
Na początku czerwca rząd ogłosił projekt propozycji średniorocznych wskaźników wzrostu wynagrodzeń w państwowej sferze budżetowej na 2022 r. Zakłada on, że w przyszłym roku pracownicy sektora publicznego nie mogą liczyć na podwyżki. W praktyce – z powodu szalejącej inflacji – oznacza to de facto obniżkę. W środowisku irytacja miesza się ze złością. To może być niebezpieczna mieszanka, bo coraz głośniej mówi się o protestach. W zeszłym roku rządowi nie udało się przeforsować zamrożenia płac w budżetówce, ale w tym roku przydałyby się oszczędności. Decyzja dotknie około 565 tys. osób. Według prognoz rządu, tyle ma być zatrudnionych przez państwo w 2022 r.
Związek Zawodowy Prokuratorów i Pracowników Prokuratury na swoim profilu facebookowym umieścił post z hasłem „Nie ma zgody na zamrożenie płac w 2022 r.”, ostrzegając, że może to doprowadzić do protestu. Rada Główna tego związku kilka miesięcy temu opublikowała oświadczenie, w którym podkreśliła, że zamrożenie wynagrodzeń ma swoje uzasadnienie jedynie w wypadku recesji oraz braku inflacji, a w każdym innym prowadzi do obniżenia siły nabywczej wynagrodzeń. Podobne działanie w latach 2009 – 2015 wywołało największy w historii wymiaru sprawiedliwości kryzys, który przerodził się w falę wielomiesięcznych akcji protestacyjnych. Równie złe nastroje panują wśród medyków, mundurowych, urzędników czy nauczycieli. Nie dość, że w czasie pandemii nie otrzymali żadnych programów wsparcia, to jeszcze nałożono na nich nowe obowiązki.
Podgrzewanie temperatury nieugaszonych sporów
Już 19 maja przedstawiciele największych central związkowych – Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych, Forum Związków oraz NSZZ Solidarność – przedstawili wspólne postulaty, domagając się podwyżki płac. W środę osobny komunikat w tej sprawie opublikowało kierownictwo OPZZ. „Obecny poziom płac zmniejsza atrakcyjność pracy w sferze budżetowej, co prowadzi do erozji kadr w sektorze publicznym i hamuje rozwój państwa” – stwierdzono. Jak się okazuje, ostatnia podwyżka nie zrekompensowała pracownikom budżetówki wieloletniego zamrożenia ich wynagrodzeń. „Wbrew deklaracjom rządzących państwo wciąż nie podniosło w sposób znaczący wynagrodzeń osób zatrudnionych w instytucjach publicznych i nie prezentuje się jako pracodawca, oferujący atrakcyjne miejsca pracy. W wielu jednostkach budżetowych wysokość przeciętnej płacy jest niższa od średniego wynagrodzenia w gospodarce narodowej” – zaalarmowano.
Związkowcy podkreślają zależność pomiędzy poprawą jakości funkcjonowania państwa a wzrostem ich wynagrodzeń. „Przyjazne podatnikom urzędy i sądy, wysokiej jakości opieka zdrowotna i edukacja oraz bezpieczeństwo są niezbędne, aby Polska była państwem postępowym, innowacyjnym i konkurencyjnym. Nie da się osiągnąć tych celów bez zagwarantowania pracownikom sfery budżetowej godnych wynagrodzeń” przekonuje kierownictwo OPZZ.
Nie milczy też „Solidarność”. – Jest stanowisko całego związku, w którym sprzeciwiono się zamrożeniu wynagrodzeń w tym roku, a także zażądano 12-procentowego wzrostu dla pracowników państwowej sfery budżetowej. Nie ma w tej kwestii oficjalnego stanowiska w regionie, ale oczywiście będziemy wspierali kolegów w tych dążeniach – mówi Roman Jakim, przewodniczący Zarządu Regionu Rzeszowskiego NSZZ „Solidarność”. – Od dłuższego czasu obserwujemy, że w przypadku płac pracowników zatrudnionych w sferze budżetowej, ale i samorządowej nie dzieje się dobrze. Minimalne wynagrodzenie wzrasta, natomiast płace pozostałych pracowników już nie. W efekcie bardzo niebezpiecznie zbliżamy się do ich niekorzystnego spłaszczenia – zauważa. A jak przekonuje, pracownicy merytoryczni, na których spoczywa duża odpowiedzialność, powinni zarabiać odpowiednio więcej. – Ich zarobki muszą być proporcjonalne do kwalifikacji. W przeciwnym razie najlepsi pracownicy przestaną być zainteresowani pracą w administracji – ocenia Roman Jakim.
Przewiduje, że jeśli ludzie wyjdą na ulice, związkowcy z Podkarpacia zapewne przyłączą się do protestów. – Jaka będzie ich skala? Trudno przewidzieć. To już będzie zależeć od pracowników tej sfery – stwierdza Roman Jakim.
– Forum Związków Zawodowych nie znajduje konstruktywnego uzasadnienia dla propozycji strony rządowej, wedle której około 565 tys. pracownic i pracowników zatrudnionych w państwowej sferze budżetowej miałoby w 2022 roku nie otrzymać podwyżki – zauważa z kolei Dorota Gardias, przewodnicząca FZZ. – Zamrożenie płac w PSB to kolejny odważny krok w kierunku podgrzewania temperatury nieugaszonych jak dotąd sporów oraz wyraźnie wybrzmiewająca deklaracja niechęci do zaspokojenia podstawowych potrzeb zatrudnionych w tzw. budżetówce – podkreśla.
wk



6 Responses to "W budżetówce wrze. Pracownicy wyjdą na ulice?"