Nie można wyciąć niebezpiecznego drzewa?

Tak wygląda uszkodzona przez piorun i stwarzająca zagrożenie brzoza. Fot. Archiwum

Uszkodzone przez piorun drzewo, którego nie można szybko wyciąć, a które stwarza zagrożenie – z takim problemem od niedzieli mierzy się pani Sylwia z Rzeszowa. Jak tłumaczy, w celu interwencji kontaktowała się z wieloma podmiotami, lecz cały czas odbija się od ściany. – Brzoza może w każdej chwili runąć – alarmuje.

Z naszą redakcją skontaktowała się pani Sylwia, mieszkanka Rzeszowa, która prosi o pomoc w dość niecodziennej sytuacji. Jak słyszymy, w minioną niedzielę w drzewo rosnące na dzierżawionej przez nią działce przy ul. Krokusowej na Zalesiu uderzył piorun. Kilkunastometrowa stara brzoza uległa zniszczeniu, popękała i zerwana została z niej kora. Pani Sylwia szybko zawiadomiła Straż Pożarną. – Patrząc na drzewo od razu zaczęłam się obawiać, że jest ono zniszczone i w każdej chwili może się złamać, stwarzając zagrożenie dla sąsiadów – tłumaczy. Straż Pożarna poinformowała, że ponieważ drzewo znajduje się w środku ogrodu, nie ma możliwości wjechania na jego teren np. podnośnikiem czy zwyżką i następnie wycięcia brzozy. – To było dziwne zachowanie w obliczu problemu – słyszymy.
Także i kolejny telefon, tym razem do Straży Miejskiej, niewiele dał. Pani Sylwia usłyszała, że w takich sytuacjach trzeba kontaktować się z Zarządem Zieleni Miejskiej. – Tak też zrobiłam. Od ZZM usłyszałam, że jako iż brzoza uległa zniszczeniu na terenie dzierżawionym, to kwestia uporządkowania terenu należy do dzierżawcy. Dowiedziałam się ponadto, że jeżeli chcę usunąć drzewo, muszę napisać wniosek z prośbą do Biura Gospodarki Mieniem. Następne pismo będą musiała wystosować także do Urzędu Marszałkowskiego, które wydaje decyzje w tej sprawie. Co jest najgorsze w tym wszystkim? To, że cały czas odbijam się od ściany. Uszkodzona brzoza rodzi realne niebezpieczeństwo, a nie otrzymałam szybkiej pomocy. Wysyłanie pism i czekanie na odpowiedź może trwać wiele tygodni – irytuje się pani Sylwia.

Biurokracja i strata czasu

Co na to Straż Miejska, Zarząd Zieleni Miejskiej i BGM Rzeszów? – Osoba dzierżawiąca działkę, na której znajduje się uszkodzone drzewo, musi zwrócić się do BGM z prośbą o interwencję. Następnie wizja lokalna pozwoli odpowiedzieć na pytanie, czy drzewo uda się uratować, czy wymaga pielęgnacji, przycięcia gałęzi czy może jednak wycięcia. Zgodę w tym zakresie wydaje Urząd Miasta Rzeszowa oraz Urząd Marszałkowski
– mówi Maciej Chłodnicki, rzecznik prezydenta Rzeszowa. Taka sytuacja rodzi jednak stratę czasu oraz biurokrację. – Wydawanie decyzji rzeczywiście może chwilę potrwać, ale tak wyglądają procedury – słyszymy.
Pani Sylwia skontaktowała się we wtorek z Urzędem Marszałkowskim, gdzie usłyszała, że w przypadku usunięcia drzewa w sytuacjach uzasadnionych stanem wyższej konieczności nie wymierza się kary. My z kolei sięgnęliśmy do przepisów Ustawy o ochronie przyrody. W ustępie 7. art.89. sprecyzowano, że „W przypadku usunięcia albo zniszczenia drzewa lub krzewu, albo uszkodzenia drzewa w okolicznościach uzasadnionych stanem wyższej konieczności, nie wymierza się administracyjnej kary pieniężnej.” Wniosek? Zniszczone drzewo można wyciąć, lecz większość organów nie chce tego uczynić, a nawet nie wspomina o takiej możliwości. To problem, który dotyczy wielu osób.

Kamil Lech

11 Responses to "Nie można wyciąć niebezpiecznego drzewa?"

Leave a Reply

Your email address will not be published.