Polska o jednych Polakach pamięta, a o innych zapomina?

Pan Bronisław z autorką artykułu. Fot. Mariusz Piotr Sidor

Panu Bronisławowi z Rzeszowa na sercu leży to, że o Polakach wypędzonych ze swoich domów podczas II wojny światowej nikt poza nielicznymi wyjątkami nie pamięta. I nikt też nie chce wspomnieć oraz przypomnieć współczesnym o ich tragicznym losie. Kiedyś w „Gazecie Wyborczej” wyczytał, że telewizja publiczna ogłosiła konkurs na projekt filmu fabularnego o tej trudnej tematyce. Z niecierpliwością czekał na informacje o produkcji. Nie doczekał się jednak, choć minęło, bagatela, 13 lat. Dlatego starszy pan
zwraca się do różnych osób i instytucji, by im o tej deklaracji sprzed lat przypomnieć. Niestety, odbija się od muru obojętności. – Widać są ważniejsze tematy dla naszej telewizji niż film o wypędzonych Polakach – wzdycha ze smutkiem rzeszowianin.

Bronisław Luber od lat mieszka w Rzeszowie, ale pochodzi z Żywiecczyzny, skąd podczas wojny Polaków wypędzono, pozwalając im zabrać jedną małą walizkę albo węzełek z osobistymi rzeczami. Okupant skazał ich na 5 lat tułaczki, głodu, braku higieny i nauki. Na bezdomność i żebraninę. A przecież Żywiecczyzna nie była jedynym regionem, skąd wypędzono wtedy Polaków. – Tu naprawdę nie chodzi o mnie i moją rodzinę – deklaruje pani Bronisław. – Myśmy sobie relatywnie dość dobrze w tamtej tragicznej sytuacji poradzili – zapewnia. – Tu chodzi o pamięć o ponad 2,5 milionach Polaków zgodnie wysiedlonych z misternym i realizowanym konsekwentnie planem ze: Śląska, Zamojszczyzny, Kraju Warty, Pomorza, Białostocczyzny czy Ciechanowa i okolic – przypomina B. Luber. – Ile współcześni Polacy, szczególnie młodzi, o tym wiedzą? – pyta retorycznie. W istocie wiedza na ten temat w społeczeństwie jest wstydliwie niska.
Kiedy zatem w kwietniu 2008 roku w dziale kultury „Gazety Wyborczej” pan Bronisław natknął się na wywiad ze Sławomirem Jóźwikiem, ówczesnym dyrektorem Agencji Filmowej TVP, w którym padła deklaracja, że telewizja publiczna zrobi film fabularny o wypędzonych Polakach, bardzo się ucieszył. – Tytuł był taki jednoznaczny: „Niemcy mają film o swoich wypędzonych, TVP chce kręcić o naszych” – wspomina dziś pan Bronisław, pokazując nam ów artykuł. A mowa w nim o tym, że ówczesne władze TVP zdecydowały się na ogłoszenie konkursu na projekt filmu o Polakach wypędzonych przez Niemców. Z autorem zwycięskiego scenariusza TVP miała podpisać umowę na 150 tys. złotych, a na samą produkcję przeznaczyć 150 mln złotych. Tak się miało stać, ale jakoś się nie stało.
Ludzie starszego pokolenia są bardziej cierpliwi niż młodzi. Pan Bronisław czekał zatem, czekał, ale nie doczekawszy się ani filmu o wypędzonych, ani żadnych informacji o nim napisał w sierpniu 2015 roku do ówczesnego prezesa zarządu TVP S. A. Janusza Daszczyńskiego. Do pisma dołączył wspomniany artykuł z GW sprzed lat i grzecznie zapytywał, co dalej z filmem o wypędzonych Polakach. Wkrótce zmieniła się w Polsce władza i na pismo pana Bronisława odpowiedział w styczniu 2016 roku Sławomir Zieliński z Biura Informacji Programowej TVP. Poinformował wówczas, że : – Konkurs „Wypędzeni” został ogłoszony 15 kwietnia 2008 roku, a w sierpniu ogłoszono jego wyniki. Wybrano dwie prace: „Otto Reder” i „Ojczyzna będzie wam matką”. Powstały scenariusze filmu i 4 odcinków miniserialu „Otto Reder”, rekomendowane zarówno do Programu 1, jak i 2 TVP. Powstał też wstępny scenariusz filmu i 7- odcinkowego serialu „Ojczyzna będzie wam matką”. Anteny nie potwierdziły w tamtym czasie zainteresowania produkcją żadnego z nich – wyjaśniał Zieliński, dodając, że od tamtego czasu wiele się zmieniło i warto raz jeszcze zwrócić się z tą sprawą do Agencji Produkcji Telewizyjnej i Filmowej.
