
biało-czerwoni stracili pierwszą bramkę. Później wprawdzie doprowadzili do remisu, ale ostatnie słowo należało do Słowaków. Fot. UEFA Euro
Beznadziejna pierwsza połowa, po której Polska przegrywała 0-1, zdecydowanie lepszy w jej wykonaniu początek drugiej części spotkania, który pozwolił doprowadzić do remisu. Następnie bezsensowna czerwona kartka dla Grzegorza Krychowiaka i ostatecznie bolesna porażka ze Słowacją 1-2 – tak w skrócie wyglądało inauguracyjne spotkanie biało-czerwonych na Euro 2020, które wczoraj rozegrane zostało w Sankt Petersburgu.
POLSKA 1
SŁOWACJA 2
(0-1)
0-1 Szczęsny (18. – samobójcza), 1-1 Linetty (46.), 1-2 Skriniar (69.)
POLSKA: Szczęsny – Bereszynski, Glik, Bednarek, Rybus (74. Puchacz), Linetty (74. Frankowski), Krychowiak, Klich (85. Moder), Jóźwiak, Lewandowski, Zieliński (85. Świderski)
SŁOWACJA: Dubravka – Pekarik (79. Koscelnik), Satka, Skriniar, Hubocan, Haraslin (87. Duris), Kucka, Hromada (79. Hrosovsky), Mak (87. Suslov), Hamsík, Duda (90.+2 Gregus)
Sędziował Ovidiu Hategan (Rumunia). Żółte kartki: Krychowiak – Hubocan. Czerwona kartka Krychowiak (62. – druga żółta).
Widzów 12 862.
Biało-czerwoni rozpoczęli wczorajsze spotkanie ostatecznie z jednym napastnikiem, Robertem Lewandowskim, dla którego było to 120. spotkanie w narodowych barwach. W podstawowym składzie Słowacji wyszedł z kolei leczący ostatnio kontuzję Marek Hamsik, a także grający na co dzień w Lechu Poznań Lubomir Satka oraz występujący w przeszłości w polskiej lidze Lukas Haraslin i Ondrej Duda.
Pierwsze minuty spotkania w Sankt Petersburgu mogły napawać optymizmem. Podopieczni Paulo Sousy rozpoczęli z dużym animuszem, którego… wystarczyło zaledwie na kwadrans. Po tym okresie, podczas którego przewaga Polaków nie miała większego przełożenia na zagrożenie pod słowacką bramką, do głosu doszli nasi południowi sąsiedzi. Pierwszy ostrzeżeniem był strzał Ondreja Dudy, po którym piłka trafiła w boczną siatkę. Chwilę później polska reprezentacja nie miała już tyle szczęścia. Błąd Kamila Jóźwiaka, który nie zdążył z asekuracją Bartosza Bereszyńskiego, wykorzystał Robert Mak. Piłka po jego strzale otarła się najpierw o Kamila Glika, następnie odbiła od słupka i Wojciecha Szczęsnego, by ostatecznie wpaść do polskiej bramki. Mylił się jednak ten, kto przypuszczał, że po utracie gola biało-czerwoni rzucą się do odrabiania strat. Owszem, nadal częściej byli oni przy piłce, ale ich bezproduktywne kopanie „ty do mnie, ja do ciebie” z minuty na minutę coraz bardziej irytowało polskich kibiców. Słowacy za to robili swoje. Skupieni głównie na przeszkadzaniu, po przejęciu piłki bardzo szybko przedostawali się pod pole karne naszej reprezentacji. Jeden z takich wypadów mógł się zakończyć bramką na 0-2, ale „bomba” Juraja Kucki o centymetry minęła poprzeczkę polskiej bramki. Na podopiecznych Paulo Sousy nie robiło to chyba większego wrażenia, bo ci nadal bili głową w mur. Zupełnie niewidoczny był odcięty od podań Robert Lewandowski, a nieudolność biało-czerwonych przed przerwą najlepiej zobrazowała sytuacja tuż przed przerwą, kiedy po przejęciu piłki to właśnie „Lewy” wystąpił w roli… rozgrywającego. Oczywiście z tej akcji nic nie wyszło. Wyszło za to tuż po przerwie, kiedy to pierwszy celny strzał w tym meczu na bramkę Martina Dubravki Polacy zamienili na gola. Podanie Macieja Rybusa wykończył Karol Linetty i mecz niejako rozpoczął się od nowa. Z tą tylko różnicą, że teraz to Polacy zdecydowanie przeważali i zepchnęli przeciwnika do głębokiej defensywy. Szczęścia ponownie próbował Linetty, ale jego strzał w środek bramki obronił Dubravka. Biało-czerwonych z rytmu wybiła druga żółta, a w konsekwencji czerwona kartka, jaką w 62. min w bezsensownym sposób zarobił Grzegorz Krychowiak. Efektem tego było druga bramka dla Słowacji, którą w 7 minut później strzałem z dystansu zdobył Milan Skriniar. Paulo Sousa próbował odwrócić losy meczu, wprowadzając na boisko Przemysława Frankowskiego i Tymoteusza Puchacza, jednak na niewiele to się zdało. W doliczonym czasie gry piłkę na 2-2 miał z kolei Jan Bednarek, lecz minimalnie się pomylił. Chwilę później uderzenie Karola Świderskiego obronił słowacki bramkarz i… było po meczu.
Drugi poniedziałkowy mecz grupy E Hiszpania – Szwecja zakończył się po zamknięciu numeru.
mj



One Response to "(Nie)szczęsny Krychowiak"