
Henryk Nicpoń, pisarz, który może mieć ważne informacje w sprawie zaginięcia sanockiego dziennikarza Marka Pomykały i śmierci milicjanta Krzysztofa Pyki, złożył zażalenie na decyzję Sądu Rejonowego w Krośnie, która zwolniła go z tajemnicy dziennikarskiej. Dalsze decyzje w tej sprawie podejmie Sąd Apelacyjny w Rzeszowie
Śledztwo w sprawie zaginięcia Marka Pomykały i śmierci milicjanta Krzysztofa Pyki od blisko pół roku prowadzi Wydział I Śledczy Prokuratury Okręgowej w Krakowie. Obie sprawy toczą się z artykułu 148. par. 1 kodeksu karnego, który dotyczy zabójstwa. To już trzecie podejście organów ścigania do próby rozwikłania zagadki obu tych tajemniczych spraw. Wcześniejsze śledztwa kończyły się umarzaniem. Zarówno w przypadku śmierci milicjanta, jak i zaginięcia dziennikarza forsowana była wersja o samobójstwie.
Tropy prowadzą do byłego policjanta
Tymczasem z relacji świadków wynika, że sprawcą obu tych zbrodni mógł być emerytowany policjant, Tadeusz P. W 1985 roku, jadąc pod wpływem alkoholu P. spowodował śmiertelny wypadek w Łączkach pod Leskiem. Był wtedy wicekomendantem leskiej milicji. Winę za spowodowanie wypadku wziął na siebie wówczas jego ojciec, a prawdziwe okoliczności zdarzenia przy udziale służb MO i SB zostały zatuszowane.
O prawdziwych okolicznościach zdarzenia P. miał opowiadać co najmniej dwóm osobom – swojej żonie i kochance. Miał im też mówić, że zabił swojego podwładnego, milicjanta Krzysztofa Pykę, bo groził ujawnieniem prawdziwych okoliczności wypadku.
Pyka zaginął w tajemniczych okolicznościach trzy tygodnie po wypadku w Łączkach. Wcześniej pił alkohol w jednym z lokali z Polańczyku. Jego ciało wyłowiono z Jeziora Solińskiego na początku lutego 1986 roku. Okoliczności jego śmierci nigdy nie wyjaśniono.
Zeznania pisarza mogą przynieść przełom w śledztwie
Jak ustaliła krakowska prokuratura, istotne informacje na temat obu tych zdarzeń mogą mieć były dziennikarz Jan Joniak oraz pisarz Henryk Nicpoń.
Joniak jako pierwszy dziennikarz dotarł do akt IPN kryptonim „Zajazd” i opisał sprawę tuszowania prawdziwych okoliczności wypadku w Łączkach i tajemniczych okoliczności zaginięcia milicjanta Pyki. Tekst pt: „Sierżant Pyka, co nikogo nie zamyka” ukazał się w pod koniec 2012 roku na łamach miesięcznika „Puls Bieszczadów”.
Henryk Nicpoń jest historykiem i pisarzem, autorem książek o Bieszczadach. To on podjął się napisania książki na podstawie wspomnień Tadeusza P. o czynach, jakich miał dopuścić się w latach 80.
Mail z propozycją napisania i wydania książki Tadeusz P. w 2016 roku wysłał m.in. do jednego z krośnieńskich wydawnictw. „Składam propozycję współtworzenia książki będącej moimi autentycznymi wspomnieniami o czynach przestępczych, jakich dopuściłem si,ę pracując w resorcie MSW. Jestem emerytowanym oficerem policji. Pracowałem w Bieszczadach. Historia tych spraw jest do dnia dzisiejszego żywa i bulwersująca w tym regionie. Nastąpiło przedawnienie więc może ujrzeć światło dzienne” – czytamy w wiadomości, którą P. wysłał do wydawnictwa. Jak wynika z treści maila, chodzi o wypadek w Łączkach i śmierć milicjanta Pyki.
Wydawnictwo nie było zainteresowane wydaniem książki, wydawca przekazał więc wiadomość z propozycją od byłego policjanta Janowi Joniakowi, z którym wówczas współpracował, a ten Henrykowi Nicponiowi, który podjął się współpracy z P.
Jak relacjonował pisarz w rozmowie z Super Nowościami, były policjant miał mu się przyznać do spowodowania wypadku w Łączkach i zabicia Krzysztofa Pyki oraz wskazać miejsca, gdzie dokonał zbrodni. Książka, jak informował nas w marcu Henryk Nicpoń, była wówczas na ukończeniu i jeszcze w tym roku miała zostać wydana.
Pisarz odwołał się od decyzji sądu
Jak udało nam się ustalić, Jan Joniak został już przesłuchany w tej sprawie. Artur Lipiński, rzecznik Sądu Okręgowego w Krośnie, poinformował nas również, że do sądu wpłynęło zażalenie złożone przez Henryka Nicponia na decyzję o zwolnieniu pisarza z tajemnicy dziennikarskiej. – Sprawa trafi teraz do Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie, który podejmie dalsze decyzje w tej sprawie – powiedział nam Artur Lipiński.
Zginął, bo wpadł na trop zbrodni?
Sanocki dziennikarz Marek Pomykała interesował się sprawą wypadku w Łączkach. Kilka miesięcy przed zaginięciem mówił koledze o śledztwie dziennikarskim, jakie prowadził w tym temacie. 29 kwietnia dziennikarz wyszedł z domu i słuch po nim zaginął. Jego samochód znaleziono po dwóch dniach przed bramą zapory w Solinie, ciała do dzisiaj nie znaleziono. Tadeusz P. pracował wówczas w sanockiej policji, z którą Pomykała współpracował podczas zbierania materiałów do tekstów.
W 2012 roku, po publikacji artykułu Jana Joniaka w „Pulsie Bieszczadów” o kulisach wypadku w Łączkach i śmierci milicjanta Pyki, Tadeusz P. przyznał się swojej kochance do spowodowania obu tych zbrodni oraz do zabicia Marka Pomykały, który wpadł na trop popełnionych przez niego zbrodni. Miał zwabić dziennikarza do swojego domku wypoczynkowego w Wołkowyi, tam udusić, a ciało zakopać lesie.
W latach 2014 – 2015 Prokuratura Okręgowa w Rzeszowie prowadziła śledztwo w tej sprawie, ale prokurator nie znalazła przesłanek, aby postawić byłemu policjantowi zarzuty. P. nie został w ogóle przesłuchany, nawet w charakterze świadka. Jego posesja też nie została przeszukana. W 2015 roku śledztwo zostało umorzone.
Dopiero w maju tego roku posesja – zarówno domek, jak i sąsiadujący z nim las, został sprawdzony przez techników. Na miejscu pracowali przez kilka dni, także z użyciem georadaru. Zebrane ślady zostaną poddane analizie, w tym także przez biegłych entomologów, którzy na podstawie owadów będą szukać śladów biologicznych zawierających ludzkie DNA.
Prokuratura Okręgowa w Krakowie ze względu na wagę śledztwa nie udziela żadnych informacji w sprawie.
Martyna Sokołowska



2 Responses to "Tajemnicze zaginięcie dziennikarza z Sanoka. Pisarz nie chce mówić. Złożył zażalenie"