Uwierz w ducha

Las przy drodze do Mielca, gdzie stoją trzy metalowe krzyże, ma nawiedzać postać małej zakrwawionej dziewczynki. Fot. Paweł Galek

Na terenie dawnej wsi Biesiadka, przy drodze do Mielca, stoją trzy metalowe krzyże. Jak twierdzą mieszkańcy, obszar ten nawiedza nocą zjawa zakrwawionej dziewczynki. Dziecko płacze i prosi o pomoc, a potem znika gdzieś w ciemnościach lasu. To niejedyne miejsce na Podkarpaciu, w którym można spotkać ducha.

Do najpiękniejszych zabytków Leska należy zamek wzniesiony w pierwszej połowie XVI w. Obiekt ten ma nawiedzać wysoka i szczupła zjawa młodej kobiety. Ma ona na sobie czarne szaty i wdowi welon.

Czarna Dama z Leska

Kim jest tajemnicza postać? To prawdopodobnie wdowa po Janie Kmicie, wojewodzie przemyskim i lwowskim, która zginęła podczas najazdu Węgrów w Załużu w 1474 r., w warowni Sobień. Na imię miała Marta. Kilkadziesiąt lat później Kmitowie przenieśli się do Leska, a wraz z nimi duch kobiety. Po raz pierwszy ukazał się on tam w 1553 r. „Wizyta” zjawy zwiastuje zbliżającą się śmierć. Ze wspomnień Anny Ponimirskiej, szlachcianki żyjącej w XVIII w., wynika, iż Czarna Dama pojawiła się tam, w wieczór Trzech Króli w 1780 r. Na leskim zamku odbywał się wtedy bal. Postać w czerni weszła, kiedy bawiące się towarzystwo ustawiało się do poloneza. Orkiestra zamilkła. Zszokowani goście rozstępowali się przed nią. Zerwał się lodowaty powiew, gasząc świece. Zjawa przeszła przez salę i zniknęła w drzwiach. Dosłownie rozpłynęła się w powietrzu.
Józef Makowski z Leska, z zawodu ślusarz, opowiadał, że przed II wojną światową, gdy zamek należał do rodziny Krasickich, wezwano go, aby naprawił zepsute zamki w pokojach. Podczas pracy usłyszał odgłos skrzypienia otwieranych drzwi. Dopiero, gdy ktoś stanął za jego plecami, podniósł głowę. Zobaczył wysoką kobietę w długiej czarnej sukni.
Twarzy, jak wspominał, nie widział, bo była przesłonięta czarną woalką. Opowiadał, że ogarnął go wtedy przeraźliwy, niewyobrażalny strach. Chwilę potem postać zniknęła.

Karlica w ruinach zamku

Zjawę widują też mieszkańcy w ruinach zamku Kamieniec koło wsi Odrzykoń. Postać ubrana jest w zieloną sukienkę i jest bardzo małego wzrostu. Niewielka kobietka, która ma nawiedzać ruiny, była ponoć córką jednego ze szlachciców i miała na imię Kasia. Pomimo drobnej postury, była powszechnie lubiana ze względu na inteligencję i dobre serce. Z czasem dostała się na dwór królowej Bony. Tam wyszła za karła Korneliusza. Młoda para wolą polskiej monarchini została następnie przekazana na dwór króla hiszpańskiego, Karola V. Kasia jednak źle się czuła na obcej ziemi. Przykazała mężowi, żeby pochował ją w polskiej ziemi. Nie wiemy, czy jej szczątki ostatecznie spoczęły w rodzinnych stronach. Możemy się domyślać, że nie, bo od tej pory Kasia nawiedza kamieniecki zamek i jego okolice.

Matka z córką i diabeł

We wnętrzach jednej z najpiękniejszych polskich rezydencji, w zamku w Łańcucie, spotkać możemy aż trzy zjawy. Jedną z nich jest Błękitna Dama. To Izabella z Czartoryskich Lubomirska, która uwielbiała niebieski kolor. Za życia nieszczęśliwie zakochała się w późniejszym królu Stanisławie Poniatowskim. Nie pozwolono jej jednak go poślubić. Dziś jej duch nawiedza zamek w Łańcucie. Nie lęka się światła dziennego. Ma doglądać swojej posiadłości. Czasem można usłyszeć też westchnienia księżnej.
Innym duchem nawiedzającym zamek jest… Biała Dama. To córka Izabelli – Julia, dziewczyna o nieziemskiej urodzie. W wieku 18 lat poślubiła Jana Potockiego. Jednak mąż zamiast towarzystwa żony wolał podróże. Samotna, młoda kobieta szybko zakochała się w jednym z oficerów wojsk rosyjskich – Eustachym Sanguszce. Miłość była płomienna i silna. Niestety, kobieta zmarła na gruźlicę. Podobno dzisiaj można spotkać jej ducha, siedzącego przy małym biurku na pierwszym piętrze zamku i piszącego listy do ukochanego.
Trzecią zjawą, którą można spotkać w łańcuckiej rezydencji, jest Stanisław Stadnicki, nazywany „Diabłem”. Prowadził on liczne sąsiedzkie wojny, dokonywał grabieży i torturował więźniów. Nie było zbrodni, której by nie dokonał. Podobno potrafił zedrzeć z człowieka skórę czy zakopać żywcem. Mówiono o nim, że miał zaprzedać duszę diabłu. Zginął zabity przez nadwornego kozaka. Dziś można go spotkać nie tylko w zamku, ale także na ulicach Łańcuta. Mieszkańcy mówią, że czasem zjawa „Diabła” galopuje na koniu.

