Pisarz będzie mówił w sprawie tajemniczych śmierci

Jak powiedział nam Henryk Nicpoń, książka, nad którą pracuje wspólnie
z byłym policjantem Tadeuszem P., kończy się na 1986 roku. pisarz nie podejmuje więc w niej tematu zaginięcia Marka Pomykały, który w 1997 roku wyszedł z domu i ślad po nim zaginął. Z ustaleń śledczych wynika jednak, że może mieć informacje w tej sprawie. Fot. Archiwum rodzinne

Henryk Nicpoń, rzeszowski historyk, dziennikarz i pisarz, będzie współpracował z Prokuraturą Okręgową w Krakowie, która prowadzi śledztwo w sprawie o zabójstwo milicjanta Krzysztofa Pyki i sanockiego dziennikarza Marka Pomykały. Wcześniej, zasłaniając się tajemnicą dziennikarską, odmawiał udzielania jakichkolwiek informacji, a według ustaleń śledczych wiedza, jaką posiada, może przyczynić się do rozwikłania obu spraw.

Śledztwo w sprawie zaginięcia Marka Pomykały i śmierci Krzysztofa Pyki od 31 grudnia ubiegłego roku prowadzi Wydział I Śledczy Prokuratury Okręgowej w Krakowie we współpracy z krakowskim Archiwum X. Obie sprawy toczą się z artykułu 148. par. 1 kodeksu karnego, który dotyczy zabójstwa. To już trzecie podejście organów ścigania do próby rozwikłania zagadki obu tych tajemniczych spraw; wcześniejsze śledztwa kończyły się umorzeniem. Przyczyn i okoliczności śmierci milicjanta Pyki, ani zaginięcia Marka Pomykały do dzisiaj nie udało się wyjaśnić. Nie znaleziono także ciała sanockiego dziennikarza.
Krakowscy śledczy pracujący nad sprawą ustalili, że Henryk Nicpoń może posiadać istotne informacje w obu tych sprawach. Dziennikarz i pisarz od 2016 roku pracuje nad książką, która powstaje na podstawie wspomnień i relacji emerytowanego policjanta Tadeusza P., który w połowie lat 80. pełnił funkcję wicekomendanta leskiej milicji.

W e-mailu przyznał się do zbrodni

W 2016 roku Tadeusz P. wysłał do krośnieńskiego wydawnictwa Ruthenus e-mail z propozycją napisania książki, którą będzie bazować na jego wspomnieniach dotyczących wydarzeń, jakie miały miejsce w Bieszczadach w czasie, kiedy sprawował tam służbę. W wiadomości, do której treści dotarliśmy, były funkcjonariusz przyznaje się do spowodowania pod wpływem alkoholu śmiertelnego wypadku w Łączkach pod Leskiem oraz „usunięcia” dwóch osób, „milicjanta i osoby stojącej kilka metrów od wypadku”, które były bezpośrednimi świadkami tego wypadku. Funkcjonariusz nigdy nie odpowiedział za zbrodnie, których miał się dopuścić, bo jak napisał w e-mailu, „przy wybitnej pomocy resortu MSW” udało się zamieść sprawy pod dywan”, a pomagać w tym mieli: „późniejszy szef prokuratury, milicjanci oraz ich przełożeni, ówczesny aplikant prokuratorski, a późniejszy prezes sądu oraz naczelnik WUSW Krosno”.
Dlaczego Tadeusz P. zdecydował się o tym wszystkim opowiedzieć? Bo, jak pisze w e-mailu: „Z uwagi na przedawnienie w dniu dzisiejszym bez obaw o pociągnięcie do odpowiedzialności można opowiedzieć i zrzucić z siebie jarzmo tych czynów i 30 lat jarzma życia w oczekiwaniu na karę lub przedawnienie”.

