
1 lipca ma zacząć działać flagowy produkt, zapowiadany przez Ministerstwo Zdrowia od miesięcy, czyli program „Profilaktyka 40plus”. Na pierwszy rzut oka, nic, tylko się cieszyć. Rzesza osób, około 20 mln obywateli w wieku produkcyjnym, tzw. kwiecie wieku, będzie mogła bez zbędnych ceregieli, chodzenia do lekarza, sugerowania mu, że już dawno nie miało się robionych żadnych badań, więc może by tak chociaż zlecił morfologię czy podstawowe badanie moczu? Tu ma być prosto, szybko i przez Internet. Wchodzisz na konto pacjenta, wypełniasz ankietę, która pozwoli na określenie możliwych czynników ryzyka i masz wygenerowane odpowiednie dla płci zlecenie pakietu nadań, dla kobiety lub mężczyzny. I tak pakiet badań dla kobiet będzie zawierał: morfologię krwi obwodowej ze wzorem odsetkowym i płytkami krwi; stężenie cholesterolu całkowitego lub kontrolny profil lipidowy, stężenie glukozy, ocenę funkcji wątroby (AIAT, AspAT, GGTP), kreatyninę, badanie ogólne moczu, kwas moczowy, krew utajoną w kale. Bomba, takiego zestawu na pewno wielu kobietom jeszcze nigdy nie robiono. Oferta dla mężczyzn poszerzona jest jeszcze o PSA (badanie w kierunku raka prostaty). Do tego dochodzi jeszcze pakiet wspólny, a w nim: pomiar ciśnienia tętniczego, pomiar masy ciała, wzrostu, obwodu w pasie i obliczenie wskaźnika masy ciała (BMI). Jest jeszcze ocena miarowości rytmu serca. Uff… Po takim zestawie każdy na pewno poczuje się zaopiekowany, tym bardziej że od 1 lipca mają zostać zniesione limity przyjęć do lekarzy specjalistów. Cokolwiek to zresztą znaczy. Jest tylko jedno ale… Program ma potrwać tylko do końca bieżącego roku. Mamy tylko 6 miesięcy. Pół roku na przebadanie około 20 mln osób. To oczywiście podstawowe badania, niby nic wielkiego, ale tak czy siak wypadałoby, żeby potem na wynik zerknął jeszcze jakiś lekarz i zawyrokował, czy ewentualne wykryte nieprawidłowości wymagają pogłębionej diagnostyki, a jeżeli tak, to jakiej. Po wtóre, nie zapowiedziano na ten cel jakichś ekstrafunduszy, oprócz tych już będących w systemie, co nie napawa wielkim optymizmem (jak wiadomo, w systemie pieniędzy zawsze jest za mało). Po trzecie… brakuje określenia, gdzie konkretnie ma iść pacjent ze skierowaniem wystawionym przez system? Podobno badanie będzie można wykonać i w publicznej placówce, i w prywatnej. Skończy więc pewnie na szukaniu laboratorium po całym mieście (dostając skierowanie od lekarza z reguły dokładnie wiemy, gdzie mamy go zrobić). Po czwarte i piąte… O dziurawym jak sito programie świadczą także uwagi różnego rodzaju ekspertów. Ich uwagi zajęły 50 stron. Trudno by je tu było przytoczyć, ale skoro doczekał się tylu uwag krytycznych, to może jego wdrożenie warto byłoby przełożyć o chociaż dwa miesiące i go doprecyzować, czyli uszczelnić, a później wydłużyć jego realizację na cały przyszły rok. Myślę, że korzyści z niego byłyby bardziej wymierne. Szybkość jest potrzebna przy łapaniu pcheł, a nie wprowadzaniu programów zdrowotnych. Obym jednak była złym prorokiem…
Redaktor Anna Moraniec



One Response to "Obym była złym prorokiem w sprawie programu „Profilaktyka 40plus”"