
do muzeum. Fot. Wikipedia
Mala pochodziła z Belgii. Edek był „starym numerem” z pierwszego transportu. Ich spojrzenia spotkały się, gdy Edek razem z innymi instalatorami zajmował się naprawami w obozie kobiecym. Ona miała 25 lat, on – 21. Każdego dnia musieli walczyć, by przetrwać. W takim świecie nie ma miejsca na miłość, dlatego postanowili dokonać niemożliwego. 24 czerwca 1944 r. para zakochanych zbiegła z Auschwitz.
W normalnym okolicznościach pewnie by się nawet nie spotkali. Edward Galiński przyszedł na świat w Tuligłowach koło Jarosławia. Uczył się w szkole morskiej w Pińsku. Wiosną 1940 r. został aresztowany wraz z grupą rówieśników w ramach „Akcji AB” skierowanej przeciwko polskiej inteligencji. Najpierw przewieziono ich do więzienia w Tarnowie. Kilka tygodni później, 14 czerwca 1940 r., znaleźli się na liście pierwszego transportu do Auschwitz. Miał zaledwie 17 lat, gdy stanął przed bramą Auschwitz.
Pierwsze lata Edek spędził w obozie macierzystym. Udało mu się dostać do komanda pracującego w obozowej ślusarni. Pod koniec 1943 r. poprosił o przeniesienie do Birkenau. Dzięki pracy mógł swobodnie przemieszczać się pomiędzy blokami, zdobywał lepsze jedzenie. Cieszył się szacunkiem wśród współwięźniów. Nikt mu nie zazdrościł, bo kiedy tylko miał okazję, okazywał pomoc innym. Zapamiętano go jako wysokiego, silnego i przystojnego chłopaka. Przyjazny, o radosnym usposobieniu Edek nawet w tak strasznych okolicznościach zwracał na siebie uwagę kobiet.
Zanim została numerem
Mala Zimetbaum mieszkała w Belgii. Żydówka polskiego pochodzenia urodziła się w 1918 r. w Brzesku, ale dorastała w Antwerpii, gdzie jej rodzina wyemigrowała w 1920 r. Najmłodsza spośród pięciorga rodzeństwa. Z powodu ślepoty ojca, jeszcze na studiach musiała rozpocząć pracę, najpierw jako krawcowa w znanym domu mody, a potem jako tłumaczka u jubilera.
Po wybuchu wojny wraz z rodziną musiała się ukrywać. W lipcu 1942 r. podczas łapanki Żydów na dworcu kolejowym w Antwerpii Malę aresztowało gestapo. Początkowo trafiła do obozu przejściowego w Mechelen. We wrześniu była już jedną spośród Żydów KL Auschwitz. W obozie otrzymała numer 19880.
Dzięki temu, że dziewczyna znała kilka języków: flamandzki, niemiecki, francuski, angielski i polski, dostała pracę tłumacza i obozowego gońca. Mogła liczyć na lepsze warunki, ale to nie wzbudzało zawiści współwięźniarek. „Uwielbiałyśmy ją. Była piękna i poważna. Nie było w niej krztyny kokieterii” – przyznała po latach malarka Zofia Stępień-Bator.
„Widywałyśmy ją codziennie, rano i wieczorem; stała przy bramie obozu, gdy wychodziłyśmy do roboty i gdy wracałyśmy; wpisywała na listę wychodzące komanda oraz ich miejsca pracy. Widywałyśmy ją również, kiedy przychodziła do naszych blokowych czy szrajberek z rozmaitymi poleceniami bądź rozkazami ze sztabu lagrowego” – relacjonowała po latach Halina Birenbaum. I dalej: „Wielokrotnie przy tym ostrzegała nas przed selekcją, akcjami karnymi lub „wizytą” doktora Mengele; dzięki funkcji gońca dowiadywała się pierwsza o wszystkim.”
Gdy tylko mogła pomóc, nie wahała się tego zrobić. Czasem „zapominała” wpisać nazwiska do spisu podczas selekcji, jeśli mogła, przynosiła lekarstwa.
Ryzyko jest wszędzie
Nie wiadomo, kiedy Mala i Edek się poznali. Ale gdy każdego dnia można umrzeć nie ma czasu na zastanawianie się. Uczucie rodzi się szybko. „Kocham i jestem kochana” – zdradziła jednej ze współwięźniarek Mala.
Przemykali między barakami, by choć przez moment porozmawiać. Gdy zostawali sami, zapominali o otaczającym ich piekle. Byli tylko Malą i Edziem. Za miejsce schadzek służyło im laboratorium radiologiczne. W obozie nie było miejsca na romantyzm. Mali to nie obchodziło. Któregoś dnia poprosiła malarkę Zofię Stępień-Bator, by namalowała jej portret – prezent dla ukochanego.