Henryk Nicpoń jest autorem książek o Bieszczadach. Od 2016 roku pracuje m.in. nad sprawą wypadku w Łączkach i tajemniczej śmierci milicjanta Krzysztofa Pyki oraz związku, jaki z tymi wydarzeniami miał mieć były policjant, Tadeusz P. Fot. Wit Hadło

Pisarz zwolniony z tajemnicy dziennikarskiej

W maju Prokuratura Okręgowa w Krakowie wystąpiła do Sądu Okręgowego w Krośnie z wnioskiem o zwolnienie Henryka Nicponia (i Jana Joniaka, byłego dziennikarza, który w 2016 roku jako pierwszy opisał kulisy wypadku z udziałem Tadeusza P. w Łączkach) o zwolnienie ich z tajemnicy dziennikarskiej. Sąd pozytywnie rozpatrzył ten wniosek.
Henryk Nicpoń od decyzji krośnieńskiego sądu odwołał się do Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie, który odrzucił jego wniosek i podtrzymał wcześniejsze orzeczenie. Jak poinformował nas prokurator Krzysztof Dratwa z Prokuratury Okręgowej w Krakowie, mimo prawomocnej decyzji sądu, pisarz nadal odmawiał ujawnienia jakichkolwiek informacji.
Kiedy rozmawialiśmy w marcu, pisarz potwierdził nam, że Tadeusz P. przyznał mu się do spowodowania w 1985 roku wypadku pod wpływem alkoholu i zabicia milicjanta Krzysztofa Pyki. Miał mu też wskazać miejsce, gdzie tego dokonał.

Śledczy zabezpieczyli fragmenty książki

To dlatego w lipcu do jego mieszkania wkroczyli policjanci z wydziału dochodzeniowo-śledczego Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie. Zabezpieczyli: komputer, dyktafon, pendrive, aparat fotograficzny i telefon komórkowy. Jak potwierdził nam Henryk Nicpoń, w komputerze znajdowały się fragmenty książki, którą pisze m.in. w oparciu o wspomnienia byłego policjanta, Tadeusza P. Szczegółowych informacji na temat zawartości książki jednak nie zdradza. Nośniki danych, jak informowała Super Nowości prokurator Dratwa, zbadają biegli z zakresu informatyki.

Pisarz będzie mówił

Henryk Nicpoń nie został jeszcze przesłuchany, ale jak powiedział Super Nowościom, zdecydował, że będzie współpracował z krakowską prokuraturą i śledczymi. – Mimo że nie podoba mi się orzeczenie sądu, muszę mu się podporządkować – oznajmił i dodał: – Nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, jak wielkim obciążeniem dla posługi kapłańskiej jest tajemnica spowiedzi. Dziennikarz w ramach swej służby społeczeństwu też musi być wierny tajemnicy dziennikarskiej i postępować zgodnie z prawem. Postanowienie sądowe zdejmuje z jego osoby tajemnicę dziennikarską i ze względu na szacunek do prawa musi je uszanować. Dlatego nie mam innego wyjścia, jak przekazać prokuraturze wszystkie informacje, jakie posiadam w sprawie sprzed ponad 30 lat – powiedział nam Henryk Nicpoń.

Zginął, bo wiedział za dużo?

Marek Pomykała w nocy z 29 na 30 kwietnia w 1997 roku wyszedł z domu i ślad po nim zaginął. Kilka miesięcy przed zaginięciem miał powiedzieć swojemu koledze, że pracuje nad sprawą wypadku w Łączkach, który spowodował „wysoko postawiony funkcjonariusz”. Dziennikarz przed wyjściem z mieszkania dzwonił do ówczesnego komendanta wojewódzkiego policji w Krośnie i jego zastępcy. O czym rozmawiali? Tego nie udało się ustalić, obaj funkcjonariusze zasłaniają się niepamięcią. Ciała dziennikarza do dzisiaj nie znaleziono.
W 2012 roku były funkcjonariusz miał się przyznać kochance Wioletcie Z. do zamordowania dziennikarza. Z jej relacji wynika, że miał zwabić go do swojego domku w Wołkowyi, tam udusić i ciało zakopać w pobliskim lesie. Śledztwo, które było prowadzone w tej sprawie przez Prokuraturę Okręgową w Rzeszowie w latach 2014–2015, został umorzone. Prokurator prowadząca sprawę nie przesłuchała byłego funkcjonariusza, nie zleciła też przeszukania miejsca, gdzie, według relacji Wioletty Z., miał zginąć Marek Pomykała.
Zrobili to dopiero w tym roku śledczy z Krakowa. Zabezpieczone podczas przeszukania posesji i jej sąsiedztwa materiały badał m.in. biegły z zakresu entomologii.
Krakowska prokuratura ze względu na dobro śledztwa nie ujawnia żadnych informacji w sprawie. Śledztwo trwa.

Martyna Sokołowska

6 Responses to "Pisarz będzie mówił w sprawie tajemniczych śmierci"

Leave a Reply

Your email address will not be published.