
Wśród przestępców opisywanych w tej rubryce od ponad pół wieku, na ogół tępych drani, pewną pomysłowością wyróżniają się rozmaici oszuści, o czym świadczą choćby wciąż nowe nazwy ich metod działania.
Ostatnio najczęściej była to metoda „na wnuczka”, ale szybko pojawiły się też inne: „na policjanta”, „na hydraulika”, „na kuriera” itp., itd. Tymczasem natrafiliśmy na metodę dotąd chyba nieznaną, którą można nazwać „na sąsiadkę”, opracowaną przez Wandę D. i Paulinę S., kobiety w średnim wieku, ale mające już w życiorysie bliskie kontakty z organami ścigania. Zresztą w niniejszym zdarzeniu obsada jest wyłącznie damska.
Wanda i Paulina postanowiły okraść Łucję T., lat 80+. W tym celu zapukały do jej mieszkania i powiedziały, że mają prośbę.
– Na parterze mieszka nasza kuzynka – oznajmiła Wanda D. – ale nie ma jej w domu, a mamy dla niej ważną wiadomość. Czy mogłaby pani ją przekazać?
Łucja odparła, że bardzo chętnie, bowiem sąsiadka z parteru jest kobietą o gołębim sercu, która często wyręcza ją w zakupach. Wtedy Wanda zaproponowała, że napisze na kartce wiadomość dla tej kuzynki, a pani Łucja przekaże jej ten karteluszek. I w tym momencie przypomniała sobie, że nie wzięła okularów, co oczywiście było ściemą. Poprosiła zatem właścicielkę mieszkania, by ta napisała to, co ona jej podyktuje. Gdy Wanda dyktowała jakąś zmyśloną informację, to w tym czasie Paulina S. penetrowała mieszkanie, w którym znalazła gotówkę oraz złoty naszyjnik i pierścionek.
I pewnie wszystko ułożyłoby się po myśli tych oszustek, gdyby nie taki zbieg okoliczności, że nagle do mieszkania weszła sąsiadka z parteru, 30-letnia Anna B.
– Zobaczyłam, że drzwi są otwarte, więc zajrzałam, by zapytać, czy pani czegoś nie potrzebuje – powiedziała do Łucji.
– Dobrze, że przyszłaś, bo właśnie są u mnie twoje kuzynki – rzekła Łucja.
– Ale ja ich nie znam – zdumiała się sąsiadka, patrząc na obce kobiety, które widząc beznadziejność swej sytuacji, rzuciły się do ucieczki, ale Anna B. była szybsza.
Chwyciła za rękę Łucję, wyciągnęła ją z mieszkania, które, zamknęła od zewnątrz na klucz. Tym sposobem… uwięziła obie złodziejki, po czym zadzwoniła po policję.
I teraz nastąpiła dość nietypowa operacja, bowiem policja, która zwykle zamyka, tym razem wypuściła oszustki. Ale tylko po to, by zamknąć je u siebie.
JAN M.



2 Responses to "Metoda „na sąsiadkę”"