
Pan prezydent zrobił przedstawienie stand-up pod tytułem „Podpisanie ratyfikacji ustawy o Funduszu Odbudowy”. Dość marny był to spektakl, niestety – głównie dlatego, że mówca najwyraźniej zapadł już dawno na typową chorobę prezenterską. Polega ona na tym, że w pewnym momencie człowiek zaczyna czuć, że już wystarczająco panuje nad głosem i retoryką (co jest oczywiście zupełną nieprawdą) i przestaje się przygotowywać do wystąpień. Zaczyna coraz częściej pozwalać sobie na improwizację, znaną powszechnie jako mówienie „z głowy, czyli z niczego”.
Czyli po prostu wyplata, co mu ślina na język przyniesie i sądzi, że nieuniknione pustosłowie pokryje z łatwością rozłożeniem akcentów w zdaniach, transakcentacjami w poszczególnych słowach i w ogóle tym, co ja nazywam „śpiewaniem”.
I o ile taki śpiew jest – z dużym trudem, ale ostatecznie do przyjęcia w wypadku telewizyjnej prezenterki pogody, o tyle w wypadku głowy państwa mamy do czynienia z czymś, co dzisiejsza młodzież określa z francuska brzmiącym słowem żenua.
Tak też było dziś. Na szczęście panu prezydentowi ktoś odradził chodzenie bez maseczki antycovidowej (pamiętacie to: nie, bo nie?), bo już dołożenie do tego beztreściowego słowolejstwa jeszcze mimiki – byłoby spektaklem trudnym w odbiorze nawet dla wyrafinowanych miłośników kiczu.
Doradzałbym jeszcze używanie ciemnych okularów, bo oczy też gadają…
Na szczęście zaczął się turniej French Open i Iga Świątek pokazała raz jeszcze, że cholernie dobrze umie grać w tenisa. Przy okazji tak sobie myślę, że jeśli wygra ten turniej, czego jej oczywiście serdecznie życzę z okazji pięknego jubileuszu 20. urodzin (co zresztą napełnia mnie smętną refleksją, że przy odrobinie niefartu paru pokoleń mogłaby być moją… prawnuczką) – otóż jeśli wygra ten turniej, to naród oraz NARUT zwariują i zacznie się taka Igomania, przy której niedawna Małyszomania będzie zabawą przedszkolaków.
Z góry chichoczę, bo przy pomyślnym dla dziewczyny rozwoju sytuacji, to w ciągu dziesięciolecia zabraknie dla niej orderów…
No ale te co lepsze, to już jej będzie jednak wręczał kto inny. Uf.
Bogdan Miś, matematyk, informatyk oraz wybitny polski dziennikarz prasowy i telewizyjny. Obecnie na emeryturze.



11 Responses to "Dość marny to był spektakl, niestety…"