To kpina z wymiaru sprawiedliwości i podatników!

– Przewodniczący składu orzekającego sędzia Grzegorz Zarzycki (w środku) z rozmowy telefonicznej z biurem rzecznika dyscyplinarnego „dowiedział się”, że nie przyszło zawiadomienie o terminie rozprawy. Tyle, że potwierdzenie odebrania tego zawiadomienia sędzia miał w aktach sprawy. Fot. Archiwum

W piątek (28 maja) przed Sądem Dyscyplinarnym przy Sądzie Apelacyjnym w Rzeszowie miała ruszyć sprawa krakowskiego sędziego Waldemara Żurka, którego rzecznicy dyscyplinarni – zgodnie z oczekiwaniem władzy – obwinili o „naruszenie godności sędziego”. Waldemar Żurek stawił się przed sądem wraz z trzema swymi obrońcami. Do rozpoczęcia postępowania jednak nie doszło, bo na rozprawę nie raczył przybyć zastępca rzecznika dyscyplinarnego Michał Lasota, ani nikt go reprezentujący. W korespondencji
z przewodniczącym składu orzekającego Lasota twierdził, że… nie znał terminu rozprawy. Było to ewidentne kłamstwo, bowiem sąd dysponował tzw. zwrotką potwierdzającą, że zostali skutecznie o tym terminie zawiadomieni.

Jeszcze przed godz. 10, na którą zaplanowano rozpoczęcie rozprawy, pod budynkiem Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie, gdzie mieści się także Sąd Dyscyplinarny, zebrał się spory tłum ludzi wspierających sędziego Waldemara Żurka od kilku już lat w bezpardonowy i ordynarny sposób szykanowanego przez władzę. Manifestację zorganizował Komitet Obrony Demokracji, a jej przewodnimi hasłami były” Murem za sędzią Żurkiem” i „Nigdy nie będziesz szedł sam”. Krakowski sędzia dotarł do Rzeszowa wraz z trójką swoich obrońców na tyle wcześnie, by bez ryzyka spóźnienia się na rozprawę porozmawiać ze wspierającymi go.- Jestem bardzo wdzięczny i wzruszony. Dziękuję Wam za to, że tu jesteście – przemówił do zgromadzonych. – To bardzo ważne wiedzieć, że nie idę sam, nie tylko dla mnie, ale dla wszystkich sędziów szykanowanych przez obecną władzę – dodał W. Żurek.

Nie mogli znaleźć na niego „haka”

Tu warto wspomnieć, jak to się stało, że sędzia Żurek trafił przed oblicze sądu dyscyplinarnego. Otóż w 2014 r. kupił sobie traktor (rocznik 1977) i nie zapłacił od tej transakcji, którą skrupulatnie wykazał w swoim oświadczeniu majątkowym, podatku. Nie zapłacił go, bo, według prawa, nie musiał, ale mimo to władza uznała, że oto ma wreszcie tak upragniony „hak” na niepokornego jej sędziego z Krakowa. Rządzący bowiem od kilku już lat starali się na W. Żurka „coś” znaleźć, ale że sędzia nic na sumieniu nie miał, wysiłki te spełzały na niczym. Uczepili się zatem sławetnego traktora, jako „ostatniej deski ratunku” a raczej ostatniej szansy na zdyskredytowanie sędziego. Prokuraturze polecono zbadać tę sprawę, włączono w nią także CBA. Prokuratura nic nie wskórała, bo fiskus nic do sędziego Żurka nie miał i niczego odeń nie chciał. Sędzia nie musiał płacić ok. 800 złotych podatku od zakupu traktora, a nawet gdyby musiał i nie zapłacił, to sprawa i tak już uległaby przedawnieniu. Funkcjonariusze CBA pofatygowali się aż w Bieszczady, by wieczorem odwiedzić znajomego Żurka, który odeń ten nieszczęsny traktor kupił, ale to też nic nie dało. Na sędziego z Krakowa znów władza nie miała nic. Ale ta władza nie odpuszcza takim niepokornym jak Żurek. Nie dało się go postawić przed sądem powszechnym za wykroczenie skarbowe, to go postawiono przed sądem dyscyplinarnym za rzekome „uchybienie godności sędziego”.

