
Rozpoczynające się w piątek 16. Mistrzostwa Europy z pewnością na długo zapadną w pamięci fanom futbolu. Jeszcze bowiem nigdy w historii kibice nie musieli czekać tak długo na kolejny turniej, którego stawką był prymat na Starym Kontynencie. Od poprzednich zmagań we Francji minęło już 5 lat, czyli 12 miesięcy więcej, niż pierwotnie planowano. Kto na tym zyskał, kto stracił, wreszcie na co będzie stać w nim reprezentację Polski?
Mistrzostwa Europy to trzecia największa sportowa impreza w świecie, po igrzyskach olimpijskich i futbolowym mundialu. Jej historia sięga 1960 roku. Do tej pory rozegrano 15 mistrzowskich turniejów, a najczęściej po puchar Henriego Delaunaya sięgali Niemcy i Hiszpanie. Dla uczczenia 60. rocznicy pierwszego turnieju, UEFA podjęła decyzję, że zmagania w 2020 r. odbędą się w 12 krajach. Rzeczywistość, a konkretnie COVID-19 zweryfikowała jednak wszystko. Nie dość, że turniej został przesunięty o rok, to jeszcze modyfikacji uległa lista miast, które będą gościć imprezę. Co więcej, tylko jedno z nich na tę chwilę zadeklarowało zapełnienie stadionu w 100 procentach. Pozostałe obiekty będę wypełnione maks. w połowie. To i tak nieźle, bowiem jeszcze nie tak dawno wydawało się, że tegoroczne Euro będzie rozgrywane przy pustych trybunach. Pandemia koronawirusa wymusiła także inne zmiany. Kadry wszystkim reprezentacji będą mogły liczyć 26 piłkarzy (do tej pory było ich 23).
Poszczególne zespoły zostały podzielone na sześć grup. Po dwa czołowe z każdej oraz cztery z najlepszym bilansem spośród tych, które zajmą 3. lokaty w swoich grupach, awansują do 1/8 finału. Ta faza rywalizacji pojawi się w ME po raz drugi. Począwszy od niej obowiązywać będzie system pucharowy, czyli przegrywający odpada. UEFA dla wszystkich uczestników Euro przygotowała premie w łącznej wysokości 371 mln euro. Każda z 24 federacji za sam awans otrzymała już 9,25 mln euro. Pozostałe nagrody uzależnione będą od wyników w turnieju.
Celem wyjście z grupy
Biało-czerwoni rozpoczną udział w turnieju w poniedziałek od spotkania ze Słowacją w Sankt Petersburgu. To teoretycznie najsłabszy z rywali, który awans uzyskał po barażach. Później poprzeczka pójdzie w górę, bo 19 czerwca czeka Polaków w Sewilli pojedynek z trzykrotnymi mistrzami Europy, Hiszpanami. Na zakończenie fazy grupowej 23 czerwca, ponownie w St. Petersburgu, Polska zmierzy się ze Szwecją, z którą grało nam się trudno. – To, że chcemy wyjść z grupy, nie jest oczywiście tajemnicą. Takie jest generalnie założenie, a później – nie wiadomo, jak to się będzie układać. Co, jak, z kim? Każdy kolejny mecz w fazie pucharowej może być ostatnim albo… pierwszym do nadziei, marzeń. Różnie może być
– mówi Zbigniew Boniek, prezes PZPN.
Trzech faworytów
Przed pierwszym gwizdkiem wysoko stoją też akcje drużyn, które dobrze wypadły w ostatnim mundialu
– Anglii i Belgii. Zdaniem bukmacherów: to właśnie te reprezentację oraz Francja mają największe szanse na końcowy triumf (kurs 6-1). Ich zdaniem, niewielkie szanse na końcowy trium, mają z kolei biało-czerwoni, na których – w przypadku sukcesu – można się będzie nieźle wzbogacić (kurs 80-1).
Marcin Jeżowski



One Response to "Euro, jakiego nie było"