego, bo Andrzej Duda zwyczajnie siebie i nas kompromituje.

Ja pracuję cały czas, naprawdę, ja się cały czas czegoś uczę, bez przerwy. Ja się uczę w mieszkaniu, ja się uczę w samochodzie, kiedy jadę, ja się uczę w samolocie, kiedy lecę. Jak się nie uczę tego, co mam powiedzieć, to się uczę tego, co będę chciał kiedyś powiedzieć – tak deklarował prezydent Andrzej Duda podczas wizyty na Uniwersytecie Rzeszowskim w listopadzie 2017 roku. I może byłoby to zabawne, gdyby nie mówiła tego – bądź co bądź – najważniejsza osoba w naszym państwie. Do tego wszystkiego prezydent Duda podczas swoich wystąpień odznacza się, delikatnie mówiąc, specyficzną mimiką i gestykulacją, które przywodzą na myśl raczej komika, a nie głowę państwa. Jakby tego było mało, pan prezydent Duda uważa swoje wystąpienia za bardzo zabawne, podczas gdy cała reszta stara się ukryć swe zniesmaczenie tym, co Andrzej Duda publicznie mówi. Litościwie wspomnimy tu o jednym tylko „dowcipie” pana prezydenta. – To stary AGH-owski żart. (..) Jest ogólnoświatowa konferencja rektorów w Południowej Afryce i z Europy leci samolot pełen rektorów i niestety, nastąpiła awaria, samolot w okolicach Afryki Równikowej spadł do dżungli. Na szczęście większość pasażerów jakoś przeżyła, ale miejscowe plemię ogarnęło wszystkich rektorów. Wszyscy rektorzy zostali zjedzeni, poza jednym. Poza panem profesorem Ryszardem Tadeusiewiczem, rektorem AGH. Dlaczego? Bo wódz plemienia był jego kolegą na elektrycznym na AGH – popisał się Andrzej Duda podczas jubileuszu 100-lecia Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie październiku 2019 roku.

Ostry cień mgły i mina marsowa

No dobrze, ale przecież nie każdy ma dar opowiadania dowcipów, a prezydent w końcu nie od tego jest, tylko od innych spraw. I tu właśnie pojawia się problem, bo tymi ważnymi dla Polaków sprawami pan prezydent Andrzej Duda się nie zajmuje. Stąd krążące w Internecie porównanie prezydenta Dudy do… majonezu. Zdaniem niektórych, pełni on rolę wyłącznie dekoracyjną, po prostu jest i nic więcej. Inni natomiast dostrzegają, że Andrzej Duda podpisuje bez namysłu wszystko to, czego podpisania życzy sobie prezes PiS, Jarosław Kaczyński, i stąd przydomek „Długopis” nadany mu przez część naszego społeczeństwa. Jak się tak zastanowić, to trudno powiedzieć, czy jednak nie lepiej, żeby pan prezydent w nic się nie angażował. Bo jak już weźmie udział w jakimś, nawet całkiem fajnym przedsięwzięciu, to okazuje się to katastrofą. Tak było z sławnym raperskim zaprezentowanym przez A. Dudę w ramach akcji #Hot16Challenge2 w czerwcu zeszłego roku. Sam fakt, że prezydent podjął wówczas wyzwanie i wziął udział w akcji wsparcia dla medyków walczących z koronawirusem jest niewątpliwie chwalebny, choć nie zapominajmy, że trwała właśnie kampania wyborcza. Rzecz w tym, że piosenka, którą „odśpiewał”, czytając tekst z tabletu, wszystkich wprawiła w osłupienie. Fraza „nie pytają cię o imię walcząc z ostrym cieniem mgły” pojawiła się w niej aż 13 razy, było też o „tępej wróżbie” – cokolwiek to może być. Do tych niezrozumiałych chyba dla nikogo słów pan prezydent dopasował niezwykle dramatyczną mimikę, która znów – najpewniej bez woli pana prezydenta Dudy – na myśl przywodziła kabareciarza, a nie głowę państwa.

