
Najpierw wyczytałem gdzieś w odmętach Internetu triumfujący wpis jakiegoś trolla, który „zjadliwie” (własnym zdaniem) protestował przeciw: potępianiu bandyty Łukaszenki. Pisał „Żydów za porwanie Eichmanna to chwalicie, a jak Białorusini robią to samo, to ich potępiacie”… I nawet były jakieś łapki w górę.
Nie włączyłem się. To w oczywisty sposób człowiek, na wymianie poglądów z którym można tylko stracić. Człowiek, na którego edukację przeznaczone pieniądze zostały najwyraźniej wyrzucone w błoto. Nie widzieć różnicy między młodym blogerem a kimś, kto organizował Holocaust?
Mamy tu do czynienia z klasycznym oderwaniem czynu od jego kontekstu. A to na ogół prowadzi do katastrofy pojęciowej.
Drugi powód mojego – nazwijmy to tak – dzisiejszego niezadowolenia z rzeczywistości, to pozorny dialog Morawieckiego z premierem Czech. Najpierw pan M. i „prawe i sprawiedliwe” media triumfalnie ogłosiły, że panowie się dogadali i za cenę – jak można było wywnioskować z oświadczenia Morawieckiego – „40 do 45” milionów euro Czesi zgodzili się wycofać z TSUE swój wniosek o zabezpieczenie sprawy Turowa. Zaczął się festiwal wychwalania sprawności polskiego rządu, uwagi typu „gdyby to była Platforma, to nic by nie załatwiła”…
A potem wyszedł premier Czech i powiedział, że to wszystko nieprawda.
Coś jednak jest na rzeczy w opinii, że Morawiecki ma takiego dynksa w mózgu, co mu organicznie nie pozwala mówić prawdy. Pewno mu Gates eksperymentalnie wszczepił.
Na marginesie tej historii warto tęsknie zauważyć, że w czasach mojej młodości politycy mieli jednak lepiej. Jak nałgali, to to łgarstwo było po dwóch dniach w zasadzie widoczne tylko w archiwach: prasa – a jeszcze bardziej radio czy telewizja – były niegdyś towarem ulotnym, jednorazowego użytku. Jak ktoś grał na bezczela, to po tygodniu na upartego mógł się wyprzeć tego, co powiedział. Zawsze mogło się to okazać „wyrwane z kontekstu”.
A dziś kicha z grochem. Internet nie zapomina i jak ktoś zrobi z siebie idyjotę, to już tak zostanie, którą to konstatację polecam również licznym paniom (co zabawne – wiele z nich deklaruje się jako „lewicowe”), co to zapłonęły świętym oburzem, że świetna i urodziwa aktywistka białoruska wystąpiła publicznie wyraźnie bez stanika. Mogę tym paniom, które „pragmatycznie” zauważały, że tym samym białoruska piękność osłabiła siłę polityczną swego przekazu, przesłać tylko pogodny uśmiech zrozumienia, ale nie bardzo mi się chce.
Domniemywać otóż należy, że nasze lewicowe damy nie dałyby rady rozproszyć nikogo niczym; i po prostu zażarła tu zwykła zawiść.
1842 – Austriacki fizyk Christian Andreas Doppler zaprezentował w Pradze swoją pracę „O kolorowym świetle gwiazd podwójnych i niektórych innych ciałach niebieskich”, w której opisał zjawisko, nazwane później efektem Dopplera (polegające na powstawaniu różnicy częstotliwości wysyłanej przez źródło fali oraz rejestrowanej przez obserwatora, który porusza się względem źródła fali).
1865 – Urodził się Pieter Zeeman (zm. 9 października 1943 r.) – fizyk holenderski, współodkrywca zjawiska nazwanego jego imieniem (efekt Zeemana), laureat Nagrody Nobla w dziedzinie fizyki z roku 1902 (wspólnie z H.A. Lorentzem, który odkryte przez Zeemana zjawisko wyjaśnił teoretycznie).
1939 – Zmarł na morzu, w drodze z Australii do Anglii sir Frank Watson Dyson (ur. 8 stycznia 1868 r., otrzymał tytuł szlachecki w 1915), angielski astronom i pisarz, który w roku 1919 zorganizował obserwacje gwiazd znajdujących się w pobliżu Słońca, co udowodniło przewidziane przez Alberta Einsteina ugięcie światła w polu grawitacyjnym. Jego imieniem nazwano krater na Księżycu oraz planetoidę.
Bogdan Miś, matematyk, informatyk oraz wybitny polski dziennikarz prasowy i telewizyjny. Obecnie na emeryturze.



3 Responses to "Szlag mnie trafił"