O tym, jak silne było uczucie Edka, przekonał się pochodzący z JarosławiaWiesław Kielar. Dwójka przyjaciół od dawna nosiła się z zamiarem ucieczki. Mieli iść tylko we dwóch. Jeden przebrany za esesmana, drugi za robotnika. Mundur i broń załatwili od esesmana Edwarda Lubuscha.
Więźniowie przekonali Antoniego Szymlaka, kaflarza, który przychodził do obozu, by ich ukrył, kiedy już będą za drutami. Po spędzonej u niego nocy chcieli ruszyć do Zakopanego, gdzie mieszkała siostra Kielara. Brakowało tylko jednego – przepustki, która pozwalała im przejść przez obozową bramę.
Kiedy niemal wszystko było uzgodnione, Wiesiek zauważył, że jego towarzysz jest inny. „Zaczął mówić szeroko o swym stosunku do Mali. Zdziwiło mnie to, bo dotychczas był na tyle dyskretny, że raczej unikał tego tematu” – wspominał. Mówił o swoim przywiązaniu do kobiety, o tym jak trudno będzie mu się z nią rozstać, zwłaszcza że była chora na malarię. Nie miał złudzeń, że podzieli los wszystkich Żydów.
„Kochał ją, to było jasne. Znałem go. Nie chciał tylko tego powiedzieć wprost. Zawsze krył się z uczuciami, chcąc robić wrażenie cynika” – oceniał przyjaciel. Wiedział, co zaproponuje – by Mala do nich dołączyła.
W końcu Edek oświadczył, że jego ukochana załatwiła przepustkę – co im do tej pory się nie udało. Wiesiek argumentował, że wyprawa z chorą kobietą, do tego Żydówką jest jeszcze bardziej niebezpieczna, lecz zakochany nie ustąpił. „Ryzyko jest wszędzie, a jak się bardzo czegoś chce, wszystkiemu można zaradzić. No to postanowione” – skwitował i wyciągnął rękę na zgodę.
Esesman eskortujący więźniarkę
Ostatecznie Wiesiek oddał swoje miejsce w kolejce do wolności. „Pokierowałem sprawą tak, że w sobotę idzie Edek z Malą, a w poniedziałek, jeśli oczywiście ucieczka będzie miała pomyślny przebieg, pójdę ja z Józkiem. Edek z Malą zatrzymają się w Kozach, tam oddadzą Szymlakowi mundur i przepustkę, ten zaś w poniedziałek wniesie to na teren przyobozowy, gdzie pracuje Józek. Reszta wiadomo! Wyjdziemy z obozu w ten sam sposób i tą samą trasą” – ekscytował się Kielar. Jednocześnie był świadomy, że przyjaciele, którzy szli jako pierwsi, brali na siebie ogromne ryzyko.
24 czerwca 1944 r. to dzień, na który czekali. „Mala była blada i wyraźnie zdenerwowana”. Towarzyszki niedoli rzuciły się jej na szyję i ze łzami w oczach żegnały. Żydówka włożyła roboczy kombinezon. Z kolei Edek założył mundur SS. Żołnierz eskortujący więźniarkę, niosącą nad głową porcelanową umywalkę, nie zwrócił niczyjej uwagi. Pokazał strażnikowi przepustkę, a chwilę potem byli już po drugiej stronie obozu.
Następnego dnia Wiesiek wypatrywał Szymlaka, ale ten nie przychodził. Inny cywil przekazał mu gryps od Edka, z którego dowiedział się, że bez przeszkód dotarli na miejsce. „Mala niosła muszlę parę kilometrów – dzielna! Za Budami porzuciliśmy ją wraz z kombinezonem w zbożu. Polami doszliśmy do Kóz pod wieczór. Nocowaliśmy w kopie siana na skraju wsi. Mala czuje się dobrze, bolą ją tylko ramiona. Wieczorem idziemy dalej. Serwus!” – pisał były więzień.
Doręczyciel wiadomości wyjaśnił, że para wypytywała o Szymczaka, nie mogąc go znaleźć. Po wsi szybko rozniosła się wiadomość, że szuka go esesman. Przestraszony kaflarz znalazł im nocleg poza swoim domem. Nie ryzykował też wnoszenia munduru z powrotem do obozu.