LGBT i obce języki

Nie każdy musi być zaraz uzdolniony muzycznie, a teksty piosenek, nie tylko tych raperskich bywają czasem niezrozumiałe, więc można by tę „wpadkę” panu Andrzejowi Dudzie odpuścić. Problem w tym, że pan Andrzej Duda jest prezydentem RP i zwyczajnie nie wypada mu robić z siebie pośmiewiska, nawet w szczytnym celu. Cóż jednak począć, gdy A. Duda tego nie rozumie i raz za razem zalicza kolejne wpadki kompromitujące jego i urząd, jaki sprawuje. A gdy już pan prezydent zabierze głos w ważnej dla Polaków i poważnej sprawie, to niestety, ale wieje już nie tylko wstydem, lecz i grozą. – Próbuje się nam (…) wmówić, że to ludzie. A to jest po prostu ideologia – tak Andrzej Duda mówił o środowisku LGBT podczas kampanijnego spotkania z mieszkańcami Brzegu. – Dziś bronimy naszych wartości. Polska Konstytucja jasno podkreśla prawo rodziców do wychowywania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. Nie pozwolimy na to, aby sprowadzać nasze dzieci na złą drogę – deklarował. Naiwny byłby ktoś, kto uważałby, że A. Duda prezentował swe poglądy. On zwyczajnie „puszczał oko” do środowisk anty LGBT, dając im przyzwolenie do tego, by „pacyfikowały” ludzi innej orientacji seksualnej. I mówił to urzędujących prezydent, rzekomo prezydent wszystkich Polaków, starający się o reelekcję! W Zwoleniu pan A. Duda tak mówił o traktacie weneckim i UE. – Nie będą nam tutaj w obcych językach narzucali, jaki ustrój mamy mieć w Polsce i jak mają być prowadzone polskie sprawy – to był z kolei „ukłon” w stosunku do środowisk antyunijnych. Bo pan prezydent wszystko zrobiłby, żeby wygrać wybory. No i wygrał.

Rosjanie nabili go w butelkę

A propos obcych języków, to pan prezydent, mimo deklaracji, że się ich uczy, jakoś nauczyć się np. angielskiego porządnie nie dał rady. I znów można zauważyć, że nie każdy musi mieć zdolności do języków obcych. Może pan A. Duda ich nie ma. Ale skoro nie zdołał nauczyć się tego angielskiego w stopniu komunikatywnym, to niechże nie udaje, że potrafi się w tym języku porozumieć. A. Duda po angielsku po prostu duka i powtarza w kółko „well, well, well” – frazę, którą powtarzają Anglicy, gdy nie wiedzą, co powiedzieć. Jakoś jednak, niestety, udało się A. Dudzie dogadać z rosyjskimi dowcipnisiami, którzy zadzwonili doń tuż po jego zwycięstwie w II turze zeszłorocznych wyborów prezydenckich, podając się za… za António Guterresa, sekretarza generalnego ONZ. Polski prezydent elekt przez 11 minut rozmawiał z Rosjaninem, kompletnie nie zorientowawszy się, że pada ofiarą dowcipu i ciesząc się, że san sekretarz generalny ONZ dzwoni, by mu pogratulować. Tymczasem dowcipnisie „wkręcali” A. Dudę aż miło! Na pytanie o sytuację pandemiczną w Polsce prezydent odpowiedział, że „sytuacja jest pod kontrolą”, ale dodał, że źródło zachorowań w Polsce to prawdopodobnie… Ukraina, a pytany o Donalda Tuska pożalił się, że ten po prostu go nie lubi. Gdy na jaw wyszło, że to rosyjscy pranksterzy nabili prezydenta elekta w butelkę, najpierw była mowa o wyciąganiu konsekwencji, a potem przedstawianie całej tej żenującej sytuacji jako niewinnego żartu. Mało tego, udawano, że A. Duda zorientował się, iż to żart, ale nie chciał dzwoniącym psuć zabawy.

„Żulczyk ujawnił tajemnicę państwową?”

