Pani wojewoda chciała „zawstydzić” dziennikarzy. Wyszło, jak zawsze…

Politycy i sympatycy PiS już nas przyzwyczaili do tego, że każde wydarzenie, nawet najbardziej kompromitujące partię rządzącą, potrafią „wiarygodnie wytłumaczyć”. Tak, żeby wyszło, że to wina Tuska i totalnej opozycji, albo wrogich im wolnych mediów. Dlatego nie robi już na Polakach wrażenia, że władza ordynarnie robi z nich po prostu idiotów, wmawiając im, że są „wielbłądami”. Teraz mamy na rodzimym poletku do czynienia z taką właśnie sytuacją…
Ostatnio cała Polska żyła wyborami w Rzeszowie. Nic poniekąd dziwnego. Tym bardziej nic nadzwyczajnego, że przebieg tychże relacjonowały ogólnopolskie stacje telewizyjne, które pokazały także reakcje kandydatów i sztabów po ogłoszeniu wyników wyborów. O tym, że kandydatka wspierana przez PiS, oficjalnie wojewoda podkarpacka Ewa Leniart współczuje sztabowcom Konrada Fijołka z racji wygranych przez ich kandydata wyborów, to wiemy z pewnego nieoficjalnego filmiku. Ten jest jednak mniej popularny od innego, który dosłownie podbił Internet. Na nim widać bowiem, jak podczas ogłaszania przez Ewę Leniart swej porażki wyborczej, mężczyzna za jej plecami zawzięcie dłubie w nosie i robi dziwne miny. Za kandydatami w takich chwilach stoją zwykle ich sztabowcy, zatem nagranie wywołało prawdziwą „burzę” w Internecie.
Nie ma się temu co dziwić, bo zachowanie sztabowca pani Leniart przed kamerami było naprawdę niecodzienne – delikatnie mówiąc. Było też – mówiąc wprost – zwyczajnie obrzydliwe. Teraz z oświadczenia pani wojewody dowiadujemy się, że w jej sztabie „znalazły się osoby zmagające się także z różnymi przypadłościami, niepełnosprawne”, których spraw jest ona „adwokatem, pełniąc służbę publiczną”. Ewa Leniart dodała też, iż z wielkim żalem odkryła, że „część mediów i „komentatorów” życia publicznego, postanowiła ten fakt wyśmiać”. Nie omieszkała też pouczyć dziennikarzy i internautów, że „warto czasem zastanowić się, czy w pogoni za newsem, popularnym tweetem, nie posuwamy się o krok za daleko” i wspomniała coś nawet o nietolerancji.
Jak wiemy, pani Ewa Leniart jest z zawodu nauczycielem. To o tyle ważne, że nauczyciele dokładnie na ogół wiedzą, jak perfekcyjnie wykorzystać pewną metodę wychowawczą. Nazywa się ona „zawstydzaniem” i działa szczególnie na małe dzieci. Tu pani wojewoda zapomniała, że dziennikarze i internauci mają zwykle więcej niż 10 lat i na tę metodę się „nie złapią”. Nikt bowiem nie wyśmiewał osób niepełnosprawnych, bo nikt nie wiedział, że sztabowiec, czy też sympatyk pani Leniart widoczny na nagraniu jest niepełnosprawny! A skoro pani wojewoda tak lubi „zawstydzanie”, to proszę… Otóż jeśli polityk w kampanii wyborczej promuje się w ten sposób, iż otacza się w niej osobami niepełnosprawnymi, to powinien zadbać o komfort tych osób i także o to, by swoim zachowaniem, nad którym nie panują, nie czyniły takie osoby dyskomfortu innym. Na tym także (!) polega realna opieka nad osobami niepełnosprawnymi, o czym doskonale wiedzą rodzice, opiekunowie i nauczyciele takich osób. I pani wojewoda Ewa Leniart też powinna o tym wiedzieć, bo to jest dość oczywiste. Mężczyzną stojącym za plecami pani wojewody w tamtym momencie zwyczajnie nikt się nie zajmował! A po jego zachowaniu oraz po wyjaśnieniach Ewy Leniart wiadomo już, że ktoś powinien sprawować nad nim pieczę. Warto czasem zastanowić się, czy w pogoni za głosami w wyborach, popularnością i autopromocją, nie posuwamy się o krok za daleko – że tak skorzystamy częściowo ze słów pani Leniart. Szczególnie warto, gdy w grę wchodzi komfort osoby niepełnosprawnej!

Redaktor Monika Kamińska

One Response to "Pani wojewoda chciała „zawstydzić” dziennikarzy. Wyszło, jak zawsze…"

Leave a Reply

Your email address will not be published.