
Drewniany mostek nad rzeką Budzisz przy ul. Borkowskiej w Sędziszowie Małopolskim zagraża życiu. Kładka jest zbita z desek, a nawierzchnia jest pełna dziur. Brakuje też przy niej balustrad. Drogę tamtędy skracają sobie piesi, rowerzyści, a nawet… motocykliści.
Część mieszkańców chodzi przez kładkę, ale są też tacy, którzy alarmują, że trzeba jak najszybciej albo zabezpieczyć to przejście, albo postawić znak zakazu. Obiekt jest w bardzo złym stanie technicznym. Nie ma tam barierek, o które można byłoby się wesprzeć przy przechodzeniu. Nadaje się wyłącznie do rozbiórki.
Sto metrów dalej jest druga kładka, tym razem stalowa, ale ta wcześniejsza – drewniana – jest cały czas użytkowana. Zdarza się również, że od czasu do czasu jeżdżą nią samochody.
– Czy musi dojść to tragedii, żeby w końcu osoby odpowiedzialne za mostek coś zrobiły w tej sprawie? – pytają mieszkańcy.
Okazuje się, że drewniana kładka stoi na terenie kolei. Mieszkańcy Sędziszowa Młp. interweniowali w tej sprawie w Urzędzie Miejskim, ale zabezpieczenie mostku czy jego remont będą możliwe tylko w ramach dogadania się magistratu z PKP. Sędziszowska gmina deklaruje, że mogłaby ponieść część kosztów wybudowania nowej kładki, ale bez kolei nic nie może zrobić. Na razie magistrat ma w planach postawienie zakazu wstępu na kładkę.
and


