Rocznica ślubu

Należący do rasy białej Mieczysław O. miał twarz koloru czerwieni z granatem, o którym to odcieniu zadecydowały ilości alkoholu wprowadzanego do organizmu z wyjątkową systematycznością. Nie wypominałbym mu tej barwy, bo w końcu nie ma powodów stawać się estetą w takich przypadkach, gdyby właśnie sąd nie zwrócił na tę cechę uwagi, szczególnie wtedy, gdy padło pytanie: – Czy oskarżony nadużywa alkoholu?
Oskarżony odparł, że absolutnie nie nadużywa, gdyż miewa okazje pić pięć razy więcej, niż to czyni, a zatem pije co piąty raz zaledwie. Jeśli chodzi natomiast o konkretny przypadek, to wtedy właśnie obchodził rocznicę ślubu, więc miał chyba prawo wypić więcej niż w każdy dzień powszedni.
Sąd nie podzielał jednak tej opinii.

***
W dwadzieścia lat od chwili zawarcia związku małżeńskiego, Mieczysław O. nagle przypomniał sobie o tym wydarzeniu i nawet poczuł się ojcem i mężem, co do tej pory nie zdarzało mu się często.
Wracając do domu, kupił żonie kwiaty i czekoladę oraz sobie pół litra. Liczył, że w taki dzień żona nie będzie robić mu wymówek, zwłaszcza gdy wkroczy z bukietem i słodyczami.
Pech chciał, że po drodze spotkał Leszka P., który był świadkiem na jego ślubie. Powiedział więc świadkowi o rocznicy i zaprosił go do domu.
Leszek P. zaproponował wtedy, aby wstąpić jeszcze do lokalu i wypić po jednym, na rozgrzewkę.
– Ale tylko po jednym! – stanowczo rzekł Mieczysław.
– Bezwzględnie! – poparł go ślubny świadek.
Gdy dwóch mężczyzn czyni takie postanowienie, oznacza to, że na ogół nie udaje im się dotrzymać słowa i że tym razem chcą stworzyć sytuację niemal precedensową. Weszli więc do knajpy, zamówili po jednym i od razu nabrali ochoty na zmianę postanowienia.
– Mieliśmy wypić po małej czy dużej wódce? – kusząco zapytał Leszek P.
– Nie ustalaliśmy szczegółów – odparł Mieczysław O.
– Więc dotrzymamy słowa, jeśli zamówimy jeszcze po kieliszeczku?
– Chyba tak, na pewno…
No i zamówili, a potem przysiadł się Alfred D., który właśnie obchodził urodziny.
– Czołem chłopcy – powitał ich z uśmiechem.
– Dzisiaj ja stawiam!
– Ale my nie pijemy – wstydliwie poinformowali go dwaj mężczyźni.
– Trzymajcie mnie, bo upadnę! – wrzasnął Alfred. – Będę miał szczęście, gdyż trafiłem na abstynentów, a takich trudniej znaleźć niż czterolistną koniczynkę!
Zaśmiali się z dowcipu i uwierzyli, że czynienie takich postanowień jest w ich przypadku wyjątkowo nieuzasadnione. Na stół wjechała butelka i zaczęło się na dobre…
Punktualnie o godzinie 22, gdy knajpę zamykano, Mieczysław O. i Leszek P. wytoczyli się na ulicę.
Jubilat nadal trzymał w zaciśniętych dłoniach zwiędłe już nieco kwiaty oraz pół litra i czekoladę.
– Wreszcie możemy pójść do mnie – wybełkotał. – Żona na pewno się ucieszy…
Zataczając się, ruszyli w kierunku domu. Przed bramą nabrali głębszego oddechu, poprawili uczesanie i zmobilizowali się na tyle, żeby wykrztusić w progu „dobry wieczór”. Następnie zastukali do drzwi.
Po dłuższym oczekiwaniu Mieczysław zapukał po raz drugi, potem zaczął walić pięściami, a wreszcie kopać, aż echo rozlegało się w całym budynku.
Dopiero wtedy zamek zgrzytnął i w drzwiach ukazała się żona.
– Wszystkiego najlepszego w dwudziestą rocznicę naszego ślubu życzy ci mąż – wyrecytował Mieczysław. – A w przyszłości szybciej otwieraj, jeśli nie chcesz znów zsinieć pod oczami…
– Ciszej, Mietek – skarcił go Leszek P. – Życzę pani sto lat…
Kobieta była zupełnie zdezorientowana, a w mieszkaniu głośno popłakiwały rozbudzone dzieci. Mieczysław wręczył żonie kwiaty oraz czekoladę i kazał zrobić kanapki. Na stole postawił pół litra, wyjął kieliszki i od razu napełnił.
– Zdrowie mojej żoneczki, Marysieńki – wygłosił toast.
Maria O. rozpłakała się wtedy i powiedziała, że 20 lat znosiła pijaństwo męża, ale dłużej tego nie wytrzyma. I kazała wynosić mu się z domu wraz ze swym wykolejonym kompanem. Mieczysław O. poczerwieniał wtedy jeszcze bardziej.
– Coś ty powiedziała? Kumpla mego obrażasz? Niewdzięcznico!…
I rozpoczął swój częsty domowy taniec. Okładał żonę pięściami, kopał i rozrzucał meble.
Obudzeni krzykami sąsiedzi wezwali milicję, która z trudem obezwładniła rozszalałego mężczyznę, a następnie odwiozła na pogotowie ciężko poturbowaną Marię O. Tym razem sprawą zajął się prokurator, gdyż wbrew temu, co myślą niektórzy, nie są to wcale „prywatne sprawy rodzinne”.
Należy się spodziewać, że przez kilka kolejnych rocznic swego ślubu Maria O. uniknie widoku męża, niezbyt dla niej, jak sądzę, miłego…

Jan Miszczak

2 Responses to "Rocznica ślubu"

Leave a Reply

Your email address will not be published.