Zabawki pana Jana

„Drewniaki” Jana Puka powstają w przydomowym warsztacie i ogrodzie. Doceniają je polscy i europejscy muzealnicy i kolekcjonerzy. Fot. Bogdan Myśliwiec

Diabły, świątki, pukawki, zwierzęta i ludzie… Nie ma takiej postaci, której by Jan Puk z Trześni nie potrafił wystrugać. Gdy w jego głowie, przykrytej zazwyczaj słomkowym kapeluszem, błyśnie nowy pomysł, biegnie do warsztatu i tworzy nowe cacko. Jego rzeźby nie są dostępne w masowej sprzedaży. Większość trafia do muzeów i prywatnych kolekcjonerów z całej Europy.

Przez lata tworzył nawet po osiem godzin dziennie. Od pracy w drewnie nie mógł się oderwać. Wchodząc do pracowni, przekraczał próg innego, kreatywnego świata. Drewniane kołki w jego niezwykłych rękach zamieniały i zmieniają się w pachnące żywicą cacka. Małe i duże. Proste i skomplikowane. Statyczne i dynamiczne. Są wśród nich dziesiątki postaci ludzi, zwierząt, ptaków, maszyn, przedmiotów codziennego użytku. Choć podglądanie go przy pracy nie jest zabronione, nikt tak naprawdę nie wie, jak to się dzieje, że Jan Puk potrafi z niczego zrobić coś zaskakującego, zabawnego i zdecydowanie niepowtarzalnego.

„O pomysły się nie boję”

19 maja br. artysta samouk skończył 81 lat. Przed jego domem w Trześni zjawiła się z życzeniami i kwiatami Grupa Rekonstrukcyjna Żołnierzy Wojska Polskiego „Wrzesień 1939” Jastkowice. Pan Jan Puk nie krył radości, ale i zaskoczenia. Nie spodziewał się, że spotka go taka niespodzianka. Zapytany o to, czego sobie życzy, wyznał: – Pomysły mam, więc o pomysły się nie boję, przydałoby się tylko zdrowie, żebym mógł je jeszcze zrealizować.
Pan Jan urodził się 81 lat temu w Woli Rusinowskiej. Większą część życia przepracował na kolei. Gdy przeszedł na emeryturę, zaczął rzeźbić. W ciągu blisko trzech dekad w jego pracowni w Trześni koło Tarnobrzega powstało kilkadziesiąt tysięcy drewnianych cudeniek, wyrabianych wyłącznie ręcznie przy pomocy dłut i hebli. Zarówno do prostych, ale i tych całkiem skomplikowanych eksponatów pan Jan nie używa ani gwoździ, ani kleju. W ruch wprawia je natomiast konstruktorska myśl rzeźbiarza. Od wielu z nich trudno oderwać wzrok.

Sukces rżnącego rolnika

Efekty ciężkiej pracy artysty doceniają od lat polskie i europejskie instytucje kulturalne. Zabawki Jana Puka miesiąc w miesiąc trafiają na muzealne ekspozycje i konkursy. Biją się o nie lokalne i krajowe muzea i izby pamięci. Jeden z ostatnich sukcesów rzeźbiarza to zwycięstwo w VII Międzynarodowym Konkursie na Zabawkę Tradycyjną w Bielsku-Białej.
– Moje zabawki podobają się, bo są wyjątkowe – mówi bez fałszywej skromności Jan Puk. – Staram się je wykonać w taki sposób, by można się było nimi bawić oraz by dzięki nim dzieci, a nieraz i dorośli mogli sobie przypomnieć zapomniane zawody i zabawki, którymi bawili się ich pradziadkowie. Konkurs w Bielsku-Białej wygrał rolnik rżnący drzewo. To prosta zabawka, niepowtarzalna jest jednak jej konstrukcja i to, w jak prosty sposób przekazuje wiedzę na temat pracy w gospodarstwie.
Twórczość Jana Puka nie ogranicza się zresztą do wypuszczenia z pracowni drewnianych wynalazków. Równie wielką wartość mają jego opowieści dotyczące prostego życia sprzed 100 i więcej lat. Jan Puk przenosi słuchaczy w świat, który już nie istnieje. Ma ogromną wiedzę na temat wiejskiego życia sprzed ery mechanizacji rolnictwa. Jego opowieści tryskają humorem i nie są nudne.

To, co proste, wymaga fantazji

Twórca drewnianych zabawek wie, że sklepy dziecięce przepełnione są plastikowymi gadżetami nafaszerowanymi elektroniką i bajerami. Od lat spotyka się jednak z dziećmi w szkołach i na własnej skórze doświadcza tego, że dzieci można zainteresować zabawkami, które nie dostarczając im nadmiernej liczby bodźców, a potrafią zachęcić do kreatywnej zabawy.
– Zabawki masowej produkcji mogą się podobać, myślę jednak, że dzieci zaczynają odczuwać ich przesyt. Do ich użycia nie jest potrzebna wyobraźnia – uważa Jan Puk. – Wystarczy włączyć i działa, albo nie działa, gdy wyczerpała się bateria. Tradycyjne zabawki wymagają od dzieci fantazji. Rodzice często zapominają, że zabawki powinny w dzieciach uruchamiać, a nie zastępować wyobraźnię.

Dla małych i dużych

Zabawkowe dzieła Jana Puka nie są dostępne w masowej sprzedaży. Większość serii jest limitowana. Trafiają do muzeów i prywatnych kolekcjonerów. Sporą część swojej twórczości rzeźbiarz pozostawia w szkołach, które odwiedza, gawędząc z młodzieżą o sztuce ludowej i historii lasowiackiej ziemi.
– Mój czas jest ograniczony, a ponieważ każda zabawka wykonywana jest ręcznie, bywa, że jeden model powstaje w zaledwie kilkunastu, kilkudziesięciu egzemplarzach. To unikaty, nie ma co ukrywać. A wiadomo, że kolekcjonerzy lubią takie rzeczy. Już się przyzwyczaiłem, że po każdej wystawie ekspozycja wraca do mnie bez kilku sztuk. Nie próbuję ich nawet odzyskiwać, wierzę, że trafiają do dobrych rąk.

Uśmiech spod kapelusza

Jan Puk to przede wszystkim serdeczny uśmiech, który nigdy nie schodzi z jego twarzy, i słomkowy kapelusz. Rzeźbiarz równie często, jak w zwykłych spodniach, swetrze i marynarce, chodzi ubrany w uszyty na podstawie XIX-wiecznego. wykroju tradycyjny lasowiacki strój. Tak występuje podczas spotkań dotyczących jego twórczości, na targach i jarmarkach. Jest niepowtarzalny i oryginalny. Nie krępuje go to, że rzuca się w oczy. Żyje po swojemu i robi to, co lubi. Jego życiowa misja to przeniesienie w przyszłość pamięci o dawnych zwyczajach i mieszkańcach podkarpackich wsi.

Małgorzata Rokoszewska

Leave a Reply

Your email address will not be published.