„Patryjota” książek nie czyta, „patryjota” umie je tylko… odesłać

Ze swoich laureatów Nagrody Nobla każdy naród jest dumny. Nawet jeśli się nie ma pojęcia o dziedzinie, w jakiej ktoś noblistą został, to i tak nosi się w sercu dumę, że oto nasz rodak zrobił coś, co jest ważne i doniosłe dla całej ludzkości. W każdym razie o ile jest się patriotą, no i o ile się o danym nobliście słyszało, bo – nie czarujmy się – nie wszyscy potrafią wymienić pełen poczet polskich laureatów Nagrody Nobla. No, ale o tym, że noblistami są dwie osoby zdecydowanie znienawidzone przez obecną władzę, czyli Lech Wałęsa i Olga Tokarczuk, to wiedzą chyba wszyscy. Za co znienawidzony przez PiS jest Lech Wałęsa przypominać nie trzeba, a Nobel dla Tokarczuk to w oczach „jedynie słusznej” partii, niemal policzek, bo przecież to, co pisze i mówi, to nie PiS-owska linia! Że też nie ma w tym regulaminie przyznawania Nagrody Nobla punktu o tym, że na przyznanie jej komuś z Polski musi się zgodzić najważniejsza osoba w państwie, czyli prezes PiS, Jarosław Kaczyński!
Gdy Tokarczuk została noblistką, politycy PiS i ich sympatycy nie kryli oburzenia, ale co i rusz chwalili się wręcz, że dzieł pisarki nie czytali! Na przykład taki Piotr Gliński, z woli prezesa PiS minister – o zgrozo – kultury i dziedzictwa narodowego, zadeklarował kiedyś w wywiadzie, że ani jednej książki pani O. Tokarczuk nie przeczytał. No cóż, dożyliśmy czasów, kiedy bycie nieukiem i ignorantem nie jest już powodem do wstydu, ale do dumy! W każdym razie w środowisku PiS i sympatyków tej partii tak jest.
Cóż jednak zrobić mieli prawdziwi „patryjoci” (tak, wiemy, że tak się nie pisze zasadniczo tego słowa, ale tak je piszą ci, którzy się uważają, że prawdziwych Polaków), niektórzy uparci Polacy – najpewniej ci nieprawdziwi – i tak czytali. Ano teraz wspomniani „patryjoci” na gwałt kupują książki Tokarczuk! Ale nie po to by je czytać. Do aż takiego poświęcenia nie są oni bowiem zdolni. Dzieła noblistki „patryjoci” kupują, by je jej odesłać. Akcję #OdeślijOldze Książkę „nakręcili” sprytnie prawicowi publicyści, wyrwawszy z kontekstu jedno zdanie wypowiedziane przez polską noblistkę w wywiadzie dla włoskiego dziennika „Corriere della Sera”. Tokarczuk, odnosząc się do sytuacji na Białorusi i porwania polskiego samolotu, powiedziała, że „Białoruś jak Polska: płaci za opieszałość Europy”. Szło rzecz jasna o to, że Europa tak długo pozwalała na to, co Łukaszenka wyprawia na Białorusi, aż doszło do tak kuriozalnej sytuacji, jak ta z polskim samolotem. Ale przecież „patryjotom”, którzy z natury swej mają problem ze zrozumieniem tego, co mówią nobliści, nawet gdy po polsku oni mówią, łatwo było wmówić, że Tokarczuk porównała Polskę do Białorusi, własną ojczyznę skalała, bo przecież „lewacy” nie mają żadnych wartości!
No i pod wpływem tej taniej propagandy rzesze „patryjotów” szturmują teraz księgarnie, by kupić książki Tokarczuk i jej je odesłać. Oczywiście, gdyby ich tak zapytać, skąd w ogóle taki pomysł na okazanie pisarzowi dezaprobaty za to co zrobił, to na pewno by nie wiedzieli, bo „patryjoci” wiedzą dokładnie tylko to, co im się powie i to jeszcze prostymi słowami. A pomysł nie jest nowy, bynajmniej. Otóż kiedyś norweski noblista Knut Hamsun poparł Hitlera i oburzeni tym jego czytelnicy zaczęli odsyłać mu jego dzieła. Kluczową sprawą jest tu fakt, że była to inicjatywa właśnie czytelników tego laureata Nagrody Nobla, czyli ludzi, którzy czytali jego książki i już je mieli w swoich zbiorach. „Nakręcona” przez prawicowych komentatorów akcja #OdeślijOldzeKsiążkę jest tyleż żenująca, co żałosna oraz – powiedzmy to wprost – głupia. Żenujące jest to, że ludzie, którzy dotychczas nawet okładek książek Tokarczuk nie oglądali, teraz wykupują jej dzieła, by je do niej słać. Żałosne jest, że nawet nie przyjdzie im do głowy przeczytać te książki. A głupie jest to, że nawet nie mają świadomości, iż swoją akcją robią znienawidzonej noblistce reklamę i zwiększają nakłady jej dzieł. No, ale wiadomo, że myślenie nie jest dominującą cechą u „patryjotów”.
Pewien mój mądry kolega przy okazji rozmowy o tej „patryjotycznej” akcji przytomnie zauważył, że dobrze choć, że „czytelnicy” odsyłają te książki autorce, a nie palą ich. W zasadzie racja, ale gdyby im kazano palić, to by palili. Na tym właśnie polega ten „patryjotyzm”- że robią co im ktoś każe, a myślenie – i czytanie też- ich zwyczajnie boli…

Redaktor Monika Kamińska

11 Responses to "„Patryjota” książek nie czyta, „patryjota” umie je tylko… odesłać"

Leave a Reply

Your email address will not be published.