Szukają ciała zaginionego dziennikarza z Sanoka

W tym domku Tadeusz P. miał udusić Marka Pomykałę. Fot. Martyna Sokołowska

 

W Wołkowyi na terenie posesji należącej kiedyś do byłego policjanta Tadeusza P. trwają poszukiwania szczątków Marka Pomykały, który 24 lata temu wyszedł z domu i ślad po nim zaginął. Czynności prowadzone są zarówno wewnątrz małego, drewnianego domku wypoczynkowego, jak i na terenie lasu, który z nim sąsiaduje. Czy wreszcie nastąpi przełom w sprawie zaginionego niemal ćwierć wieku temu sanockiego dziennikarza?

Technicy od środy pracują na terenie posesji w Wołkowyi. – Przyjechali rano, kilka samochodów, była też koparka, ale nie wiem, czy należała do nich. Pracują od kilku dobrych godzin, wygląda, jakby szukali czegoś w lesie – relacjonował nam właściciel domku sąsiadującego z posesją, która w 1997 roku należała do byłego policjanta Tadeusza P.

Szukają ciała w lesie

Czynności prowadzone są na zlecenie Prokuratury Okręgowej w Krakowie, która prowadzi śledztwo w sprawie zabójstwa sanockiego dziennikarza. – W dalszym ciągu nie udzielamy żadnych informacji w tej sprawie – mówi Super Nowościom prokurator Janusz Hnatko, rzecznik prasowy krakowskiej prokuratury, pytany o szczegóły oględzin terenu i posesji. Jak udało nam się ustalić, prokuratura powoła też biegłego z zakresu entomologii sądowej (nauka o owadach, które mogą wskazać przybliżoną datę śmierci – przyp. red.), który zajmie się badaniem i analizą zebranych materiałów. Owady mogą bowiem być pomocne m.in. w ustaleniu miejsca zbrodni czy odnalezieniu i identyfikacji śladów biologicznych.

Były policjant przyznał się do zbrodni kochance

Dlaczego w ogóle poszukiwania szczątków Pomykały mają miejsce na posesji byłego policjanta w Wołkowyi? Według słów Wioletty Z., która w latach 2012 – 14 była kochanką Tadeusza P., były policjant miał jej powiedzieć, że zwabił tam i udusił dziennikarza, a jego ciało zakopał w lesie. W miejscu, gdzie ukrył zwłoki, miał zasadzić nowe drzewa. Pomykałę miał zabić, bo wpadł na trop zbrodni, jakie P. popełnił w połowie lat 80. ubiegłego wieku, kiedy pełnił funkcję wicekomendanta leskiej milicji.

Zabił pieszego, uciszył świadka?

P., jak już dzisiaj wiemy, bo „z całą pewnością” ustaliła to Prokuratura Okręgowa w Rzeszowie, która po sensacyjnych zeznaniach Wioletty Z. w latach 2014 – 15 prowadziła śledztwo w sprawie zabójstwa Marka Pomykały, był sprawcą śmiertelnego wypadku, do którego doszło w 1985 r. w Łączkach koło Leska. Zginął wówczas 40-letni Edward Krajnik, który chwilę wcześniej opuścił pobliski „Zajazd pod Gruszką”. P. jechał pijany i aby uniknąć odpowiedzialności, na miejsce ściągnięto jego ojca, który winę za spowodowanie wypadku wziął wówczas na siebie. P. przyznał się też kochance do zabicia świadka wypadku, milicjanta Krzysztofa Pyki, który groził ujawnieniem prawdziwych okoliczności zdarzenia

Zginął, bo chciał ujawnić prawdę?

Dziś już wiemy, że Marek Pomykała wpadł na trop tych zbrodni. Potwierdza to jeden z jego bliskich znajomych, któremu kilka miesięcy przed zaginięciem dziennikarz opowiadał o prowadzonym śledztwie dziennikarskim, które dotyczyło „wypadku spowodowanego w PRL-u przez grubą rybę”. Sprawie, jak relacjonował, „ukręcono wówczas łeb”, a prawdziwe okoliczności zdarzenia zatuszowano.
Kiedy Marek Pomykała zainteresował się śmiertelnym wypadkiem w Łączkach, od wydarzeń które się wówczas rozegrały, minęło 12 lat. Sprawa nie była przedawniona, nad sprawcą ciążyło widmo kary. Tadeuszowi P. zależało więc, aby prawdziwe okoliczności nie wyszły na jaw i to miał być motyw, dla którego miał zabić sanockiego dziennikarza.

Umorzone śledztwo

Posesję w Wołkowyi, gdzie Tadeusz P. miał zabić Pomykałę, można było przeszukać już 7 lat temu, ale prokurator prowadząca sprawę zabójstwa sanockiego dziennikarza nie znalazła dostatecznych przesłanek, aby to zrobić. Nie przesłuchała też Tadeusza P. ani w charakterze świadka, ani oskarżonego. Nie znalazła też dowodów na to, aby sanocki dziennikarz zajmował się sprawą zbrodni popełnionych w przeszłości przez P. i umorzyła śledztwo.

Zwolnieni z tajemnicy dziennikarskiej

Jak już informowaliśmy na łamach Super Nowości, we wtorek, 11 maja, Sąd Rejonowy w Krośnie przychylił się do wniosku Prokuratury Okręgowej w Krakowie, która od stycznia tego roku prowadzi śledztwo w sprawie zabójstwa milicjanta Krzysztofa Pyki i sanockiego dziennikarza Marka Pomykały, i zwolnił z tajemnicy dziennikarskiej pisarza Henryka Nicponia i byłego dziennikarza Jana Joniaka.
Na podstawie ustaleń krakowskiej prokuratury obaj mogą posiadać istotne informacje na temat okoliczności poprzedzających zaginięcie milicjanta Pyki oraz jego śmierci, a także roli, jaką w tych wydarzeniach odegrać miał ówczesny wicekomendant leskiej milicji, Tadeusz P.
Informacje, jakie posiadają, mogą być także ważne w kontekście zaginięcia Marka Pomykały, gdyż wszystko wskazuje na to, że dziennikarz zginął, bo wpadł na trop zbrodni popełnionych przez P.

Przyznał się pisarzowi do zbrodni

Tadeusz P. najpierw w mailu do krośnieńskiego wydawnictwa, a później w trakcie prac nad książką pisaną na podstawie jego wspomnień, miał przyznać się pisarzowi Henrykowi Nicponiowi do spowodowania śmiertelnego wypadku w Łączkach i zabicia milicjanta Krzysztofa Pyki. Miał mu też osobiście pokazać miejsce, w którym tego dokonał.
Krzysztof Pyka zginął w tajemniczych okolicznościach w Polańczyku trzy tygodnie po wypadku. Jego ciało na początku lutego 1986 roku wyłowiono z Jeziora Solińskiego. Okoliczności jego śmierci nigdy nie wyjaśniono. Forsowano wersję o samobójstwie, ale rodzina i znajomi milicjanta do dzisiaj w nią nie wierzą.

Martyna Sokołowska

Leave a Reply

Your email address will not be published.