
nie powinna wydarzyć się żadna krzywda. Fot. Marta Badowska/Dzień Dobry Mielec
– Spodziewałem się takiego meczu. Uważam, że Legia jest najlepszą drużyną w naszej lidze – rozpoczął podsumowanie spotkania z „wojskowymi” szkoleniowiec PGE Stali Mielec, Włodzimierz Gąsior. Niedzielny remis przy Solskiego 1 został przyjęty przez gospodarzy z optymizmem, a do utrzymania w ekstraklasie pozostał mielczanom już tylko punkt.
O wszystkim zadecyduje ostatnia niedzielna kolejka.
PGE Stal już w niedzielę mogła zapewnić sobie miejsce na następny sezon w najwyższej klasie rozgrywkowej, ale do tego potrzebne było zwycięstwo z mistrzami Polski. Mielczanie jednak nie powtórzyli wyniku ze stolicy, gdzie ograli Legię 3-2, natomiast bezbramkowy remis również nie wyrządził żadnej krzywdy mieleckiej ekipie.
– Próbowaliśmy się odgryzać, ale w zespole z Warszawy znajduje się wielu wartościowych zawodników. Ja jestem zadowolony i z rezultatu i z postawy drużyny. Robiliśmy wszystko, żeby zagrać na zero z tyłu.
Oczywiście dopisało nam trochę szczęścia. Rafał Strączek wybronił stuprocentową sytuację, a Filip Mladenović nie wykorzystał swojej szansy. My też mieliśmy swoje okazje, w których szczególnie przed przerwą można było pokusić się o gola. Uważam, że chyba lepiej zagraliśmy podczas pierwszych 45 minut. Później zaczęło nam trochę brakować sił. Staraliśmy się ratować to zmianami. Bardzo szanuję ten punkt. Gramy do końca i mam nadzieję, że wszystko się skończy dla nas optymistycznie – podsumował niedzielne starcie trener Stali, Włodzimierz Gąsior. Z podziału punktów niezadowolony był z kolei opiekun najlepszej drużyny w kraju, Czesław Michniewicz. – To był mecz niewykorzystanych szans w naszym wykonaniu. Stworzyliśmy sobie kilka doskonałych okazji do tego, żeby zdobyć nie jedną, ale kilka bramek. Tak się niestety nie stało. Ten problem powtarza się już od dłuższego czasu, wprawdzie nie było Luquinhasa czy Pekharta, ale to nas nie usprawiedliwia. Powinniśmy zdobywać więcej bramek, wykorzystując dobre akcje. Te sytuacje dziś mieliśmy. Szkoda ich tym bardziej, że były stworzone po ładnych i składnych akcjach, mam tu na myśli sytuacje Mladenovcia czy Kostorza. Tak się jednak nie stało. Wracamy do Warszawy z wielkim niedosytem – komentował wyraźnie niepocieszony Michniewicz, zaznaczając, iż od poniedziałku jego team myślami będzie już wyłącznie przy meczu z Podbeskidziem Bielsko-Biała, bezpośrednim rywalu biało-niebieskich w boju o utrzymanie.
Ta ostatnia niedziela
O być albo nie być dla PGE Stali i Podbeskidzia decydująca będzie najbliższa niedziela, kiedy 30. kolejka PKO Ekstraklasy zostanie rozegrana przez wszystkie drużyny o tej samej godzinie – 17.30.
Mielczanie zagrają we Wrocławiu z miejscowym Śląskiem, a ich jedyny rywal w walce o zachowanie ekstraklasowego bytu zmierzy się w Warszawie z Legią. Co prawda wszystkie spotkania ostatniej kolejki odbędą się o tej samej porze, ale to piłkarze „górali” będą musieli od początku nasłuchiwać wieści z Dolnego Ślaska, bo to podkarpacki beniaminek jest w uprzywilejowanej sytuacji. Podbeskidzie, aby móc w przyszłym sezonie rozgrywać mecze z najlepszymi drużynami w Polsce, musi dokonać niemal cudu i wygrać przy Łazienkowskiej. Jednak sam triumf graczy Roberta Kasperczyka nie wystarczy do pełni szczęścia, ponieważ bielszczanie muszą jeszcze liczyć na pomoc Śląska, który bezwzględnie musi pokonać mielecki zespół. Podopiecznym Włodzimierza Gąsiora wystarczy więc remis, by ani na moment nie myśleć o rezultacie swojego głównego konkurenta. Patrząc personalnie i czysto statystycznie, „góralom” będzie bardzo, ale to bardzo ciężko wygrać w stolicy. Raz – najlepszy klub w kraju mierzy się z obecnie piłkarsko najsłabszym w najlepszej polskiej lidze, dwa – Podbeskidzie w meczach wyjazdowych spisuje się fatalnie. Główny kandydat do spadku poza domem w dobiegających końca rozgrywkach uciułał… 3 punkty i uzbierał je wyłącznie po remisach (jako jedyny zespół nie wygrał na wyjeździe – przyp. red.), dlatego zwyczajnie nader ciężko wierzyć, że premierowa victoria nastąpi akurat w niedzielę na obiekcie mistrza Polski – w dodatku w obecności kibiców Legii, którzy, tak jak inni fani, będą mogli tego dnia wrócić na trybuny. Z niezwykle ciężkiego wyzwania „górali” zdają sobie sprawę sami zawodnicy Podbeskidzia. – Obecnie mamy tylko małe szanse, ale wciąż wierzymy, że cud się zdarzy – powiedział dla klubowych mediów Milan Rundić, serbski obrońca bielszczan, który zapewnia, że jego zespół nie zwiesza głów przed starciem w Warszawie. – Dlaczego możemy pokonać Legię? Skoro potrafiliśmy to zrobić u siebie, jestem pewien, że możemy to zrobić ponownie. To są tylko piłkarze, grają tylko w klubie o lepszej renomie i finansach, ale to nadal my możemy to zrobić – przekonuje dla oficjalnej strony internetowej Podbeskidzia jego defensor.
Łukasz Szczepanik


