
Dziś postanowiłem ulać żółci na trzech bogaczy i ich zabawy oraz na jedną kanciarę.
Otóż za kilkadziesiąt minut od momentu, w którym to piszę, startuje kosmiczna wyprawa VSS Unity z Richardem Bransonem na pokładzie. Miała wystartować o 15.00 czasu polskiego, ale z jakichś tam powodów start przesunięto o 90 minut. Informacja:
„Pojazd zostanie wyniesiony na wysokość 15 tys. metrów przez dwukadłubowy samolot Eve (nazwany imieniem matki Bransona). Po osiągnięciu tej wysokości VSS Unity odłączy się od samolotu i uruchomi silnik rakietowy, który pozwoli mu osiągnąć wysokość 88 kilometrów. Następie silnik zostanie wyłączony, zaś pojazd odwróci się, pozwalając pasażerom przez kilka minut oglądać Ziemię z orbity. Po tym wszystkim VSS Unity powróci na Ziemię, na kosmodrom w Nowym Meksyku, z którego startował”.
W ten sposób Branson gra na nosie dwóm następnym bogaczom, Elonowi Muskowi i Jeffowi Bezosowi (który ostatnio, zostawszy z jakimś zupełnie monstrualnym majątkiem najbogatszym człowiekiem świata, zrezygnował z szefowania Amazonowi). Ci dwaj mieli być w kosmosie przed nim – a tu kicha.
Branson planował swój lot na listopad i nagle go przyspieszył; nikt nie ma wątpliwości, że chodzi tu o wyścig o miano pierwszego kosmicznego turysty lub pierwszego biznesmena w kosmosie.
No i otóż, szanowni państwo, mam to w głębokim poważaniu.
Wszystkie trzy loty nie mają najmniejszego znaczenia cywilizacyjnego i są tylko zaspokojeniem zachcianek i niezdrowych ambicji ludzi, którym nawet zrobiony z czystej platyny atomowy przyrząd do czyszczenia pępka nie zaimponuje.
Czyli wzdętych zer, wykształconych prostaków. O ileż innych mentalnie od Billa Gatesa, który swój także gigantyczny majątek w części chociaż przeznacza na cele pożyteczne społecznie. A tu nic, tylko próżność, próżność i chorobliwa ambicja.
Może i panu Bransonowi się uda. Ale zdobędzie tytuł, którego pewno nie będzie lubił: Pierwszego Kosmicznego Kutasa. Niniejszym mu go nadaję oficjalnie.
Zmieniając temat. Coś tak miesiąc temu wszystkie serwisy plotkarskie świata – i, niestety, nie tylko plotkarskie – obiegła sensacyjna wiadomość o porodzie rekordowych wieloraczków. Gosiame Thamara Sithole z RPA urodziła otóż jakoby 7 czerwca dziesięcioro dzieci w jednym miocie, ustanawiając tym samym rekord świata na najbardziej liczną ciążę mnogą.
Ale… 9 czerwca władze prowincji Gauteng, w której mieszka Sithole, przekazały do informacji publicznej, że żaden szpital w tym regionie, publiczny ani prywatny, nie zarejestrował przyjęcia pacjentki, która miałaby urodzić dziesięcioraczki.
Wszystko to kit, zawracanie głowy i próba naciągnięcia ludzi na pomoc rzekomej wieloródce. Badacze fake newsów potwierdzili: nabrano świat. Nie po raz pierwszy i nie po raz ostatni.
Nie tylko czysta polityka jest obrzydliwa.
Bogdan Miś, matematyk, informatyk oraz wybitny polski dziennikarz prasowy i telewizyjny. Obecnie na emeryturze.



One Response to "Daję sobie spokój (na dobę?) z polityką"