I tak zaczęła się istna krucjata pana Bronisława, który postanowił nie odpuszczać i zwracał się do kolejnych ważnych i wpływowych osób, chcąc przekonać je, że zapowiadane dawno filmy o wypędzonych podczas II wojny światowej Polakach powinny powstać. – Liczyłem, że władza, która podkreśla swą polskość i przywiązanie do naszej historii, nad tak ważną i bolącą kwestią się pochyli – przyznaje pan Bronisław.
Starszy pan o interwencję w tej sprawie zwrócił się w 2018 roku do lidera Kukiz’15, Pawła Kukiza, ale ten niewiele w tej sprawie uczynił. – Jako że wysiedlenia dotyczyły w dużej mierze polskiej ludności wiejskiej, postanowiłem zainteresować sprawą filmów o tej tematyce szefa PSL-u, pana Władysława Kosiniaka-Kamysza – wyjaśnia B. Luber, który z pismem do lidera ludowców zwrócił się w kwietniu 2020 roku. – Moralny obowiązek wobec ofiar tej okrutnej represji hitlerowskiej spoczywa na Polskim Stronnictwie Ludowym – napisał pan Bronisław do W. Kosiniaka-Kamysza. – Tak wiele krzywd, biedy, poniżenia i tułaczki, których nie da się opisać. A mimo to ta represja jest w Polsce przemilczana i zapomniana – dodał w piśmie pan Bronisław i mówi o tym też teraz. – Pamiętajmy, że wysiedlania na Żywiecczyźnie zostały przez katowicki oddział IPN uznane za zbrodnię wojenną i przeciwko ludzkości – przypomina rzeszowianin. – A nadal TVP nie chce o wysiedleniach zrobić filmu.
Władysław Kosiniak-Kamysz wniósł w tej sprawie interpelację poselską, a pan Bronisław napisał jeszcze do posła Marka Kuchcińskiego z PiS, ale odpowiedzi nie otrzymał. Do interpelacji szefa ludowców odniósł się przedstawiciel ministerstwa kultury i dziedzictwa narodowego, Jarosław Sellin, ale dopiero wówczas, gdy nie doczekawszy się ponad pół roku reakcji oburzony Kosiniak -Kamysz „przypomniał” się ministrowi Glińskiemu kolejnym pismem informując, że obowiązują go terminy. Odpowiedź trudno uznać za zadowalającą. Jarosław Sellin oczywiście podkreślił, że produkcją dwóch wspomnianych filmów o wysiedleniach nie były zainteresowane władze TVP w tamtym czasie, a dziś w opinii ekspertów TVP S.A. projekty te wymagałyby znaczących nakładów pracy umożliwiających dostosowanie ich do współczesnych realiów produkcyjnych. Zaiste bardzo „gładkie” zdanie, tylko że wyrażające po prostu nic. Przecież oba filmy są, czy też były w „fazie” scenariuszy! Coś się zmieniło w historii wysiedleń Polaków w czasie II wojny światowej, że trzeba je dostosowywać do współczesnych realiów?
– Mnie najbardziej śmieszy to o nakładach pracy – przyznaje nasz, pragnący pozostawać anonimowy, związany z filmem rozmówca.
– Na jakieś gnioty o niczym, na żenujące produkcje i promocję Zenka Martyniuka oraz na propagandę to nasza telewizja rządowa ma, ale na film o zapomnianej krzywdzie Polaków już nie – zauważa. – To po prostu wstyd – dodaje.
Pan Bronisław nadal wierzy, że filmy o tym, co kiedyś tak boleśnie dotykało tak wielu Polaków, w tym jego samego, powstaną. – Mam taką nadzieję – mówi starszy pan. – Przecież to nie może być tak, że Polska o jednych Polakach pamięta, a o innych zapomina. To się nie godzi – wzdycha. Ano nie godzi się Panie Bronisławie…

Monika Kamińska

4 Responses to "Polska o jednych Polakach pamięta, a o innych zapomina?"

Leave a Reply

Your email address will not be published.