
Grzegorz z podbrzozowskiej wsi ma trafić do więzienia na 5,5 roku za… zgwałcenie kochanka swej żony, Łukasza S. oraz molestowanie kilku innych swoich pracowników. Tak zdecydowały sądy w II instancjach, choć zeznania jednego z pokrzywdzonych biegły uznał za niespójne i są dowody na to, że świadkowie w tej sprawie mieli być przekupywani. W niewinność pana Grzegorza wierzy jego rodzina. On sam uważa, że oskarżenie go o tak absurdalny czyn to zemsta ze strony byłej żony i jej kochanka, ale też próba przejęcia jego gospodarstwa, które jest sporo warte.
Choć niechętnie się do tego przyznajemy, zdrada nie jest w polskim społeczeństwie rzadkim zjawiskiem. Na kanwie kolejnych historii zdrad i pracy nad nimi detektywów powstały nawet seriale paradokumentalne emitowane przez różne stacje TV. Co innego jednak o zdradzie czytać, albo obejrzeć materiał o nich, a co innego zdradzonym zostać i się o tym dowiedzieć.
A to właśnie spotkało rolnika z Podkarpacia, pana Grzegorza. Mężczyzna prowadził spore gospodarstwo, zajmując się głównie hodowlą mlecznych krów. Zatrudniał kilku pracowników i to właśnie jednego z nich, Łukasza S., przyłapał z własną żoną w sytuacji bardziej niż dwuznacznej. – Stałem tam, wszystko słyszałem i płakałem – opowiadał potem mediom. Z relacji rolnika wynika, że dość się nasłuchał, bo para podczas aktu seksualnego „dogadywała się” w temacie płodności żony pana Grzegorza i stosunku przerywanego. Oszczędzimy jednak naszym Czytelnikom szczegółów tej rozmowy podsłuchanej przypadkiem przez pana Grzegorza. Wszystko to rozegrało się w andrzejki 2013 roku.
Kochanek żony zarzuca mu molestowanie seksualne
Mimo tak ewidentnego złamania przysięgi małżeńskiej, rolnik nie chciał rozwodzić się z żoną. Chciał jedynie, by Łukasz S. zniknął mu z oczu, więc natychmiast zwolnił pracownika, który uczynił go rogaczem. Ten, na odchodnym, odgrażał mu się, że „wszystko zniszczy” i „nic tu nie zostanie”, ale pan Grzegorz nie traktował tych gróźb szczególnie poważnie. Jak się potem okazało, wykazał się tu sporą beztroską, czy nawet naiwnością. Otóż po kilku miesiącach Łukasz S. oskarżył swego byłego pracodawcę o molestowanie go seksualnie, a także zgwałcenie! W swoich oskarżeniach nie był sam, bo jeszcze dwóch pracowników pana Grzegorza „przypomniało sobie”, dodajmy, że po dobrych paru latach, że i im rolnik „pchał” ręce w krocza, obmacywał ich i tak dalej. Jeden z nich twierdził, że pan Grzegorz wykorzystał go już jako 12-latka!
Pod domem rolnika pojawili się policjanci z nakazem zatrzymania go. Przerażony mężczyzna trafił do aresztu. – Wsadzili mnie do ciasnej, siedmioosobowej celi. Spędziłem w niej kilka tygodni. To była trauma – opowie później dziennikarzom. Mężczyzna opuścił areszt za poręczaniem majątkowym i odpowiadał przed sądem z wolnej stopy. Tymczasem jego żona odeszła odeń i złożyła pozew o rozwód.
Zeznania niespójne, ale „nie szkodzi”
Proces pana Grzegorza tymczasem ruszył przed brzozowskim Sądem Rejonowym. Orzekający uznali, że nie jest winien czynów pedofilskich, których miał się dopuścić wobec jednego z pracowników, gdy ten miał 12 lat. Pokrzywdzony zeznawał bowiem, że do wykorzystania go doszło w stajni, która, jak dowiedziono w procesie, została wybudowana znacznie później. Mimo ewidentnego braku spójności w zeznaniach, w całą resztę relacji pracownika pana Grzegorza sąd uwierzył i skazał mężczyznę na 5,5 roku bezwzględnego pozbawienia wolności. – Biegły napisał, że pokrzywdzony ma skłonność do konfabulacji, ale mimo to sąd mu w całą resztę uwierzył – dodaje rolnik. Twierdzi, że pojawiło się więcej podobnych „kwiatków”. – Nawet w jakimś zeznaniu było, że to mój schorowany ojciec miał robić zdjęcia, jak ja tych pracowników molestuję – opowie potem mediom rolnik.
