
Fot. Facebook/AMS
Jospin ma zaledwie 14 lat,
a na gitarze basowej gra, jakby to robił całe życie. Kiedy Hypolite siada do perkusji, nie można od niego oderwać wzroku.
A Christophe z gitarą elektryczną w rękach to już prawdziwy zawodowiec. Młodzi artyści zamierzają rozkołysać całą Polskę swą afrykańską energią. Koncertując zbierają fundusze na budowę pierwszej w Republice Środkowej Afryki szkoły muzycznej, której pomysłodawcą jest pochodzący z Konieczkowej br. Benedykt Pączka. Jeszcze można zzdążyć się
na ich występ na Podkarpaciu!
W sercu Czarnego Lądu nie żyje się łatwo. Republika Środkowej Afryki jest jednym z najbiedniejszych krajów świata i od lat jest targana zbrojnymi konfliktami. Kilka miesięcy temu po wyborach prezydenckich, grupy rebelianckie połączyły siły i rozpętały się walki. W ich centrum znalazł się brat Benedykt, a w klasztorze, w którym przebywa, schroniły się tysiące osób. Wtedy wszyscy usłyszeli o misjonarzu z Podkarpacia, który pozostał na miejscu wraz ze swoimi parafianami i ratował matki z dziećmi spod ostrzału. Zakonnik posługuje w Republice Środkowej Afryki od kilku lat. To on wpadł na pomysł, by młodym mieszkańcom stworzyć inne perspektywy. pokazuje dzieciom, że zamiast strzelać, można grać.
Instrumenty zamiast broni
African Music School brata Benka działa od 6 lat. Obecnie liczy około 100 uczniów w wieku od 6 – 7 do 18 lat. – Nasz główny cel to stworzenie miejsca, w którym utalentowane dzieci z ubogich rodzin otrzymają profesjonalną edukację muzyczną, a ta w przyszłości da im pracę – tłumaczy br. Benedykt Pączka, misjonarz z RŚA. Dzieciaki ćwiczą grę na różnych instrumentach, rozwijają swoje umiejętności, uczą się czytać nuty. A poza tym mogą tu liczyć na ciepły posiłek. Organizatorem projektu jest Fundacja AKEDA. – Muzyka jest szansą na to, żeby najmłodsi choć na chwilę zapomnieli o trudnej rzeczywistości. To taki mały początek, że zamiast broni biorą w swoje ręce instrumenty – przekonuje zakonnik, cytując motto, jakim kieruje się szkoła.
Przez ostatnie lata lekcje prowadzono na terenie klasztoru kapucynów. Od września ubiegłego roku zajęcia odbywają się w jeszcze nieukończonym budynku. Jak dziś wyglądają postępy prac?
– Skończyliśmy 5 klas na parterze, wylaliśmy strop. W tej chwili stawiamy mury pierwszego piętra, co zajmie kilka miesięcy. Potrzebujemy jeszcze 400 tys. zł, żeby ukończyć pierwsze i drugie piętro oraz przykryć je dachem – relacjonuje dyrektor szkoły.
Najlepsi z najlepszych
Dzięki wsparciu darczyńców pod koniec czerwca chłopcy wraz ze swoim dyrektorem przylecieli do Polski, aby pokazać, jak grają. W ciągu trzech miesięcy ma ich usłyszeć cała Polska. – To nasi najlepsi uczniowie. Są na bardzo dobrym poziomie muzycznym i mają wielki talent – nie kryje br. Benedykt. – Najmłodszy jest Jospin. Ma dopiero 14 lat, a już świetnie sobie radzi z gitarą basową. 16-letni Hypolite od 5 lat uczy się gry na perkusji. Myślę, że w przyszłości będzie świetnym zawodowym perkusistą. Z kolei jego równolatek – Saint Christop Matara gra na gitarze elektrycznej. W przyszłym roku wyleci na 5 tygodni do Stanów Zjednoczonych – nie kryje radości z sukcesów podopiecznego. Nastolatek otrzymał prestiżowe stypendium Berklee College of Music w Bostonie. To bardzo dobra szkoła, która kształci ludzi z całego świata. Wielu wybitnych muzyków chciałoby się tam znaleźć. Nietrudno się domyślić, z jakiego powodu poleci tam Christophe. – Udało mu się, bo pochodzi z ubogiego kraju, gdzie nie ma edukacji muzycznej, ale przede wszystkim ma ogromny potencjał. Będą się tam przyglądać jego talentowi i mam nadzieję, że po tym kursie zakwalifikują go na studia. Wierzę, że za kilka lat będzie słynnym muzykiem grającym na światowych scenach z cenionymi artystami – przewiduje.