Nawiedzona plebania

Miejscem, które było nawiedzane przez duchy, jest stara plebania w Dzikowcu. Przed II wojną światową wśród mieszkańców krążyła opowieść o księdzu, który nie wywiązał się ze zobowiązań wobec zmarłego i stąd ten budynek nawiedzał duch, który się tego domagał. Ponoć doświadczył tego m.in. ks. Stanisław Sudoł, nieżyjący już proboszcz tamtejszej parafii.
Wedle jego relacji, nieznana siła w nocy wyrywała mu spod głowy poduszki, które fruwały po całym pokoju. Trwało to parę tygodni. Okazało się, że w szafie znajdowały się stare dokumenty, a wśród nich mówiący o tym, że kilkadziesiąt lat wcześniej, jeden z księży przerwał zamówioną mszę gregoriańską. Ks. Sudoł odnalazł nazwisko zmarłego i odprawił nabożeństwa do końca. Duch przestał się ukazywać. Mniej więcej w tym czasie parafię wizytował ks. Franciszek Barda, biskup przemyski. Jednak w obawie przed duchem zrezygnował z noclegu w nawiedzonej plebanii i spał gdzie indziej. Historię tę potwierdził Julian Błotnicki, ostatni dziedzic Dzikowca.

Zjawa księżnej Łucji

W Werynii w 1943 roku hrabia Jerzy Tyszkiewicz ujrzał postać księżnej Łucji Franciszki Lubomirskiej, która na początku XIX w. padła ofiarą własnego żartu. Pragnąc przestraszyć syna, udawała – nomen omen – ducha. Przerażony „zjawą” młody hrabia zabił matkę, strzelając do niej z fuzji. I właśnie zjawa księżnej ponad sto lat później ukazała się w sali balowej pałacu w Werynii hr. Tyszkiewiczowi. Przepowiedziano mu wtedy, że oznacza to jego rychłą śmierć. Rok później ostatni dziedzic włości w Werynii został wywieziony przez NKWD do łagrów, gdzie zginął jako major Armii Krajowej.
Zdaniem świadków, duch ukazuje się i w Przyłęku, przy ruchliwej drodze Mielec – Kolbuszowa. Dokładniej, chodzi o miejsce, gdzie trzy lata temu w wypadku zginęło trzech mężczyzn, a dziś na pamiątkę tragedii stoją trzy metalowe krzyże.

Silne pole magnetyczne?

Widmo małej dziewczynki ukazuje się kierowcom w różnej postaci – zakrwawione i proszące o pomoc, a innym razem z różańcem w ręku. Dziecko prosi o pomoc, ale kiedy zaniepokojeni kierowcy zatrzymują się, duch nagle znika.
Członkowie Fundacji Nautilus, badającej zjawiska paranormalne wraz z jasnowidzem – we wskazanym miejscu nie spotkali duchów, ale za to wykryli silne pole magnetyczne. Ich zdaniem, w połączeniu ze zmęczeniem kierowców mogło ono powodować halucynacje.
– Czasem mamy zgłoszenia w tej sprawie – słyszymy w komendzie mieleckiej policji. – Dzwonili do nas kierowcy, którzy rzekomo widzieli małą dziewczynkę w tym miejscu. Podchodzimy do tych rewelacji sceptycznie, ale nie możemy ich ignorować. I to bez względu na to, czy są one prawdopodobne, czy nie. A nuż chodzi o dziecko, które zaginęło w lesie?!
Marian Piórek, kolbuszowski historyk i regionalista: – Uważam, że takie rzeczy się zdarzają. Potwierdzają je mieszkańcy. Co prawda dzisiejszy świat odrzuca takie opowieści, ale one wciąż tkwią głęboko w świadomości ludzi.

Paweł Galek

2 Responses to "Uwierz w ducha"

Leave a Reply

Your email address will not be published.