
Jedna z zacnych przemyskich rodzin dała do gazety ogłoszenie treści następującej: „Poszukuje się niani do 2-letniej dziewczynki. Warunki do omówienia”. I tu podano adres i numer telefonu.
W dwa dni po ukazaniu się tego anonsu zgłosiła się dziewczyna, blondynka, lat około 20, schludna, zadbana. Państwo ją sobie obejrzeli, a raczej zmierzyli wzrokiem, pytali, czy lubi dzieci (lubiła), czy nie jest latawicą (nie była), czy jest religijna (była) i czy wpojono w nią poszanowanie dla czystości i porządku (wpojono).
Państwo Zofia i Bogdan S. trochę się krzywili, że za młoda, chłopa sobie poszuka i jeszcze będą kłopoty, ale gdy dziewczę rzekło, że może pracować za 600 zł miesięcznie, w tym także prać dziecka rzeczy – to zmiękli i zawarli z nią umowę. Od 15 czerwca miała podjąć pracę i opiekować się małą Magdalenką i rzeczywiście pracę podjęła, zachowywała się skromnie, dbała o dziecko i prała dość starannie.
– Dobra dziewczyna – orzekła Zofia S. i mąż jej przytaknął.
Minęły dwa miesiące, gdy Bogdan S. powiedział żonie, że przyłapał Teresę (tak jej było na imię), jak wyżerała dziecku budyń z sokiem malinowym.
– Zaczerwieniła się, gdy mnie ujrzała – powiedział mąż – i później próbowała się usprawiedliwiać, że niby kosztuje tylko, czy Magdalence będzie smakować. Trzeba by z nią porozmawiać…
– To porozmawiaj – odrzekła żona. – Teraz tak trudno o POMOC, że ja wolę z nią nie zaczynać.
– Dobrze – zgodził się. – Porozmawiam przy okazji…
Pani domu dziwiła się ogromnie, że ta Tereska nie podoba się jej małżonkowi. Była przecież miła, ładna nawet, polubiła dziecko i wydawała się nie interesować w ogóle płcią odmienną od swojej.
-To duża zaleta – oceniła Zofia S. – Inna mogłaby diabli wiedzą co przynieść do domu i jeszcze okraść…
Bogdanowi S. nie trafiało to jakoś do przekonania i czuł wyraźną awersję do Bogu ducha winnej dziewczyny.
– Ty byś zaraz chciała – wypominał żonie – żeby się puszczała i kradła. A mnie denerwuje u niej ten jakiś sielski spokój, graniczący z bezmyślnością. Czy ty nie zdajesz sobie sprawy, że nasze dziecko częściej przebywa z nianią niż z nami? Od kogo ma się czegokolwiek nauczyć?
– Jeśli tak uważasz, to poświęć dziecku więcej czasu – pouczała go żona – i rozglądnij się za inną. Ja uważam, że ta dziewczyna jest zupełnie przyzwoita…
– Jeśli ty tak u w a ż a s z , to ja się nie wtrącam.
I Tereska nadal niańczyła Magdalenkę, pani ją chwaliła, pan zrzędził…
– Pani Zosiu, pani Zosiu! Co za bezwstydne dziewczę trzyma pani w domu? – sąsiadka Zofii S. była wyraźnie oburzona.
– O co chodzi? – zdziwiła się pracodawczym Tereski.
– Wczoraj widziałam przez okno, jak rozbierała się przy zapalonych światłach i nawet się nie zasłoniła, gdy pani mąż wszedł do pokoju. Tylko podeszła do okna i opuściła story. I nic już nie mogłam zobaczyć – dodała z rozgoryczeniem.
Zofia S. trochę pobladła, ale opanowała się szybko i powiedziała, że Tereska jest trochę tępawa, więc trzeba jej wiele wybaczyć. Ale pomyślała sobie inaczej i po powrocie do domu patrzyła niezwykle bacznie na męża i dziewczynę. Nic jednak podejrzanego nie dostrzegła, a Bogdan S. powiedział nawet, że ta Tereska to jednak straszny tłuk.
Zofia S. postanowiła przeprowadzić eksperyment.
Któregoś dnia wyszła z domu i po pewnym czasie zatelefonowała z najbliższej budki, oznajmiając mężowi, że spotkała Kazików (ich wspólnych znajomych) i że wpadła do nich na chwilę, która to chwila wyniesie około godziny lub dwóch, a dzwoni dlatego, żeby się mężulek nie denerwował.
– Dobrze, że zadzwoniłaś – powiedział mąż i cmoknął do słuchawki.
W 15 minut później Zofia S. błyskawicznie otworzyła drzwi, wbiegła do pokoju i… krzyknęła z oburzenia. Szatki męża i Tereski leżały – w nieładzie zresztą – na fotelu! Innymi słowy, w pokoju panował bałagan.
Nie on jednak tak zeźlił zdradzoną małżonkę, która, gromko krzycząc, rozpoczęła bitwę z jej roznegliżowanymi przeciwnikami. Wielki bojowy duch wstąpił w Zofię S., w powietrzu fruwały różne przedmioty, trafiając także w szyby, które z hukiem leciały na ulicę.
– Nie podobała mu się, obłudnikowi! – słychać było narzekania żony. – Do dziecka przyszła, a z dzieckiem wyjdzie!
Dopiero przyjazd radiowozu położył kres temu dramatycznemu w konsekwencjach epizodowi.
Z dobrze poinformowanych kół towarzyskich donoszą, że pani Zofia S. złożyła już pozew rozwodowy. I jeszcze jedna cenna informacja: Tereska znów poszukuje pracy – za 600 zł miesięcznie, plus dodatki. Spróbuję przekonać żonę…
Jan Miszczak



3 Responses to "Eksperyment"