Nie byłoby to możliwe, gdyby nie African Music School. W RŚA nie ma szkoły muzycznej, więc chłopcy nie mogli liczyć na nauczyciela. – Zaczynali prawie od zera. Ich postępy są niezwykłe Jak wszyscy nasi podopieczni, chłopcy bardzo chętnie się uczą. Dosłownie pochłaniają muzykę – podkreśla br. Benedykt.
Zarówno oni, jak i ich rodziny wierzą, że edukacja zapewni im lepsze jutro. – Już widzą, że pobyt w Polsce na pewno wiele zmieni nie tylko w ich życiu, ale i ich rodzin. Wszyscy żyją tą podróżą. Nikt z rodziców nie płacze, nie pyta: „Gdzie moje dziecko?”. Są przeszczęśliwi, że ich pociechy mogły wyjechać, że otrzymały konkretną formację i to wszystko zaprocentuje na ich przyszłość – mówi misjonarz.
Afrykańskie emocje
Podkreśla, że jego wychowankowie świetnie się czują w Polsce. – Pochłaniają nasza kulturę, czerpią od ludzi, którzy ich przyjmują, ale obawiam się jednego – powrotu. W Afryce jest nieco inaczej. Jedzą jeden posiłek. Tu mają trzy. Tam muszą pracować. Tutaj mogą sobie pozwolić na chwilę wolnego. Do tego mają zapewniony przejazd samochodem – wylicza.
Po raz pierwszy są w Europie. – Może nie było wielkiego szoku, ale zaskoczenie, np. kiedy okazywało się, że o godz. 21 jeszcze jest jasno, podczas gdy u nas o godz. 18 mamy już noc, albo gdy zobaczyli tramwaje czy samoloty. Patrząc na wyrazy ich twarzy, widziałem zdziwienie, czasem przerażenie, ale z drugiej strony zachwyt, radość – wymienia zakonnik.
Przekonuje, że nie przyjechał ze swoim zespołem odpoczywać, ale pracować. – Chcemy robić trzy rzeczy. Po pierwsze, formację dla naszych uczniów, którzy mają indywidualne lekcje ze świetnymi muzykami z Rzeszowa, a oprócz tego zajęcia z angielskiego. Po drugie, chcemy się zaprezentować na koncertach. A po trzecie zbierać fundusze na budowę szkoły – wylicza nasz rozmówca.
A czy młodzi artyści mają tremę przed występami w ojczyźnie swojego dyrektora? – I to dużą! Pamiętam pierwszy koncert. Byłem pewien, że są przygotowani, wcześniej wielokrotnie graliśmy utwory, a tu nagle chłopaki się mylą – śmieje się. – To z pewnością duży stres, kiedy widzą kilkaset białych ludzi. Wcześniej prawie nie mieli z nimi do czynienia. Pewnie zastanawiają się, jak są przez nich odbierani… Wszędzie, gdzie się pojawią pozostawiają po sobie niedosyt, bo publiczność chciałaby dłużej posłuchać muzyków, którzy zachwycają profesjonalizmem, a przede wszystkim zaangażowaniem. – Powtarzam im, że mają grać na sto procent, niezależnie od tego, czy występują dla 10, 20 czy 200 osób. A oni to po prostu dają z siebie wszystko – ocenia brat Benedykt. – Jesteśmy dumni!
Mieszkańcy Podkarpacia nadal mają szansę, by na żywo posłuchać Jospina, Hypolita oraz Christopha. W trakcie koncertów mogą nabyć płytę AMS pt. „Zamiast broni”, a także napić się pysznego cappuccino oraz przekazać wolne datki na dalszą budowę pierwszej w RŚA szkoły muzycznej.
Na co jeszcze może liczyć podkarpacka publiczność African Music School? – Przede wszystkim na dobrą dawkę afrykańskich emocji. Można potańczyć i posłuchać młodych ludzi, którzy pochodzą z biednego kraju, a którym udało się tutaj przyjechać – mówi br. Benedykt Pączka. – Ci 14- i 16-letni chłopcy grają jak profesjonalni muzycy!
Wioletta Kruk



3 Responses to "African Music School koncertuje na Podkarpaciu"