Polityka troszkę przypomina rzeźbienie w g…, nieprawdaż?

PO w idiotyczny sposób przegrywa w Senacie ważne głosowanie; śmiać się z tego nie można; a nawet nie wypada. Wcale mnie to nie cieszy, choć nigdy nie byłem ich wyborcą, ale paru inteligentów w swoich szeregach mają – ale nie ulega wątpliwości, że to ugrupowanie pikuje. I wcale nie jestem pewien, czy to jest lot kontrolowany…
Lewicowe damulki z kolei się tak zapiekły w swej parafialnej rewolucyjności, że jak zobaczyły niespecjalnie ukryty dobry biust dzielnej i pięknej Białorusinki – to się zapluły ze zgorszenia… Równie dobrze mogły zmienić imiona na Katastrofa.
Kolejny kwiatek, dla mnie łamiący. Teoretycznie porządny tygodnik Newsweek wykonuje numer, od którego się słabo robi. Otóż walą wywiad z panią prof. Staniszkis, w którym – co jest dla niewtajemniczonych pewną sensacją – pani profesor po prostu bredzi i demonstruje poglądy dość dokładnie przeciwstawne… swoim własnym oświadczeniom z nieco dawniejszych czasów. Sensacja, czytadło, cytowanie… Sprzedaje się.
A tu ukazuje się list córki pani profesor, która informuje, że matka ma od dłuższego czasu ciężką demencję. Że w ogóle nie kojarzy tego wywiadu, że nie umie powiedzieć, czy go autoryzowała. Po prostu – nie wie, nie pamięta. I otóż córka w tej sytuacji prosiła redakcję, by tego wywiadu nie publikować.
Opublikowali. Bo pani profesor nie jest ubezwłasnowolniona sądownie, więc formalnie wszystko w porządku. Podpisała autoryzację, publikujemy. Nakład wzrośnie.
To nie jest dziennikarstwo, proszę państwa. I to jest najłagodniejsza możliwa ocena, na jaką mnie stać. Myślałem dotąd, że takie numery są specjalnością kurwizji „na wyłączność”. Okazuje się, że nie.
Zaraza się rozprzestrzenia. Zaraza roboty na odpieprz, bez myśli o nieuniknionych konsekwencjach. Myślą, że stracą to i owo, ale bitwę przecież wygrają?
Wygląda też na to, że wysokie układające się strony – czyli PiS i opozycja – dogadały się w sprawie pewnego targu. Otóż podobno przejść ma w głosowaniach kandydatura opozycji na RPO w zamian za to, że Senat nie będzie się sprzeciwiał powołaniu na stanowiska prezesa IPN dotychczasowego
– mającego raczej marną opinię – dyrektora Muzeum II Wojny Światowej.
Przyznam, że mam uczucia mieszane. Z jednej strony pani senatorka Lidia Staroń nie budzi mojej sympatii (delikatnie mówiąc), więc dobrze by było, gdyby poległa – z drugiej strony pan dyrektor wydaje się także postacią dość wredną. No ale w tego typu umowach zawsze jest coś za coś; jeśli więc chcemy, żeby impas w sprawie RPO się zakończył, to trzeba na to pójść.
A chyba chcemy, bo PiS za plecami trzyma spluwę w postaci groźby uchwalenia spec-
ustawy, która pozwoli im wprowadzić do biura Rzecznika komisarza…
Jeśli ten deal przejdzie, to „zaplusuje”, jak niekiedy ślicznie mówią nasi dziennikarscy stand-uperzy… PSL, którego wybrańcem jest właśnie kandydat opozycji na nowego RPO. Dość zabawne.
Taka to jest ta polityka. Troszkę przypomina rzeźbienie w g…, nieprawdaż?

Bogdan Miś, matematyk, informatyk oraz wybitny polski dziennikarz prasowy i telewizyjny. Obecnie na emeryturze.

4 Responses to "Polityka troszkę przypomina rzeźbienie w g…, nieprawdaż?"

Leave a Reply

Your email address will not be published.