Wspomina też, że sąd nie brał pod uwagę zeznań na jego korzyść: – Ze 40 ludzi za mną stanęło: sąsiedzi, rodzina, znajomi, ale nasze zeznania się nie liczyły. Wzięto pod uwagę tylko to, co mówili pokrzywdzeni. A przecież kochanek mścił się za to, że go wywaliłem z pracy, a inny pracownik za to, że przyłapałem go na kradzieży paliwa – wyjaśniał dziennikarzom rolnik. – Zdaniem sądu, pokrzywdzeni milczeli tyle lat, a wtedy nagle minęła im trauma i się ujawnili. Czy to nie wygląda jak zmowa? – dopytywał.
Sąd II instancji utrzymał wyrok w mocy
W tak absurdalnej sytuacji oczywiste było, że obrona odwoła się od wyroku brzozowskiego sądu. Sprawa trafiła do Sądu Okręgowego w Krośnie, który, ku zdumieniu niektórych, utrzymał w mocy wyrok I instancji. Tym samym wyrok stał się prawomocny. Obrona wniosła o jego kasację, ale Sąd Najwyższy prośbę tę odrzucił. Pan Grzegorz nie ma wątpliwości, że padł ofiarą podłego spisku i zemsty. – Jeden z sędziów orzekających w mojej sprawie to znajomy mojej byłej żony z dawnej pracy – ujawnił dziennikarzom.
Jednocześnie reporterzy „Państwa w państwie” dotarli do osoby, której Łukasz S. miał grozić pobiciem, jeśli złoży ona w sądzie zeznania, które będą nie po jego myśli. Mają też istnieć nagrania, na których słychać, jak była żona pana Grzegorza oferuje wysokie sumy pieniędzy za składanie zeznań obciążających jej męża. Mowa ma być o 5, a nawet 10 tys. złotych.
Łukasz S. – Wyrok i tak jest łagodny
Z Łukaszem S. udało się natomiast porozmawiać dziennikarzom „Faktu”. Nigdy nic mnie z tą kobietą (żoną pana Grzegorza – przyp. autora) nie łączyło. Owszem znaliśmy się, bo przecież pracowałem w gospodarstwie. Kiedy dochodziło do molestowań (przez pana Grzegorza – przyp. autora), byłem młodym chłopakiem, miałem 18 lat. Wstydziłem się tych spraw, nie mówiłem o nich, bo bałem się, że nikt mi nie uwierzy – opowiedział swą wersję wydarzeń. – Nawet chciałem targnąć się na życie, ale była już żona gospodarza mnie uratowała. A z pracy odszedłem sam, bo mi nie płacił. Policja sama się do mnie zgłosiła. Zgodziłem się zeznawać, aby to przerwać. Rolnik się broni i zmyśla niestworzone historie, ale powinien ponieść karę za to, co zrobił mnie i innym. Sądzę, że wyrok i tak jest łagodny – podsumował Łukasz. S. W podobnym tonie reporterom „Faktu” zwierzał się inny pokrzywdzony.
Krewni wierzą w niewinność pana Grzegorza
W winę pana Grzegorza nie wierzą jego rodzice, ani siostra, która która domaga się rewizji wyroku i zwróciła się w tej sprawie do Kancelarii Prezydenta i ministra sprawiedliwości. – Brat się załamał, próbował otruć. W zakładzie karnym go zniszczą. Walczymy o jego życie i o prawdę – podkreślała kobieta w rozmowie z „Faktem”. Zdaniem krewnych rolnika, cała sprawa została ukartowana przez niewierną żonę i jej kochanka. Uważają, że to także próba przejęcia majątku mężczyzny, czyli sporego gospodarstwa. – Żona wbiła mi nóż w serce – żalił się mediom pan Grzegorz. Małżonkowie spędzili z sobą 23 lata, doczekali się 2 córek, obecnie już dorosłych, i nastoletniego syna. W śledztwie żona pana Grzegorza składała zeznania, ale przed sądem skorzystała z możliwości odmowy ich składania. Mimo to sąd uznał, że mąż znęcał się nad nią i za to wymierzył mu karę 6 miesięcy pozbawienia wolności.
To wszystko niebagatelnie dało w kość rolnikowi spod Brzozowa, który, ze względu na zły stan zdrowia, nie przebywa w więzieniu. Jego krewni i obrońcy starają się o wznowienie procesu w tej sprawie. Liczą, że będzie to uczciwy proces.
Monika Kamińska



2 Responses to "Kochanek żony pozwał go o… gwałt"