Do lasa!

Człowiek ciągnie do natury, natura zaś do człowieka nie bardzo. Wystarczy kawałek zieleni, rzeczka jakaś, żeby zaraz tłumy weekendowiczów obierały tam ze skorupek jajka na twardo. Całe szczęście, że coraz rzadziej zacne damy opalają się w bieliźnie różowej, bo ten widok wraz z jajkami na twardo płoszył nawet ryby, cudem nie przytrute fenolem lub innymi ściekami. Ciągle jednak się zdarza, że weekend ma charakter indiańskiej orgii.
Towarzystwo męsko-damskie, w liczbie osób sześć, po trzy z każdej płci, ruszyło w niedzielę do lasu. Program wypoczynku składał się w zasadzie z trzech punktów: 1. alkohol, 2. seks, 3. przyroda.
Ten ostatni punkt wynikał z konieczności, bo jeśli jest się w lesie, to nawet mimo woli oddycha się świeżym powietrzem i spojrzy czasem, choćby na sosnę, a także śpiewu ptaszków nie da się uniknąć, lecz najwyżej przygłuszyć chóralnym pytaniem skierowanym do górala, czy mu przypadkiem nie żal…
W pięknym parowie towarzystwo rozłożyło koce oraz papierowe serwety. Z nylonowych siatek wyjmowano kiełbasę, ogórki, chleb i jajka oraz sól do smaku. Wódki nie wyjmowano, bo od dawna już była pod ręką.
– No to pod tę sielankę – krzyknął Wojciech P. i wszyscy wypili po całym.
Nie, nie wszyscy, Czesław W. umoczył tylko usta i wziął się za kiełbasę.
– Coś ty tu jeść przyszedł? – zapytał go Józef K.
– Nie mogę pić, nie służy mi – usprawiedliwił się abstynent, ale nikt mu nie uwierzył, oczywiście.
Zofia G., Jadwiga J. i Halina Z. zaśmiały się perliście.
– Jak ci wódka nie służy, to ty służ wódce – żartowała Jadzia i poprosiła o repetę.
Nalano następną porcję, kieliszek Czesława W. uzupełniono. Wszyscy teraz mieli tego Ceśka na oku.
Do lasa przyjechał na weekend, z towarzystwem mieszanym i pić nie chce. Głupi jakiś, albo inżyniera struga. Że też zawsze musi się znaleźć jakaś czarna owca.
Po kilku kolejkach dali mu jednak spokój, ponieważ przystąpili do drugiego punktu programu, czyli do seksu. Tylko Czesław W. pozostał na miejscu, no i z konieczności pozostała też Halina Z.
Po godzinie towarzystwo znów było razem. Dwie dziewczyny uśmiechnięte, Halina Z. zasępiona.
– Popatrzcie! – wrzasnął Józef K. – Oni się w ogóle stąd nie ruszali!
– Dajcie mu spokój – ujęła się za Czesławem Zofia G.
– Jeśli on nie może…
– „Morze, nasze morze “… -podchwycił Józef K. i solo zaśpiewał w lesie o morzu. Następnie opróżniono trzecią butelkę i wszyscy doszli do wniosku, że warto by zapalić ognisko. Po chwili płomień buchnął w górę.
– „Płonie ognisko w lesie”… – zaintonował Wojciech P. tę ulubioną piosenkę harcerzy i piromanów.
– Juhuuuu! – rozległy się indiańskie okrzyki i zaczęto skakać przez ogień.
Kto przeskoczył, dostawał następną porcję wódki. No więc skakali wszyscy, z wyjątkiem Czesława, który coraz bardziej podpadał.
Atmosfera była z każdą minutą weselsza, nad Haliną chciał się ulitować Józef K., za co dostał po pysku od Jadwigi J., czwartą butelkę opróżniono pod smażoną na patyku kiełbasę, piąta zaś miała być na deser.
Wreszcie Józef K. ogłosił się wodzem Siuksów i zaśpiewał: „Śmierć bladej twarzy…”. – .
Niech się usmaży! – chórem poparli go Siuksowie.
Jadwiga J. rzuciła się na wystraszonego Czesława W. i
– zaczęła związywać mu ręce splecionym z gałązek powrozem. Pomagali jej w tym wszyscy, tak dla żarciku, ale
blada twarz broniła się dzielnie. W pewnej chwili wyrwała się nawet z niewoli, uderzając w zamieszaniu Józefa K. nogą w pierś.
„Wodzowi” przytkało na chwilę oddech, ale gdy tylko chwycił powietrze, grzmotnął Czesława W. jak sam Old Surehand. Abstynent upadł na wznak, a wtedy Józef K. podciągnął go do ogniska i wspólnie z „przyjacioły” zaczął przypiekać.
– Przestań – krzyknęła Halina Z. – bo powietrze spalenizną zanieczyścisz!
Przypiekany ocknął się i wrzeszcząc z bólu rzucił się do ucieczki. Nikt jednak za nim nie gonił.
Uznano bowiem, że został już wystarczająco ukarany za tę swą niechęć do dziewczyn i alkoholu.
Czesław W. przygodnym samochodem dojechał do stacji pogotowia, gdzie stwierdzono u niego poparzenia II stopnia i założono opatrunki. Następnego dnia złożył on wizytę prokuratorowi i podyktował do protokołu przebieg tej smutnej dlań niedzieli.
Należy się spodziewać, że przynajmniej niektórzy z uczestników opisanego weekendu zostaną przeniesieni do rezerwatu…

Jan Miszczak

Leave a Reply

Your email address will not be published.