Godny pochówek po 80 latach

Uroczystość na żydowskim cmentarzu w Tarnowie zgromadziła wiele osób, które poczuły potrzebę pożegnania tragicznie zmarłych dziewcząt. Wśród nich byli Żydzi i katolicy; miejscowi, a także przyjezdni z całej Polski. Fot. Dariusz Kobylański

Salomea Korzennik i Rachela Pacher – żydowskie mieszkanki wsi Sowina w gminie Kołaczyce miały 17 lat, gdy zginęły. W sierpniu 1942 r. zostały zgwałcone, zamordowane, a potem ograbione. Przez lata o ich tragicznym losie przypominała rozpadająca się tablica, do której nawet nie można było podejść. Zmieniło się to po prawie 8 dekadach. Szczątki dziewczynek ekshumowano i pochowano we wspólnym grobie na cmentarzu żydowskim w Tarnowie.

– Umierały w strasznych okolicznościach – opowiada mediatorka historyczna i artystka, Inga Marczyńska, która zainicjowała działania na rzecz upamiętnienia dziewczynek. – Któregoś dnia jeden z mieszkańców wysłał mi dwa zdjęcia z pytaniem „Znasz tę historię?” Zobaczyłam zniszczoną tablicę – w gąszczu trawy, kamieni, gałęzi – z napisem: „Tu spoczywają szczątki zamordowanych w 1942 r. Sala Korzennik Rachela Pacher”.
Powoli odkrywała ich dramatyczne losy. 17-latki mieszkały we wsi Sowina. 12 sierpnia 1942 r. na Błoniach w Kołaczycach Niemcy zebrali wszystkich Żydów z tej miejscowości, a także okolicznych wsi. Zaoferowali możliwość „wykupu” z transportu śmierci żydowskim złotem. Wśród zgromadzonych były także rodziny Salomei Korzennik oraz Racheli Pacher. Ojciec pierwszej wysłał swoją córkę po kosztowności zakopane w stodole przy domu. Myślał, że dzięki temu ocali najbliższych. Dziewczynka poszła do Sowiny razem ze swoją przyjaciółką, Rachelą. Po drodze dziewczęta zatrzymał jeden z granatowych policjantów, kolaborant zatrudniony przez Niemców. Pochodzący ze Śląska Polak, o nazwisku Drzyzga, zgwałcił je, zamordował, a potem okradł. Ciała ofiar kazał zakopać w miejscu, w którym zginęły. Jakiś czas później w ktoś umieścił tam betonową płytę z nazwiskami dwóch zabitych.

Walka o upamiętnienie

Początkowo pamięć o Racheli i Salomei była żywa wśród mieszkańców, którzy odwiedzili ich grób. 15 lat temu działkę razem z mogiłą sprzedano. Nabywca ją ogrodził i nie zgadzał się, by ktokolwiek wchodził na jego teren. – Dopóki żył właściciel domu obok, pozwalał mi przejść przez swoją posesję. Mogliśmy upamiętnienić ofiary, podając przez siatkę kwiaty, czy zapalając światełko – wspomina pani Inga. Gdy jednak sąsiad zmarł, stało się to niemożliwe.
Dla pani Ingi był to ogromny cios. – Moja córka miała wtedy tyle lat, co Rachela i Salomea, gdy zginęły. Każdego dnia, w drodze do pracy mijałam ten grób. Widziałam moje dziecko, które się śmieje, szykuje na spotkania, ma plany. A jednocześnie te dwie dziewczynki leżały zapomniane pod płotem, jak psy – mówi ze wzruszeniem nasza rozmówczyni. Inga Marczyńska postanowiła walczyć o ich godne upamiętnienie. Chodziła od urzędu do urzędu. Z nikłym skutkiem.
Gdy całą historię opisała w mediach społecznościowych, odezwał się Dariusz Popiela
– kajakarz górski i olimpijczyk, który prowadzi fundację „Ludzie, nie liczby” (zajmuje się upamiętnianiem ofiar Holokaustu w Małopolsce). W działania włączył się również Komitet Opieki nad Zabytkami Kultury Żydowskiej w Tarnowie.
Zwrócili się do Komisji Rabinicznej ds. Cmentarzy, prosząc o przeniesienie szczątków. Prawo żydowskie nie dopuszcza ekshumacji. – Jest to możliwe tylko w wyjątkowych przypadkach, kiedy mogą zostać poddane nieuchronnej utracie bądź zniszczeniu. Tak było w tym przypadku. Ciała zostały pochowane tuż nad strumieniem, który non stop je zalewał. Obawiałam się, że woda może zabrać szczątki – tłumaczy pani Inga. W końcu po bardzo dogłębnych konsultacjach wydano zgodę.
15 czerwca udało się wydobyć szczątki jednej z zabitych. O godz. 19 na cmentarzu żydowskim w Tarnowie odbył się jej pogrzeb. Był to pierwszy od 1993 r. pochówek na tamtejszym kirkucie.
– Naczelny rabin Polski, Michael Schudrich, który odmówił modlitwę, powiedział, że to tylko dwie z sześciu milionów, które zostały godnie pochowane. Tak, jak należy się każdemu zmarłemu, bez względu na wyznanie – przytacza Inga Marczyńska. I dodaje: – Dla mnie to rzecz święta zapewnić spokój zmarłym. Gdyby to były szczątki kogokolwiek innego – zrobiłabym to samo.
W ten poniedziałek wznowiono prace ekshumacyjne. Odnaleziono szczątki drugiej z dziewczynek, a następnego dnia złożono je w grobie.

Wioletta Kruk

One Response to "Godny pochówek po 80 latach"

Leave a Reply

Your email address will not be published.