Rzecznik „nie wiedział o rozprawie”, w aktach jest dowód zawiadomienia go

O sprawie było głośno w mediach, także tych prorządowych, gdzie nieudolnie usiłowano dowieść, że skoro krakowski sędzia ma stanąć przed sądem, to coś jest na rzeczy. Tym większe było zatem zaskoczenie, gdy okazało się, że mający występować jako strona obwiniająca Żurka zastępca Rzecznika Dyscyplinarnego Sędziów Sądów Powszechnych. Michał Lasota nie zjawił się w Sądzie Dyscyplinarnym w Rzeszowie. Wywołało to niemałe zaskoczenie przewodniczącego składu orzekającego, sędziego Sądu Apelacyjnego, Grzegorza Zarzyckiego, który zarządził krótką przerwę. Po niej sędzia pozwolił na udział w rozprawie przedstawicieli mediów oraz organizacji społecznych i na wstępie poinformował o absencji Michała Lasoty oraz o tym, że podczas rozmowy telefonicznej z pracownikami biura rzecznika dyscyplinarnego nie udało się ustalić przyczyn jego nieobecności. Sędzia Zarzycki jednak drążył temat i raz jeszcze kontaktował się się z biurem rzecznika dyscyplinarnego. Tym razem otrzymał informację, że owo biuro nie otrzymało zawiadomienia o terminie rozprawy W. Żurka. Tymczasem potwierdzenie doręczenia tego zawiadomienia znajdowało się w aktach sprawy, jak podkreślił sędzia Zarzycki. – Mamy pokwitowanie opatrzone pieczęcią Krajowej Rady Sądownictwa i ręcznym podpisem osoby, której nazwisko nie jest do końca czytelne z dnia 21 kwietnia 2021 roku – wygłosił sędzia Zarzycki.

Żurek: – Nie mam wątpliwości, że to metoda „grillowania” mnie

W tej sytuacji obrona wniosła o odroczenie sprawy, ale obrońca W. Żurka, mec. Mikołaj Pietrzak, nie omieszkał, zauważyć, że nieobecność strony obwiniającej jego klienta jest przejawem co najmniej lekceważenia, a tłumaczenie się, niewiedzą o terminie rozprawy jest co najmniej zastanawiające.- Sąd nie ma zwyczaju upewniać się czy strony pamiętają o terminach rozpraw – przyznał sędzia Zarzycki i wobec tej sytuacji ogłosił odroczenie rozprawy do 10 września.
– Takie postępowanie zastępcy rzecznika dyscyplinarnego pana Lasoty wygląda na po prostu lekceważenie sądu dyscyplinarnego i sądów w ogóle, ale także na lekceważenie zwyczajnych Kowalskich i Nowaków- podkreślił po opuszczeniu sali rozpraw w rozmowie z nami sędzia Żurek. – Zarówno bowiem ja, jako obwiniony, jestem czynnym sędzią, tak i członkowie składu orzekającego sądu dyscyplinarnego są sędziami pracującymi w swoich sądach! Dziś każdy z nas mógłby orzekać w sprawach zwyczajnych ludzi, którzy chcą swoje sprawy w sądach zakończyć jak najszybciej. Tymczasem straciliśmy wszyscy, łącznie z moimi także bardzo zajętymi obrońcami czas, bo pan zastępca rzecznika nie przyjechał na rozprawę – zauważył sędzia Żurek. Nie krył też, że szczerze wątpi w zapomnienie przez Lasotę o terminie rozprawy,, czy w niezawiadomienie go o nim przez biuro. – To wygląda na celowe działanie – powiedział W. Żurek wprost. – Moja sprawa jest głośna, o terminie rozprawy informowały różne media – przypomniał. – To jest zwyczajnie takie „grillowanie” mnie, przeciągnie sprawy, bym czekał w napięciu, co będzie dalej – stwierdził sędzia Żurek. – Taka metoda na „zmiękczenie” mnie, ale spokojnie, ja się nie poddam – zapewnił.

Monika Kamińska

7 Responses to "To kpina z wymiaru sprawiedliwości i podatników!"

Leave a Reply

Your email address will not be published.