Skazany za potrójny mord, którego nie popełnił

Zenon K. zgodził się na pokazanie swojego wizerunku, bo, jak przyznał, życia nikomu nie odebrał i nie ma się czego wstydzić. Fot. Bogdan Myśliwiec

– Byłem pewien, że gdy zostałem zatrzymany, nie popełniłem tego przestępstwa – mówił w poniedziałek przed Sądem Okręgowym w Tarnobrzegu 70-letni Zenon K. ze Stalowej Woli. Mężczyzna został niesłusznie zatrzymany, tymczasowo aresztowany i skazany za potrójne zabójstwo na 25 lat pozbawienia wolności! Teraz walczy o zadośćuczynienie i odszkodowanie. Żąda 2 mln złotych.

Przed Sądem Okręgowym w Tarnobrzegu trwa proces o zadośćuczynienie i odszkodowanie dla 70-letniego Zenona K., który został niesłusznie oskarżony i skazany za potrójne zabójstwo. Do tragedii doszło w bloku socjalnym przy ul. Popiełuszki w Stalowej Woli w nocy z 15 na 16 listopada 2015 roku. Dwóch mężczyzn zginęło wówczas od wielu ran kłutych w mieszkaniu zajmowanym przez Zenona K., a trzeci poniósł śmierć z tego samego powodu w mieszkaniu znajdującym się po sąsiedzku. Zarzut potrójnego zabójstwa usłyszało wówczas dwóch mężczyzn
– Zenon K. i Krzysztof S. Ten drugi nie trafił jednak przed oblicze sądu, gdy został uznany niepoczytalnym. Cała odpowiedzialność za odebranie życia trzem osobom spadła wówczas na starszego z mężczyzn. Zenon K. został tymczasowo aresztowany i trafił do Zakładu Karnego w Rzeszowie, gdzie spędził w sumie 33 miesiące. Proces mieszkańca Stalowej Woli toczył się przed Sądem Okręgowym w Tarnobrzegu i ten uznał go winnym potrójnej zbrodni i skazał na 25 lat pozbawienia wolności. Od wyroku tego odwołał się obrońca 70-letniego obecnie mężczyzny i w Sądzie Apelacyjnym w Rzeszowie w 2018 r. został on uniewinniony od zbrodni. Sąd Najwyższy uznał go także niewinnym zarzutu niepowiadomienia organów ścigania o wyżej wymienionym przestępstwie. Adwokat mężczyzny, który doprowadził do jego uniewinnienia, walczy teraz o 16,5 tysiąca zł odszkodowania i 1 980 000 zł zadośćuczynienia.

Szczery do bólu

W poniedziałek Zenon K. z pomocą pracowników DPS w Stalowej Woli, w którym obecnie przebywa, stawił się w Sądzie Okręgowym w Tarnobrzegu i został przesłuchany w charakterze świadka. Sąd przepytał mężczyznę na okoliczność warunków jego życia przed tymczasowym aresztowaniem, czasu i warunków pobytu w Zakładzie Karnym oraz życia po wyjściu z więzienia. Pytania dotyczyły: sposobów zarobkowania, trybu życia, jaki prowadził, zdrowia, sytuacji rodzinnej i warunków materialnych. Odpowiedzi 70-latka bywały szczere do bólu. Nie starał się on specjalnie wybielać, koloryzować, a już na pewno jego odpowiedzi nie były wyuczone i podyktowane wskazówkami od adwokata, który go reprezentuje.
– W dniu tymczasowego aresztowania byłem pewien, że nie popełniłem tych morderstw – mówił Zenon K. Na pytanie, jak się czuł w zakładzie karnym, mężczyzna odpowiedział: – Jak miałem się czuć, jak byłem niewinny? Nie czułem się za dobrze. Czułem się niesłusznie pozbawiony wolności. Nie miałem problemów ze snem, ani z przyjmowaniem posiłków. Prokurator zażądał dla mnie 25 lat pozbawienia wolności i ja wiedziałem, że jak to dostanę, to już nie wyjdę. Miałem już swoje lata. Przed wyrokiem nie byłem załamany psychicznie. Załamałem się po wyroku.
Pytany o sam pobyt w ZK w Rzeszowie odpowiedział. – Opieka w ZK była dobra. Wyżywienie też było dobre. Nikt się nade mną nie znęcał. Nie mam traumy po tym, co tam przeżyłem. Nie byłem jednak wolny i to było najgorsze – zeznał Zenon K.

