
Rząd PiS podczas prezentacji Nowego Ładu zapowiedział, że co prawda podnosi składkę zdrowotną dla przedsiębiorców i samozatrudnionych (oczywiście nie dodał, że tak drastycznie), ale w zamian za to „zagwarantuje wyższą jakość ochrony zdrowia”. Tu jednak rodzi się pytanie, czym jest ta jakość, o której tak enigmatycznie mówią premier Mateusz Morawiecki i Jarosław Kaczyński? Zapowiedzieli bowiem tylko, że chodzi o polepszenie dostępu do opieki zdrowotnej i zagwarantowanie badań profilaktycznych osobom 40+. Tymczasem największą zmorą polskiego systemu ochrony zdrowia, a mówiąc prosto – pacjentów, są kolejki do specjalistów, a co za tym idzie, problem z dostępem do nich. Do endokrynologa trzeba czekać w wielu miastach od kilku miesięcy do roku. W mniejszych miastach czasem w ogóle nie ma takich specjalistów. Podobnie jest z psychiatrami. Jeśli teraz rząd chce umożliwić osobom 40+ wykonywanie regularnych badań, to będzie potrzeba faktycznie więcej, a nawet dużo więcej lekarzy do pracy. Tymczasem dziś mamy o 30 proc. mniej medyków niż średnia europejska. Według agencji Manpower, trudności w rekrutowaniu pediatrów zgłasza 23 proc. polskich szpitali, tyle samo mówi o problemach w pozyskiwaniu specjalistów chorób wewnętrznych, a 21 proc. sygnalizuje trudności w rekrutowaniu anestezjologów. Dalej są: chirurdzy (15 proc.), specjaliści medycyny ratunkowej (13 proc.), neonatolodzy (13 proc.) oraz urolodzy (11 proc.). Na drugim końcu listy 10 specjalizacji lekarskich najtrudniejszych do pozyskania są: specjaliści chorób płuc – 7 proc., neurolodzy – 8 proc. i ginekolodzy – 10 proc. Poza listą top 10, ale nadal pozostający w sferze dużego zainteresowania polskich szpitali, znajdują się: ortopedzi, traumatolodzy, okuliści, otorynolaryngolodzy, psychiatrzy, radiolodzy, chirurdzy naczyniowi i lekarze medycyny pracy. A oni nie wykształcą się szybko. Trzeba na to średnio 12 lat (6-letnie studia, roczny staż, 5 lat specjalizacji). A jeszcze 20 proc. czynnych zawodowo medyków już jest w wieku emerytalnym. Toteż nie ma szans na to, żeby wraz z podniesieniem składki zdrowotnej rząd zagwarantował lepszy dostęp do świadczeń. Tym bardziej, że ze specjalistami jest jeszcze inny problem. Oni często nie chcą pracować w publicznym systemie. Jeszcze w 2017 r. umowy z Funduszem miały podpisane 6054 poradnie specjalistyczne. W 2019 r. ta liczba spadła do 5815 i nadal spada. Po drugie, wiele poradni przyszpitalnych czy ośrodków zdrowia jest zwyczajnie infrastrukturalnie nieprzystosowanych do tego, aby zacząć przyjmować rzesze chorych bez limitów i znowu sprawa się rypnie i pozostanie w sferze marzeń. A potem wystarczy powiedzieć „Polacy, nic się nie stało”.
Redaktor Anna Moraniec



7 Responses to "Obietnica skrócenia kolejek do specjalistów to fikcja"