Grzech zaniechania to też grzech

Przez przeszło rok trwania epidemii koronawirus zebrał naprawdę krwawe żniwo. Zaraziły się nim blisko 3 mln osób w Polsce, z których ponad 74 tys. zmarły, a setki tysięcy do dziś borykają się z poważnymi powikłaniami. Wydawało się mi wtedy, że każdy lek, który pojawi się na rynku, będzie dla rządzących na wagę złota. Tak się niestety nie stało. Włodzimierz Bodnar, pulmonolog z Przemyśla, który, według zapewnień, skutecznie leczył chorych na COVID-19 amantadyną, tanim i od lat obecnym na rynku lekiem, tyle, że w innym wskazaniu, nie przebił się do naukowych gremiów ze swoim odkryciem. Gdy wreszcie rozbłysło światełko w tunelu i amantadyna uzyskała ich zgodę i po wielu perturbacjach trafiła do badań klinicznych (bez nich ani rusz, nie jestem medykiem, więc nie dyskutuję). I gdy „już był w ogródku, już witał się z gąską”…, a 7 ośrodków w Polsce miało prowadzić badania nad amantadyną (w tym rzeszowska „dwójka”) nastąpił przestój. Co się stało? Wciąż trwa kwalifikacja pacjentów do badań, ale chętnych nie ma, bo właśnie drastycznie wręcz spada liczba zakażeń, a aktywna infekcja to jedno z kryteriów, które trzeba spełnić, by wziąć udział w badaniach. Oprócz tego pacjent powinien mieć jeszcze choroby współistniejące, np. nadciśnienie. Skąd wziąć teraz chętnych do udziału w badaniach, jak zakażonych są nie tysiące, a kilkadziesiąt osób? Nie można było podjąć tych badań wcześniej? Być może udałoby się zapobiec tysiącom zgonów. Stąd moja teza, że grzech zaniechania, czyli brak dążenia do jak najszybszego wdrożenia badań, też jest grzechem. I to grzechem skutkującym śmiercią tysięcy obywateli. Może więc to nie grzech, ale przestępstwo i inne organa powinny się temu przyjrzeć?
Tymczasem Unia Europejska podpisała już umowę na 55 tys. dawek potencjalnie nowego leku na COVID-19 dla 37 krajów europejskich. I to przed jego zatwierdzeniem przez Europejską Agencję Leków (EMA), która poinformowała, że nie wyznaczyła daty ewentualnego zatwierdzenia tego preparatu, ponieważ firmy (amerykański producent Regeneron i szwajcarska firma farmaceutyczna Roche) muszą najpierw formalnie złożyć wniosek o „warunkowe” zezwolenie. Dlaczego już go zamówili? Nikt na to nie odpowie, bo nikt nie wie. To samo było z innym lekiem przeciw COVID-19, zakupionym przez UE, czyli przeciwwirusowym remdesiwirem firmy Gilead. Co prawda nie rekomendowanym jako cudowny lek, ale mający „fantastyczne rezultaty”. Czy ratował życie chorych? Z badań klinicznych, którymi objęto ponad 1000 osób wynika, że śmiertelność chorych, którzy go otrzymali nie przekraczała 8 proc., a tych leczonych jedynie z użyciem, placebo – 11,6 proc. To statystycznie niepowalająca różnica. Tyle, że za tymi lekami stoją firmy o światowym zasięgu, a nie doktor Bodnar. I tu mamy wyjaśnienie przysłowia: „Czemuś biedny? Boś głupi. Czemuś głupi? Boś biedny. I’m sorry.

Redaktor Anna Moraniec

Leave a Reply

Your email address will not be published.