No i gra muzyka!

Jest okazja, by odetchnąć nieco od dzierżących władzę polityków, którzy walczą już nawet między sobą, byle tylko nie dać odspawać się od żłobu. Opowiem dziś o ludziach, którzy też ze sobą konkurują, ale jakże szlachetnie i – co tu dużo gadać – śpiewająco! Mowa o 42. Ogólnopolskim Festiwalu Kapel Folkloru Miejskiego im. Jerzego Janickiego, który po rocznej przerwie znów odbył się w Przemyślu, zorganizowany przez tamtejsze Centrum Kulturalne, tym razem przy współpracy UM.
Świetnym pomysłem było nadanie tej imprezie w 2008 r. imienia jej wielokrotnego jurora i sympatyka Jerzego Janickiego. Dzięki temu przez festiwal stale przewija się nuta przedwojennego Lwowa, w którym Janicki był zakochany. I tym razem w repertuarze wielu kapel pobrzmiewał lwowski folklor, a dodatkowo zagrała też Lwowska Kapela Podwórkowa „Ta joj” z Przemyśla im. Kazimierza „Kija” Galikowskiego, najbardziej autentyczna w Polsce. Kiedy wielokrotnie ją zapowiadałem, gdyż prowadzę ten festiwal od samego początku, to zaznaczałem, że oni nie muszą nawet śpiewać, bo kiedy mówią, to już śpiewają. I nic dziwnego, bo założyciel kapeli Kaziu „Kiju” Galikowski i Tadek „Tida” Wanat, zwany „przemyskim Kiepurą” (obaj niestety nie żyją), grywali jeszcze w kapelach na podwórkach dawnego Lwowa.
Gościnnie wystąpił też świetny aktor Stanisław Górka, prezentując spektakl „Lwowskie piosnki Tońcia”, wystawiony dotąd ponad tysiąc razy w całej Polsce, Europie i Ameryce, którym przed laty zachwycał się sam Jerzy Janicki, lwowianin z krwi i kości. To on napisał kiedyś, że język, którym na co dzień posługiwali się lwowianie, to nie gwara, lecz mowa lwowska. „I oto nagle z wyroku historii i kaprysu trzech facetów biesiadujących w Jałcie, wszystko się skończyło. Wypędzeni ze swego miasta lwowiacy wraz z tułaczym tobołem wywieźli i swój bałak. Jeszcze czas jakiś słychać go było na ulicach Bytomia, Gliwic, Zabrza i Wrocławia (także Przemyśla – przyp. J.M.), ale dziś już ich wnuki nie urywają się ze szkoły „na hinter”, a po prostu na wagary(…), chodzą, a nie „hulają”, piją wódkę zamiast „ćmagi”(…). Na szczęście są jeszcze ludzie, co nie uwierzyli w zgon bałaku. Wygrzebują go ze strychu niepamięci, otrzepują z kurzu zapomnienia i reanimują na różne sposoby”.
No i gra muzyka, bo to także jest wielka wartość tego festiwalu, za co organizatorom – jakby powiedział Jurek Janicki – „daj Boży zdrowi, a Matka Boska pieniędzy”. My zaś, pisząc o tym, uniknęliśmy dziś tekstu o pszenno-buraczanych politykach, o których lwowskie baciary na mur mówiliby per: hryć, zalewajko, kacap, cepaka, burmyło, funio itp.

Jan Miszczak

Leave a Reply

Your email address will not be published.