
Były bite, zaniedbywane i co gorsza molestowane. Gdy sprawa wyszła na jaw przy okazji poszukiwań najstarszego z dziesięciorga rodzeństwa, 12-letniego Daniela z Izdebek, wydawało się, że gehenna dzieciaków skończy się raz na zawsze. Że obcy ludzie otoczą ich troską i miłością tak wielką, że pozwoli im zapomnieć o dramacie dzieciństwa. I może nawet by tak było. Dziesięcioro rodzeństwa obecnie od 3 do 15 lat, których biologiczni rodzice zostali pozbawieni praw rodzicielskich, krośnieński sąd oddał pod opiekę siostrom służebniczkom ze Starej Wsi. A te się zgodziły wziąć je wszystkie, nie rozdzielać, co byłoby dla nich kolejną traumą. Jak zawsze u nas zrobiono dużo, ale zaniedbano jedną rzecz. Sąd nie określił, kto będzie płacił za pobyt dzieci, w było, nie było, Domu Pomocy Społecznej. Skoro nie określił, to dzieci są niczyje i samorządy jeden po drugim uchylają się od odpowiedzialności za nie, a siostry zakonne odsyłane są od urzędu do urzędu. I tak z Urzędu Gminy w Nozdrzcu, na terenie której dzieci były wcześniej zameldowane, wysłano je do Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Brzozowie, gdzie zameldowany był opiekun prawny dzieci, a potem do Sanoka, bo maluchy właśnie tam mieszkały przed sądowym przeniesieniem ich do Starej Wsi. Nie pomogło również, bo nie rozstrzygnęło, a jedynie wskazało ewentualnego płatnika, Samorządowe Kolegium Odwoławcze, ani Rzecznika Praw Dziecka, którego przecież psim obowiązkiem jest stać po stronie skrzywdzonych nieletnich. Chociaż Starostwo Powiatowe w Brzozowie ostatecznie zaakceptowało decyzję różnych organów co do obowiązku utrzymywania dzieci i zarezerwowało na ten cel pieniądze w budżecie – wątpliwości prawne nie pozwalają mu na przekazanie pieniędzy siostrom. Chodzi o charakter działalności DPS-u w Starej Wsi, która nie jest działalnością prowadzoną w ramach pieczy zastępczej, a tylko taką może dofinansować starostwo. I tak każdy je od kilku miesięcy olewa. Olewa oczywiście nie siostry, tylko całą dziesiątkę dzieciaków już i tak mocno doświadczonych przez los. Jak one biedne się z tym czują? Aż skóra cierpnie mi na grzbiecie. Przecież przynajmniej te starsze zdają sobie sprawę, że są wszędzie persona non grata (dzieci potrafią wyczuć gęstą atmosferę szybciej niż dorośli). Trudno mi jakoś uwierzyć, że opiekunowie ani razu nie dali im tego odczuć, wszak nie ma nic za darmo ani w szpitalu, ani w DPS-ie, ani domu dziecka. Wszędzie ponoszone są koszty utrzymania, w opisywanym przypadku sięgają już 300 tys. zł i, jak twierdzą zakonnice lada dzień może do nich zapukać komornik. Co się stanie wtedy ze wszystkimi podopiecznymi? Na razie interwencja za sprawą Stowarzyszenia Europa Tradycja trafiła do premiera i prokuratora generalnego, ale czy na szczytach władzy usłyszą płacz maluczkich, czy będzie to kolejny głos „wołającego na puszczy”?
Redaktor Anna Moraniec



One Response to "Dzieci niczyje nadal pozostają niczyje"