Gdzie są słynne „SEKSTAŚMY”? Co wiedział Wojciech J. i dlaczego musi milczeć

Marek Kuchciński wytoczył proces posłowi Andrzejowi Rozenkowi z Lewicy, który na podstawie relacji Wojciecha J., byłego agenta CBA, odsłonił kulisy tzw. Afery Podkarpackiej i rzekomych „Sekstaśm Kuchcińskiego”. Tymczasem kilka dni temu Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego zatrzymała byłego funkcjonariusza, który miał zeznawać w tej sprawie. Fot. Wit Hadło

Wojciech J., były agent CBA, został kilka dni temu zatrzymany przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Stało się to tuż przed tym, gdy miał jako świadek zeznawać w głośnym procesie, jaki były marszałek Sejmu, Marek Kuchciński (PiS) wytoczył posłowi Andrzejowi Rozenkowi z Lewicy, który na podstawie relacji byłego funkcjonariusza odsłonił kulisy tzw. Afery Podkarpackiej. Śledczy z Prokuratury Okręgowej Warszawa – Praga zarzucają Wojciechowi J. „ujawnienia lub wykorzystania informacji niejawnej” o różnych klauzulach. Wojciechowi J., który podtrzymuje, iż uzyskał informacje kompromitujące byłego marszałka Sejmu, grozi do 5 lat pozbawienia wolności.

O zatrzymaniu przez kontrwywiad byłego agenta CBA, Wojciecha J., poinformowała kilka dni temu stacja TVN24. To ona też w kwietniu 2019 roku w programie „Czarno na białym” ujawniła całą aferę związaną z byłym agentem służb antykorupcyjnych i ówczesnym marszałkiem Sejmu RP, Markiem Kuchcińskim. Wojciech J. swą karierę w CBA rozpoczął po tym, jak po wyborach w 2015 roku PiS przejęło władzę. Został dokładnie „prześwietlony” przez nową władzę i uznano go za osobę godną zaufania do tego stopnia, że, jak donosi TVN24, miał od namaszczonego przez PiS na nowego szefa CBA, bliskiego współpracownika Mariusza Kamińskiego, Ernesta Bejdy, otrzymać specjalne uprawnienia. Pozwalały mu one żądać wszystkich informacji gromadzonych w delegaturach CBA nawet bez zgody ich szefów i ściągać materiały z baz danych. Dokument potwierdzający ten fakt dziennikarze „Czarno na białym” pokazali opinii publicznej we wspomnianym materiale z wiosny 2019 r.

Miał szukać haków na byłe szefostwo CBA

Wojciech J. nie otrzymał specjalnych uprawnień, by działać sobie a muzom. Ernest Bejda miał mu zlecić bardzo ważne zadanie, zwane wręcz misją. J. miał szukać „haków” na poprzednie kierownictwo CBA, czyli na inspektora Pawła Wojtunika i byłych dyrektorów delegatur oraz na kierującego w latach 2008 – 13 Agencją Bezpieczeństwa Wewnętrznego gen. Krzysztofa Bondaryka. W celu znalezienia wspomnianych „haków” agent Wojciech J. miał odwiedzać m.in. agencje towarzyskie na Podkarpaciu.

Znalazł nie to co trzeba?

Jednak zamiast materiałów kompromitujących Wojtunika i gen. Bondaryka, zaufany agent PiS-u miał – jak przekazał dziennikarzom TVN24 – znaleźć informacje i nagrania kompromitujące ówczesnego marszałka Sejmu RP, pochodzącego z Przemyśla bliskiego współpracownika Jarosława Kaczyńskiego, Marka Kuchcińskiego. Jak podtrzymywał Wojciech J., miał on zdeponować w służbowej kasie pancernej płytę z nagraniem kompromitującym Kuchcińskiego, którą otrzymał od tajemniczego informatora i o wszystkim zawiadomić szefostwo CBA. Tyle, że wkrótce nagranie z kasy pancernej tajemniczo zniknęło, a J. zaczął mieć „pod górkę” w służbie. Nie został z niej jednak wydalony, ale sam odszedł po tym, jak zaproponowano mu trzy kolejne stanowiska, których nie zdecydował się objąć. Poinformowała o tym w TVN24 adwokatka Wojciecha J., mec. Beata Bosak-Kruczek.
Już po odejściu J. z CBA jego dawni koledzy ze służb antykorupcyjnych mieli się z nim kontaktować i próbować skłonić go, by ten „wyciągnął” od swego tajemniczego informatora kopię nagrania kompromitującego Marka Kuchcińskiego. Wojciech J. nagrał tę rozmowę, w której mowa była m.in. o pieniądzach dla wspomnianego informatora w zamian za przekazanie kopii nagrania.

Zatrzymany tuż przed tym, jak miał zeznawać jako świadek

Tymczasem poseł Lewicy i dziennikarz Andrzej Rozenek na łamach tygodnika „Nie” obszernie opisał całą aferę związaną z informacjami, jakie J. zdobył na temat marszałka Kuchcińskiego. Ten stanowczo publicznie zaprzeczył wszelkim doniesieniom na ten temat, a Rozenkowi wytoczył proces o ochronę dóbr osobistych. I właśnie w tymże procesie jako świadek miał kilka dni temu zeznawać Wojciech J. Miał, bo ostatecznie nie dotarł do sądu, gdyż został zatrzymany przez funkcjonariuszy ABW w związku z zarzutami, które postawiła mu Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga. Jak poinformowała TVN24, chodzi o art. 265. i 266. kodeksu karnego. Oba dotyczą „ujawnienia lub wykorzystania informacji niejawnej” o różnych klauzulach tajności. Można za to trafić za kratki nawet na 5 lat.

Wojtunik: – Zarzuty to dowód, że mówił prawdę

Zatrzymanie Wojciecha J. jest, zdaniem byłego szefa CBA – inspektora Pawła Wojtunika, dowodem na to, że to, o czym wcześniej mówił eksagent, jest prawdą. – Skoro prokuratura stawia zarzuty o ujawnienie tajemnicy służbowej, to wskazuje, że relacja Wojciecha J. jest prawdziwa – skomentował na antenie TVN24 Wojtunik.
Z powodu absencji na rozprawie Kuchciński kontra Rozenek, ta „spadła” z wokandy i odroczono ją do 19 października br.
– Termin spadł z wokandy ze względu na to, że świadek się nie stawił. Nie mógł się stawić, gdyż został zatrzymany. Ja w przypadki nie wierzę – stwierdził w TVN24 Andrzej Rozenek. Jak poinformowała pełnomocniczka Wojciecha J., mec. Beata Bosak-Kruczek, teraz skupia się ona na tym, by jej klient odpowiadał na zarzuty prokuratury z wolnej stopy.

Monika Kamińska

6 Responses to "Gdzie są słynne „SEKSTAŚMY”? Co wiedział Wojciech J. i dlaczego musi milczeć"

Leave a Reply

Your email address will not be published.