
Bogdan T. uchodził za takiego bardzo śmiesznego.
A poza tym był starszym referentem.
– Panie referencie – mówiono do niego. – Niech pan zaparzy herbatkę!
I pan referent parzył, bo taki już był. Szczególnie wykorzystywały go panie współpracowniczki, którym przynosił również papierosy i zapałki, a niekiedy także serek tylżycki z bułką. Można powiedzieć, że był bardzo uczynny i poczciwy…
Ale Bogdan T. słynął przede wszystkim z tego, że umiał świetnie udawać małpę. Gębę miał już taką małpią, z wystającą dolną szczęką i szerokimi ustami. Panowie urzędnicy kpili sobie niemiłosiernie ze swego współpracownika i przyznać trzeba, że mieli wdzięczny obiekt. Koleżanki panów urzędników pękały ze śmiechu, gdy ich koledzy kazali Bogdanowi naśladować ruchy małpy.
On zaś nigdy się nie sprzeciwiał. Zawsze wychodził zza biurka, język wkładał pod dolną wargę, przewracał oczami, ręce opuszczał nisko ku ziemi i skakał na przykurczonych nogach. Panie zachłystywały się wtedy herbatką „Ulung” i pluły okruszkami kanapek na różne ważne akta. A Bogdan T. skakał, wydawał piskliwe dźwięki, drapał się w głowę, pozorując, że coś tam znalazł do zgryzienia.
A później, jakby nigdy nic, siadał za swoim biurkiem, brał do ręki długopis i pisał zaległe sprawozdania.
– Boguś, kiedy ty się ożenisz? – włączał się kierownik, dla którego był to najśmieszniejszy żart, jaki kiedykolwiek wymyślił.
Starszy referent czerwienił się wtedy, jak rak wrzucony żywcem do wrzątku i mówił, że przyjdzie taki czas.
– Ale kiedy? – dopytywał się kierownik, zaciągając się „Giewontem” z filtrem. – Gdzie znajdziesz takie małpiątko?
Sekretarka kładła się ze śmiechu na maszynie do pisania i rżała, a za nią wszyscy inni. Cieszyli się, że mają w biurze tego starszego referenta, bo inaczej można by było skisnąć z nudów. Czasami tylko przerywał im jakiś petent, którego niezwłocznie kierowano do Bogdana T., a ten załatwiał go sumiennie i skrupulatnie, co wywoływało u reszty dodatkową radość.
– Ty, Boguś, zostaniesz kiedyś świętym – cieszył się księgowy. – Założą ci aureolkę i pójdziesz z butami do nieba.
Z tego dowcipu to już dosłownie wszyscy płakali i prosili księgowego, żeby przestał, bo. się uduszą.
Ale kierownik działu, Teofil F., który zawsze lubił być górą, dorzucał jeszcze żarcik:
– Chciałbym cię, Boguś, zobaczyć kiedyś w łóżku z dziewczyną. To byłby cudowny widok.
I wtedy, ku zdumieniu wszystkich, starszy referent odpowiedział:
– Kto wie, może mnie pan kierownik kiedyś jeszcze zobaczy, co nie daj Boże…
I znów biuro rechotało i przepijając herbatkę prosiło, aby Bogdan T. jeszcze raz pokazał małpę.
– Moi drodzy – rzekł kierownik, Teofil F. – Muszę powiedzieć wam „do widzenia”, gdyż wyjeżdżam na kilkudniowy kurs. Żeby mi tu wszystko grało! Słyszysz Boguś?
W tym momencie zagadnięty miał jakąś dziwną minę.
Opuśćmy teraz na chwilę to wesołe biuro i przenieśmy się do domu kursanta, czyli kierownika Teofila F. Otóż trzeba wiedzieć, że miał on żonę, przystojną brunetkę z niebieskimi oczami. Pożegnał ją przed wyjazdem na kurs i zapowiedział, że wróci za trzy lub cztery dni, bo sam dokładnie nie wie, ile to szkolenie potrwa.
Rzeczywiście dokładnie nie wiedział, gdyż był to kurs jednodniowy. Pan kierownik wrócił więc wcześniej do domu. Otworzył drzwi, wszedł do pokoju i w tym momencie spełniło się jego biurowe życzenie. Oto zobaczył starszego referenta Bogdana T. z dziewczyną w łóżku. Pech chciał, że dziewczyną tą była żona kierownika!
– Ty cicha, potulna, niepozorna małpo! – zapłakał Teofil F., któremu zdziwienie zupełnie odebrało kierowniczą pewność siebie. – Jutro dostaniesz wypowiedzenie, a dziś w ten małpi pysk!!!
I wtedy stała się rzecz zupełnie nieoczekiwana. Potulny starszy referent przyjął zdecydowaną postawę i śmiało zareplikował:
– Tu nie biuro, kochaneńki. Tu się nie udaje małpki!
Epilog tego zdarzenia był niepomyślny dla kierownika. Został on mocno poturbowany przez swego podwładnego, który stanął nie tylko we własnej obronie, lecz także w obronie żony Teofila, atakowanej przez męża.
W rezultacie sąd został zatrudniony podwójnie: wydział cywilny zajął się rozwodem małżeństwa F., zaś wydział karny oskarżeniem Bogdana T. o pobicie Teofila F.
W biurze natomiast, choć jest tam już inny kierownik i nikt nie udaje małpy, bywa nadal wesoło. Na samo wspomnienie starszego referenta, który tak świetnie umiał udawać . Do dziś ponoć piją tam jego zdrowie szklaneczkami napełnionymi urzędniczą herbatką, napomykając coś na temat wielkiego ducha w małym ciele…
Jan Miszczak


