Kto odpowiada za tę fuszerkę?

Miasto domaga się od generalnego wykonawcy przebudowy mieleckiego stadionu prawie 10 mln zł. Fot. Paweł Galek

Prawie 10 mln zł – tyle na drodze sądowej miasto domaga się od generalnego wykonawcy przebudowy mieleckiego stadionu za liczne usterki, które tam znaleziono. Chodzi m.in. o wykwity pleśni i grzyba w pomieszczeniach pod trybuną od strony ul. Kusocińskiego i bieżnię, na której doliczono się ponad 400 pęcherzy z powietrzem. Dwie sprawy toczą się z powództwa miasta, trzecią wytoczył jeden z podwykonawców.

Stadion przebudowano ponad siedem lat temu za ok. 42 mln zł. Wydawało się, że Mielec zyskał obiekt sportowy z prawdziwego zdarzenia. Z czasem jednak na jaw zaczęły wychodzić kolejne usterki. Najbardziej widoczne są one w pomieszczeniach pod stadionem od strony ul. Kusocińskiego, w których trenują miejscowi lekkoatleci. Na ścianach są wykwity pleśni i grzyba, a w kilku miejscach starej dylatacji woda leje się przez cały rok.

„Wadliwa dokumentacja”

Sporo zastrzeżeń jest też do stanu bieżni, gdzie naliczono ponad 400 pęcherzy z powietrzem. – Uważamy, że źle położono tę nawierzchnię. Raz została ona wymieniona i nie pomogło. W dalszym ciągu są tam purchle – irytuje się prezydent Jacek Wiśniewski.
W sumie w sprawie stadionu wytoczono trzy procesy. Jeśli chodzi o przecieki pod trybunami, miasto domaga się 2 023 750 zł. Sąd wydał wyrok, w którym powództwo zostało całkowicie oddalone. Magistrat złożył jednak apelację do drugiej instancji.
– Z informacji, jakie uzyskaliśmy od pełnomocnika, który reprezentował miasto w tej sprawie, wynika, że podstawą oddalenia przez sąd powództwa nie było nienależyte zrealizowanie umowy przez generalnego wykonawcę, jakim była firma Tamex, ale wadliwa dokumentacja techniczna – mówi Joanna Grabiec, radca prawny Urzędu Miasta.

Będzie czwarty proces?

Czy w związku z tym magistrat planuje pozwanie tego, kto sporządził dokumentację na przebudowę stadionu?
– Myślę, że powinniśmy poczekać na zakończenie tej sprawy. Zgłoszono apelacja. Wyrok nie jest więc prawomocny – odpowiada pani prawnik.
W toku przed sądem pierwszej instancji pozostaje sprawa dotycząca bieżni. W tym przypadku miasto domaga się od firmy Tamex 7 749 739 zł. – W tej sprawie przeprowadzono znaczną część postępowania dowodowego,.chodzi m.in. dowody z dokumentów, zeznań świadków i przesłuchania stron – wylicza Joanna Grabiec. – Aktualnie trwa oczekiwanie na dalsze czynności procesowe. Termin kolejnej rozprawy nie został jeszcze wyznaczony.
Trzecia sprawa toczy się przed Sądem Okręgowym w Warszawie i jest z powództwa jednego z podwykonawców. Jest to proces zarówno przeciwko generalnego wykonawcy, jak i… miastu. Kwota, jaką domaga się powód, wynosi 1 043 570 zł plus odsetki.

Paweł Galek

Leave a Reply

Your email address will not be published.