Któż z nas zorientowałby się, że zamiast sekretarza generalnego ONZ dzwoni do nas rosyjski prankster? No przecież wiadomo, że nikt! Było minęło, ot i tyle. Jednak to, co wydarzyło się po wyborach w USA to już zakrawa na międzynarodowy skandal! Otóż A. Duda, jako głowa polskiego państwa, koncertowo zbłaźnił się, kierując takie oto gratulacje do nowo wybranego prezydenta USA, Joe Bidena w listopadzie zeszłego roku.
– Gratuluję Joe Bidenowi udanej kampanii prezydenckiej. W oczekiwaniu na nominację Kolegium Elektorów, Polska jest zdeterminowana, aby utrzymać wysoki poziom relacji z USA. Strategiczne partnerstwo dla jeszcze silniejszego sojuszu – napisał Duda na Twitterze. Oczywiście wiadomo było, że cały PiS i A. Duda z wygranej Bidena się nie cieszą, ale żeby prezydent Polski nie wiedział, jak wygląda procedura wyboru prezydenta USA i, co najgorsze, nie dowiedział się tego przed złożeniem mu idiotycznych gratulacji obnażających tę niewiedzę, to już prawdziwa tragedia. Do wpisu Dudy odniósł się Jakub Żulczyk, polski pisarz, scenarzysta i dziennikarz, który „przy okazji” jest magistrem amerykanistyki. W swoim wpisie na FB wyjaśnił jak się sprawy z prezydenturą Bidena mają, a A. Dudę nazwał po prostu „debilem”.
Z tego powodu w marcu tego roku do warszawskiego Sądu Okręgowego prokuratura złożyła akt oskarżenia przeciwko Żulczykowi, zarzucając mu popełnienie przestępstwa z art. 135. par. 2 kodeksu karnego, tj. publiczne znieważanie prezydenta RP. Grozi za to do 3 lat za kratkami. Sprawa ścigania Żulczyka odbiła się szerszym echem na świecie, niż wpadka Dudy z gratulacjami dla Bidena. Nie brak też takich, co prześmiewczo zastanawiają się, czy J. Żulczyk nazywając Dudę „debilem” nie dopuścił się przypadkiem ujawnienia tajemnicy państwowej.

Polska język trudna język dla prezydenta

Tymczasem A. Duda nie ustaje w wysiłkach, by nadal być „gwiazdą” Internetu i „człowiekiem
– memem”. Po śmierci piosenkarza Krzysztofa Krawczyka nie potrafił przyzwoicie wyrazić żalu, tylko musiał, po prostu musiał wspomnieć o tym, że młodzież nie zna utworów zmarłego. Oczywiście po tym wylała się na Dudę ogromna fala hejtu, ale on nadal najwyraźniej chce, by ciągle o nim mówiono! Przy okazji 100. rocznicy wybuchu III Powstania Śląskiego pan prezydent nazwał je w swoim wpisie w mediach społecznościowych „rezurekcją” zamiast „insurekcją”. Wielka szkoda, że polski prezydent, doktor nauk prawnych, nie wie, jaka jest różnica między „zmartwychwstaniem”, a „powstaniem zbrojnym”. A. Duda potem się głupio tłumaczył, że to było takie powstanie, co spowodowało zmartwychwstanie Śląska dla Polski, czy jakoś tak. W każdym razie żałosne to było. To, że prezydent Duda, kolokwialnie mówiąc, nie nie umie dobrze po polsku, ujawniło się po raz kolejny kilka dni temu, gdy ów napisał do tegorocznych maturzystów życząc im „przysłowiowego szczęścia”. Tego rodzaju błąd, dość częsty, jest błędem, nomen omen, tzw. szkolnym.
Tak, nie ma nieomylnych ludzi, ale jeśli się jest głową państwa, to pewnych rzeczy robić nie wypada. Zatem nim się coś opublikuje czy powie, wypadałoby to może skonsultować?!

Monika Kamińska

9 Responses to "Wpadki prezydenta RP"

Leave a Reply

Your email address will not be published.