
Po fantastycznym uderzeniu Aleksandyra Kolewa i niezgorszym trafieniu Mateusza Maka oraz odpowiedzi Jana Klimenta PGE Stal Mielec pokonała przed własną publicznością Wisłę Kraków 2-1. Było to pierwsze zwycięstwo podopiecznych Adama Majewskiego w sezonie 2021/22.
Taką Stal chciałoby się oglądać częściej. O ile woli walki i zaangażowania jej piłkarzom w poprzednich meczach z pewnością nie można było odmówić, o tyle skuteczność pozostawiała wiele do życzenie. Warto nadmienić, że gol zdobyty tuż przed przerwą przez Kolewa po fenomenalnym strzale lewą nogą był pierwszym w bieżących rozgrywkach trafieniem PGE Stal z gry (jedyną wcześniejszą bramkę w tym sezonie mielczanie strzelili z rzutu karnego – przyp. red.). – Stal Mielec wygrywa mecz z Wisłą Kraków po ponad dwudziestu latach. Wiadomo, że to jest fajna sprawa dla klubu i dla kibiców. Najważniejsze było zwycięstwo, które nie było łatwe, bo początek spotkania zdecydowanie należał do Wisły Kraków. To „Biała Gwiazda” stworzyła jedną lub dwie sytuacje i całe szczęście, że nie straciliśmy bramki. Było widać, że byliśmy zestresowani tak, jak w starciu z Górnikiem Zabrze – mówił na pomeczowej konferencji prasowej Adam Majewski, trener PGE Stali.
Zgodnie z zapowiedziami, mielecki szkoleniowiec zdecydował się nieco namieszać w wyjściowym składzie. Między słupkami po raz pierwszy w tym sezonie stanął Rafał Strączek, zaś w ataku w miejsce Macieja Jankowskiego pokazał się – i to z jakim skutkiem – wspomniany wyżej Kolew. Zanim jednak wpisał się on na listę strzelców, gospodarzy na prowadzenie mógł wyprowadzić Mak, po którego strzale i interwencji Pawła Kieszka piłka otarła się o poprzeczkę. Goście tak na dobrą sprawę przed przerwą tylko raz poważnie zagrozili bramce Stali, gdy Strączka próbował zaskoczyć Yaw Yeboah. Strata bramki przez „Białą Gwiazdę” sprawiła, że na drugą połowę wyszła ona z trzema nowymi zawodnikami, w tym Jakubem Błaszczykowskim. Roszada dała piorunujący, aczkolwiek krótkotrwały efekt. Krakowie zaledwie po 2 minutach od wznowienia gry doprowadzili do remisu po uderzeniu głową Jana Klimenta. Wydało się, że gol ten może podłamać gospodarzy, a napędzić z kolei przyjezdnych. Nic z tych rzeczy, bowiem w dalszej części meczu to miejscowi pokazali stalowy charakter. Po wrzutce w pole karne Krystiana Getingera, mierzący zaledwie 176 cm Mak – na marginesie były gracz krakowskiej Wisły – wyskoczył najwyżej i głową posłał piłkę do bramki. – Kosmiczny gol Koleva odwrócił losy spotkania. Po nim nabraliśmy pewności siebie, stwarzaliśmy zagrożenie i nic nie zapowiadało, że stracimy bramkę. Rozpoczęliśmy fatalnie drugą połowę, chociaż w szatni uczulaliśmy się na to, żeby być skoncentrowanymi. Drużyna mentalnie zareagowała jednak bardzo dobrze. Dążyliśmy do zdobycia gola i udało się strzelić piękną bramkę, a plan taktyczny na ten mecz się sprawdził. Długimi fragmentami zagraliśmy na dwóch napastników i obydwaj strzelili bramki, z czego się cieszymy, bo punkty były nam niezbędne – komentował trener Majewski.
Gol Maka na kolejne minuty ustawił mecz. 13-krotni mistrzowie Polski długo nie mogli znaleźć sposobu na rozmontowanie szczelnej defensywy Stali, z kolei ta była bliska podwyższenia prowadzenia. Na jej nieszczęście strzał Mateusza Matrasa zdołał obronić Kieszek. W końcówce spotkania Wisła na dobre natarła na połowę i pole karne mielczan, ale ci nie pozwolili sobie odebrać jakże cennego zwycięstwa. – Mieliśmy dobry początek i swoje szanse, a także gola po spalonym. Byliśmy zadowoleni, że kontrolujemy mecz, ale nadszedł piękny gol przeciwnika. Później zrobiliśmy trzy zmiany, pojawiła się dobra reakcja drużyny na boiskowe wydarzenia i szybko wyrównaliśmy. Gol na 2-1 sprawił, że zespół mentalnie poszedł w dół. Brakowało nam okazji na wyrównanie, bo za długo rozgrywaliśmy piłkę, za mało było dośrodkowań i dokładnych podań. W kolejnym meczu brakowało nam takiej pozytywnej agresji w obronie i w pomocy. Tak było przy bramce Kolewa, gdy nikt do niego nie doskoczył. Tak było też przy dośrodkowaniu Getingera, który z boku boiska miał mnóstwo miejsca i czasu. Uważam, że momentami było też za mało pewności w naszej grze. Dominuje strach przed utratą gola. To trzeba zmienić, choć nie jest to łatwe, bo człowieka trudno zmienić jednego dnia. Nad tym trzeba pracować codziennie. Pokazywać to, co trzeba poprawić. Musimy patrzeć nie tylko na poszczególnych zawodników, ale na całą drużynę i na klub – przyznał po końcowym gwizdku Adrian Gula, trener ekipy spod Wawelu.
W innych meczach: Bruk-Bet Termalica Nieciecza – Lech Poznań 1-3, Lechia Gdańsk – Cracovia 3-0, Piast Gliwice – Wisła Płock 4-3, Śląsk Wrocław – Górnik Łęczna , Warta Poznań – Legia Warszawa 0-2, Zagłębie Lubin – Pogoń Szczecin zakończyły się po zamknięciu numeru, Jagiellonia Białystok – Górnik Zabrze (dziś, godz. 18), Raków Częstochowa – Radomiak przełożony.
1. Lech 4 10 8-2
2. Lechia 4 8 6-2
3. Jagiellonia 3 7 5-1
4. Pogoń 3 7 4-1
5. Piast 4 6 8-7
6. Legia 3 6 4-3
7. Raków 3 6 5-6
8. Warta 4 5 7-5
9. Śląsk 3 5 5-4
10. Wisła K. 4 4 7-6
11. Radomiak 3 4 3-2
12. PGE Stal 4 4 3-5
13. Zagłębie 2 3 3-4
14. Wisła P. 4 3 4-6
15. Górnik 3 3 2-5
16. Termalica 4 2 4-7
17. Cracovia 4 1 2-8
Górnik 3 1 2-8
W następnej kolejce: Pogoń – PGE Stal (21.08. – godz. 15).
mj



3 Responses to "PGE Stal wreszcie odpaliła"