
Sport i dziennikarstwo. Oniemiałem: omdlenie piłkarza w trakcie meczu Dania – Finlandia w ramach jakichś tam ważnych zawodów europejskich (to nie jest kokieteria z mojej strony, mnie naprawdę cały niemal sport zawodowy – a już specjalnie piłkarstwo – wisi paczką kitu u sufitu, powiewając w charakterze frędzla, czyli mniej barokowo rzecz ujmując: nie interesuje) – więc owo omdlenie stało się przyczyną specjalnego wydania informacyjnego programu telewizyjnego! I to, jak czytam, nie tylko w Polsce…
No więc – to jest czysta paranoja. Dziesiątki tysięcy ludzi mdleją każdego dnia: przy robocie, w łóżku, na ulicy; nikogo poza najbliższą rodziną to specjalnie nie obchodzi. Przyczyną licznych omdleń są zawały i udary; niektóre z nich kończą się śmiercią. Przykre, ale co z tego?
Jeszcze rozumiałbym, gdyby na tym meczu omdlał jakiś widz, który figuruje na pierwszych stronach gazet – powiedzmy, Joe Biden czy choćby Wiktor Orban; wówczas zainteresowanie mediów byłoby w miarę uzasadnione. Byłoby też uzasadnione, gdyby przydarzyło się to całej drużynie razem albo i nawet po kolei. Ale tu wyłączną przyczyną tego medialnego jazgotu i zgiełku było tylko jedno: że to piłkarz właśnie. Omdlenie kolarza czy sprintera z całą pewnością nie wywołałoby takiego efektu.
Świętość się znalazła: futbol. W dodatku: świętość czysto abstrakcyjna i od początku do końca sztucznie wykreowana.
Czysty, wysublimowany idiotyzm, proszę państwa.
Ci wszyscy eksperci od piłki, medycyny i czego tam jeszcze, którzy biegutkiem popędzili do studiów telewizyjnych – zachowali się w sposób, którego nie chcę nazywać. A redaktorzy dyżurni, którzy tego dnia podejmowali decyzje o zmianie ramówki – gdybym ja rządził stacją, w następnej godzinie straciliby pracę.
To bowiem nie jest żadne dziennikarstwo. Nie jest to również żerowanie na głupocie widza; to jest głupoty tej kształtowanie.
Druga uwaga w związku z tym samym: z relacją sport – dziennikarstwo. Otóż Iga Świątek przegrała oba spotkania w paryskim turnieju; i cóż się stało? Wylew komentatorskich pretensji i dobrych rad cioci Kloci. Ludzie: ani to nie jest tragedia, ani Iga nie musi za każdym razem wygrywać, ani dojście do finału szlemowego meczu nie jest klęską!
Ale dla tych ludzi – z mikrofonem w ręku lub puszką piwa przed ekranem – istnieje wyraźnie tylko „wysokie C”. Śpiewanie niżej budzi zdziwienie lub oburzenie.
Nie rozumiem tego. Wszyscy razem, Drodzy Państwo, nie umiecie się bawić i nie macie dystansu do innych, do siebie i do życia. Jest bowiem we wszechświecie tu i teraz kilka znacznie ważniejszych spraw niż wygrana czy zawał sportowca, którego nazwiska już dziś nie powtórzycie. I nieskończenie ciekawszych…
Bogdan Miś, matematyk, informatyk oraz wybitny polski dziennikarz prasowy i telewizyjny. Obecnie na emeryturze.



3 Responses to "Drodzy Państwo, nie umiecie się bawić i nie macie dystansu"