W tym stuleciu z Urzędem Skarbowym się nie rozliczał

Sytuacja mężczyzny starającego się o zadośćuczynienie i odszkodowanie w gigantycznej kwocie ok. 2 mln zł jest o tyle specyficzna, że od ponad 20 lat jest on osobą bezrobotną. Zenon K. ostatni raz był zatrudniony na umowę o pracę w latach 90. ub. wieku. Z wykształcenia jest co prawda mechanikiem samochodowym, ale w tym zawodzie przepracował tylko 10 lat. Potem pracował dorywczo, m.in. w kopalni, w cegielni. Ostatnie lata żył ze zbierania złomu i prac dorywczych. Przed sądem zeznał, że regularnie korzystał w opieki społecznej, m.in. z darmowych posiłków i jednorazowych zasiłków. Dzięki zbieractwu osiągał dochód miesięczny nieprzekraczający 500 zł. W jego mieszkaniu socjalnym, w którym doszło do zabójstwa, od kilku lat nie miał prądu. Ze względu na zaległości czynszowe zostało mu to mieszkanie zresztą już odebrane. Po wyjściu z aresztu trochę pomieszkiwał u znajomych, trochę w schronisku dla bezdomnych. Obecnie przebywa w DPS w Stalowej Woli, gdzie skierowała go opieka społeczna.
Sąd przepytał mężczyznę na okoliczność prowadzonego przez niego trybu życia przed aresztowaniem i po uniewinnieniu i opuszczeniu Zakładu Karnego.
– Nie byłem uzależniony od alkoholu. Piłem tyle, co wszyscy. Nie piłem codziennie
– mówił Zenon K., ale przyznał, że przebywał na leczeniu odwykowym, na które kierowała go opieka społeczna. Drzwi jego mieszkania były natomiast stale otwarte dla gości chętnych na kielicha.
Z wywiadu środowiskowego, który w jego sprawie został przygotowany, wynika wprost, że mieszkanie Zenona K. stało się z czasem zwykłą meliną, a awantury były stałym elementem towarzyskich spotkań kolegów gospodarza.
– Były interwencje policji, ale niezbyt często. Jak już było bardzo głośno, to sąsiedzi wzywali policję, ale to nie było aż tak często – mówił Zenon K. – Może raz na pół roku. Pytany o to, czy bywał zatrzymywany przez policję przed tymczasowym aresztowaniem, 70-latek przyznał, że tak. Zdarzało mu się spać po pijaku na ławce, a w latach 80. i 90. ub. wieku był także karany za włamania. Sąd przypomniał mu także, że w jego kartotece widnieje sprawa wyłudzenia kredytu bankowego. – Ja tych pieniędzy nie widziałem. Dla kogoś wziąłem ten kredyt, ja tylko podpisałem w banku to, co trzeba było. Tak czasem w życiu bywa – mówił 70-latek. – Odsiedziałem swoje. Siedziałem parę lat.

Diagnoza podczas psychiatrycznej obserwacji

Zenon K. w trakcie trwania procesu o potrójne zabójstwo poruszał się samodzielnie. W poniedziałek w Sądzie Okręgowym w Tarnobrzegu pojawił się na wózku inwalidzkim z amputowaną lewą nogą. Jak ustalił sąd, mężczyźnie została zdiagnozowana cukrzyca podczas jego pobytu na psychiatrycznej obserwacji w Jarosławiu. Pobyt ten był konsekwencją zatrzymania i postawionych mu zarzutów.
– Tak. Nie wiedziałem wcześniej, że jestem chory. To w trakcie tymczasowego aresztowania zdiagnozowano mi cukrzycę. W zakładzie karnym brałem insulinę, ale po wyjściu z więzienia już nie brałem. No i nie dbałem o siebie. Tak wyszło. Może jakbym dbał, tobym teraz miał nogę? Straciłem ją, bo wdała się gangrena – przyznał Zenon K. – Teraz w DPS mam opiekę pielęgniarską i lekarską, i znów biorę insulinę.
Zenon K. nie ma żony ani dzieci. Jedyną bliską mu osobą jest siostra, z którą od lat nie utrzymuje kontaktów. Nie ma żadnego majątku. W zakładzie karnym nikt go nie odwiedzał. Teraz także nie utrzymuje kontaktów z kolegami, którzy tak chętnie bywali kiedyś w jego mieszkaniu. 70-latek stwierdził, że mogą oni nawet nie wiedzieć, gdzie on przebywa. Mężczyzna przyznał przed sądem natomiast, że przestał pić alkohol.

Co zrobi, jak dostanie pieniądze?

Zapytany o to, co zrobi z pieniędzmi, które ma szansę wywalczyć przed sądem, przyznał, że nie ma co do nich żadnych planów.
– Nie wiem, co zrobię z pieniędzmi. Jestem już stary i chory. Nie wiem, na co mógłbym je wydać – powiedział tuż po opuszczeniu sali sądowej Zenon K. Na sugestie, czy mógłby to być dom lub podróże, tylko pokręcił głową.
Sąd zdecydował w poniedziałek o odroczeniu kolejnej rozprawy do czasu sporządzenia dowodu w postaci opinii psychologicznej. Wnioskował o nią mecenas Zenona K. Ma ona dać odpowiedź, w jakim stanie psychicznym jest wnioskodawca.

Małgorzata Rokoszewska

Leave a Reply

Your email address will not be published.