Oby nie było nagród za kopertowe wybory – widmo

Właśnie stało się coś, co wydawałoby się nieprawdopodobne: mianowany przez PiS na szefa NIK Marian Banaś zawiadomił prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstw przez premiera Mateusza Morawieckiego, szefa jego kancelarii ministra Michała Dworczyka oraz ministrów Jacka Sasina i Michała Kamińskiego w związku z organizacją w maju zeszłego roku wyborów kopertowych. Ten ruch „pancerny Marian” zapowiadał już od jakiegoś czasu, informując opinię publiczną o tym, że kontrolerzy NIK, badając sprawę zeszłorocznych wyborów korespondencyjnych dopatrzyli się szeregu czynności niezgodnych z prawem ze strony aparatu państwa. W sumie zatem należało się spodziewać, że niegdysiejszy ulubieniec PiS, a obecny jego wróg – Banaś – zrobi co zapowiada i naprawdę doniesie do prokuratury.
A przecież jeszcze nie tak dawno politycy PiS bronili Mariana Banasia, gdy wyszły na jaw jego podejrzane powiązania i niejasne interesy. Mowa była nawet o tym, że to „człowiek – kryształ”! Potem jednak uznali, że kryształ nie kryształ, ale dla nich wizerunkowo lepiej będzie, jak się Banaś jednak poda do dymisji. I tu nastąpił – jak mawia czasem młodzież – zonk. Bo Marian Banaś na powołanie go na szefa NIK przez władzę pokornie się zgodził, ale do dymisji ani myślał się podawać. A PiS nie miało narzędzia prawnego, żeby go z funkcji szefa NIK odwołać. Pancerny – jak go szybko nazwano – Marian zagrał politykom PiS na nosie, a oni nic nie mogli zrobić. Co prawda premier Mateusz Morawiecki zapowiadał, że jeśli Banaś nie poda się do dymisji to „jest plan B”, ale na tych szumnych zapowiedziach się skończyło.
No i tak sobie trwał Marian Banaś przez chwilę, nie spędzając władzy snu z oczu. Kiedy się już jednak ponownie uaktywnił zaczął od razu – jak też młodzież mówi – grubo, bo NIK zajął się badaniem sprawy zeszłorocznych wyborów kopertowych. W „nagrodę” władza zaczęła szykanować jego syna. A wybory – jak wszyscy wiemy – mimo wysiłków władzy, nie odbyły się, ale sporo nas- -podatników kosztowały. Sam udział Poczty Polskiej w wyborach -widmo to 70 mln złotych. A przecież wydrukowano jeszcze bezużyteczne pakiety wyborcze i przygotowano inne „techniczne” akcesoria mające pozwolić na przeprowadzenie wyborów w systemie korespondencyjnym w maju 2020 roku. Na te wybory nie chciała się zgodzić opozycja, którą teraz obóz rządzący obwinia za to, że poszła na to kasa, a ich nie było. Ale tak na serio, to nie było ich przez zgoła kogoś innego, mianowicie przez koalicjanta PiS, czyli Porozumienie Jarosława Gowina. Przy tej okazji Gowin pokazał Kaczyńskiemu i Ziobrze, że choć może zdawać się inaczej, to jest on mocnym graczem w tej politycznej grze od dawna już niezjednoczonego obozu władzy, zwanego jakby przekornie Zjednoczoną Prawicą.
Ale NIK do Gowina nic nie ma, bo on tylko nie dopuścił do jeszcze większego łamania prawa i jeszcze – prawdopodobnie – większych strat. NIK nie ma też nic – w każdym razie na razie – do Jarosława Kaczyńskiego. A niby dlaczego miałby mieć? Formalnie nie ma powodu, bo Kaczyński w czasie organizowania wyborów kopertowych był zwyczajnym posłem. Ale niedawno – być może nieopatrznie – przyznał publicznie, że decyzja o tych wyborach była jego osobistą! Nie pomoże to premierowi Morawieckiemu, ale pokazało to, co wszyscy wiedzą – Morawiecki to tylko marionetka prezesa PiS.
Na razie jednak dajmy spokój prezesowi PiS, jako i na razie NIK mu ten spokój daje. Na razie skupmy się na rozważaniu, co będzie dalej. Otóż politycy Zjednoczonej Prawicy – o dziwo bardzo zgodnie – zapewniają, że prokuratura zajmie się doniesieniem NIK, jak każdym innym, czyli rzetelnie, bezstronnie i w ogóle wzorowo. Niestety, dotychczasowe doświadczenie z prokuraturami podległymi Z. Ziobrze pozwala wątpić w te zapewnienia. Wszak raz już doniesiono jednej z nich, że wybory kopertowe są nielegalne. Śledztwo w tej sprawie wszczęła prok. Ewa Wrzosek, a już za parę godzin jej szefowa je przejęła, sprawę umorzyła, a prok. Wrzosek ostatecznie „zesłano” do pracy w odległym Świeciu! Jeśli tak rzetelnie będzie prowadzone śledztwo z doniesienia NIK, to szkoda było fatygi kontrolerów tej instytucji. Ano poczekamy, zobaczymy. Obyśmy się tylko nie doczekali tego, że organizatorzy wyborów – widmo sami sobie przyznają nagrody, które – oczywiście – będą „się im po prostu należały”.

Redaktor Monika Kamińska

6 Responses to "Oby nie było nagród za kopertowe wybory – widmo"

Leave a Reply

Your email address will not be published.