Dwa tygodnie szczęścia
Uciekinierzy nie cieszyli się wolnością zbyt długo. Za namową Mali zamiast udać się do Zakopanego, poszli w stronę Słowacji, gdzie mieli ukryć się u krewnych dziewczyny. Gdzie ich schwytano? Jedni mówią, że w sklepie, gdy dziewczyna kupowała jedzenie, inni, że na granicy. Najbardziej prawdopodobna wersja to ta, że 6 lipca 1944 r. w Beskidzie Żywieckim natknęli się na niemiecki patrol. Najpierw zatrzymano ją. On miał szansę uciec niepostrzeżenie, ale ani myślał jej zostawiać. Oboje aresztowano. Potem odesłano do Auschwitz. Więźniowie trafili do oddzielnych cel. W trakcie brutalnych przesłuchań Niemcy chcieli się dowiedzieć, kto im pomógł w ucieczce oraz w jaki sposób zdobyli broń i mundur SS. Tortury na nic się nie zdały. Uciekinierzy nikogo nie wydali. Wyrok mógł być tylko jeden – śmierć.
Nie ma pewności co do daty egzekucji. Według niektórych, zginęli tego samego dnia. 22 sierpnia 1944 r. miały stanąć dwie szubienice – jedna w obozie męskim, druga w kobiecym. „Spektakl” kazano oglądać wszystkim więźniom. Ku przestrodze.
Kielar zapamiętał postawę Edka, którego wprowadzono na obozowy plac z zawiązanymi drutem rękoma: „Śmiało wstąpił na podium, po czym od razu stanął na taborecie ustawionym pod szubienicą. Pętla dotykała jego głowy. Rozległa się komenda: Achtung! – i po chwili w zupełnej ciszy, wysunął się jeden z esesmanów z grupy stojącej od strony wartowni. Z kartki trzymanej w ręku zaczął czytać wyrok w języku niemieckim. W tym momencie Edek stojąc na taborecie poszukał głową otworu pętli i odbiwszy się mocno nogami, zawisł. Dotrzymał słowa. Żywy nie odda się w ręce kata!… Esesmani nie pozwolili jednak na taką demonstrację”.
Złapali go i z powrotem postawili na stołku. Niemiec szybko odczytał wyrok. Gdy skończył, skazaniec wydobył z siebie: „Niech żyje Polsk…”. Nie skończył, bo esesman poderwał taboret. Pętla zacisnęła się na szyi. Chwilę potem ciało Edka bezwładnie zwisało. „Obóz stał nieporuszony. Milczący tłum tysięcy więźniów zamazywał się w zapadającym mroku. Trwała martwa cisza. Grupa esesmanów wycofała się w kierunku wyjścia z obozu. – Czapki zdjąć!! – rozległa się nagle niespodziewanie polska komenda od strony czworoboku, gdzie był ustawiony blok 4”. Wszyscy oddali hołd zmarłemu.
Gdyby mogła, zrobiłaby to jeszcze raz
To, jak odeszła Mala, zrelacjonowała Wiesławowi Kielarowi młoda Słowaczka. „W czasie odczytywania wyroku podcięła sobie żyły żyletką zawczasu przygotowaną. Ale podobnie jak Edkowi nie pozwolono jej w ten sposób zginąć. Doskoczył do niej esesman Taube, którego spoliczkowała zakrwawionymi dłońmi. Rozwścieczeni esesmani prawie zadeptali ją nogami na oczach całego obozu kobiecego”. Wyrok wykonano, ale nie tak jak przewidywały przepisy.
Śmierć młodej Żydówki obrosła legendą. Jedna z kobiet twierdziła, że uderzając strażnika, krzyczała: „Umieram jak bohaterka, wy zdechniecie jak psy!”. Inna zapamiętała: „Mordercy, zapłacicie za to! Nie bójcie się dziewczyny! Koniec już blisko. Wiem, bo byłam wolna!”.
Wiesław Kielar napisał we wspomnieniach, że zmarła w drodze do krematorium wieziona na małym wózku przez więźniarki. Niektórzy mówili, że połknęła truciznę, którą miała przy sobie. Inni, że jeden z esesmanów z litości ją zastrzelił. Jeszcze inni, że żywcem spłonęła.
Halina Birenbaum pisała w swoich wspomnieniach, że historia tej odważnej dziewczyny, jej życia i śmierci, jeszcze długo była tematem rozmów obozowych – „Mala stała się dla nas legendą, symbolem bohaterstwa”.
Zarówno ona, jak i jej ukochany nie kryli strachu, ale oboje wiedzieli, że warto było podjąć ryzyko, by choć na moment móc wyrwać się z piekła i spędzić ze sobą kilkanascie dni na wolności. Jednej z przyjaciółek Mali udało się z nią porozmawiać, po ponownym osadzeniu w obozie. Wyznała jej wtedy: „Gdybym miała możliwość, zrobiłabym to ponownie, przez trzy tygodnie byłam niebywale szczęśliwa” .
Wioletta Kruk



3 Responses to "Brawurowa ucieczka Mali i Edka"