
– Polski rząd, podobnie jak inne rządy krajów na całym świecie dysponuje listą ludzi, z którymi oficjalnie lub nieoficjalnie współpracował w Afganistanie. Te osoby trzeba ewakuować, lecz wydaje się, że niektóre decyzje zapadają decydowanie zbyt późno. Padły deklaracje o wystawieniu wiz humanitarnych dla 45 osób, lecz dziś ewakuowanie współpracowników może być już trudne – mówi dr Maciej Milczanowski, ekspert ds. bezpieczeństwa z Instytutu Nauk o Polityce na Uniwersytecie Rzeszowskim, z którym rozmawiamy na temat kryzysowej sytuacji w Afganistanie oraz jej geopolitycznych konsekwencjach.
– Jaki wpływ na świat będzie mieć przejęcie przez talibów kraju?
– Przegrana przez USA wojna w Wietnamie do dziś ukazywana jest jako pewien symbol niepowodzenia. Teraz obok wspomnianego Wietnamu, a także Iraku, walki w Afganistanie również będą przedstawiane jako synonim porażki. Dla Amerykanów obecna sytuacja to porażka nie tylko militarna, ale także wizerunkowa i polityczna.
– Dlaczego USA wycofało wojska z Afganistanu, ułatwiając przejęcie władzy w kraju talibom?
– Wojna w Afganistanie trwa około 20 lat. W trakcie tego okresu doszło do wielu zmian politycznych, kształtowania nowych postaw i poglądów lokalnej ludności oraz opinii publicznej. Przez dwie dekady wojna traci sens i sprawę zdały sobie z tego Stany Zjednoczone, które nie dysponowały już dobrymi rozwiązaniami. Koncepcja demokratyzacji Afganistanu nie poszła w tym kierunku, o jakim myśleli Amerykanie. Do tego dochodzą kwestie odmienności kulturowej i korupcji politycznej, które stopniowo doprowadzały do sytuacji, którą dziś obserwujemy.
– Władze Afganistanu nie były w stanie stworzyć własnego wojska zdolnego obronić kraj?
– Afganistan wykształcił własną armię, lecz problem stanowiły prowadzone latami nieracjonalne działania wspólnie ze wspierającą ten kraj Ameryką. Czynników jest oczywiście sporo. Wojska afgańskie, budowane w sytuacji głębokiego podziału społeczeństwa afgańskiego, miały niskie morale, były infiltrowane przez talibów, podatne na korupcję. Do rodzin żołnierzy, polityków, policjantów docierali talibowie zastraszając ich i szantażując. W efekcie spora część żołnierzy przechodziła na stronę wroga. Sytuacji nie sprzyjały także m.in. ataki wojsk amerykańskich na obiekty w Afganistanie, gdzie często ginęli cywile. Na pewno takim przykładem było zrzucenie największej bomby konwencjonalnej MOAB (Mother of All Bombs) na tzw. ośrodek szkolenia terrorystów, co w praktyce oznacza miasta i wioski afgańskie, co prezydent Trump odtrąbił jako wielki sukces… To wszystko „odpychało” afgańskich żołnierzy od USA, a w efekcie osłabiało lokalną armię.
– Prezydent Afganistanu Aszraf Ghani uciekł z przejętego przez talibów kraju…
– Prezydent Ghani na pewno miał najlepszy ogląd sytuacji i z pewnością orientował się, że jest ona nie do uratowania. Pozostanie w kraju oznaczało jego pewną śmierć. Gdyby jednak Afganistan dysponował samodzielną silną armią, to wówczas mógłby przeciwstawić się talibom. Jak ustaliśmy, przez 20 lat nic jednak takiego się nie wydarzyło. Były okresy, gdy amerykańscy dowódcy meldowali, że nawet 20 – 30 proc. uzbrojonych i wyposażonych żołnierzy przechodzi na stronę przeciwnika.
– Jak teraz, pod nowymi rządami, zmieni się życie Afgańczyków?
– Pierwszy przekaz dla Zachodu to zawsze przekaz medialny, czyli obrazki ukazujące brutalny reżim. Należy pamiętać, że to, co dla nas wydaje się być radykalnym zjawiskiem, w Afganistanie niekoniecznie jest czymś nadzwyczajnym i u wielu obywateli nie musi wywoływać aż tak dużego sprzeciwu. W porównaniu do przeszłości pozytywne jest to, że talibowie pozwolili na złożenie broni przeciwnikowi i nie dopuścili się agresji, która kiedyś im towarzyszyła. Wydaje się jednak, że na większą łaskę nie będą mogli liczyć ci, którzy bliżej współpracowali z wojskami koalicji, szczególnie tłumacze, informatorzy, wysocy urzędnicy państwowi.
– „Zdobyliśmy Afganistan, idziemy na świat” – mówią talibowie. Jest się czego obawiać?
– To swego rodzaju gra, pewna ideologia, która jednak nie ma zbyt wiele wspólnego z rzeczywistością. Talibowie zawsze uprawiają tego typu dyskurs, głosząc radykalne hasła. Z podobnymi głosami można spotkać się w przypadku mniejszych ruchów nawet w Europie, gdzie radykalne grupy islamskie także zapowiadają upadek demokracji i zwycięstwo szariatu. To oczywiście „straszaki”, które jednak od zawsze wpisują się w ideologię. Realne pytanie o dalszą ekspansję talibów dotyczy np. Pakistanu, gdzie mają oni spore wpływy. Amerykański sojusz z tym państwem jest teraz mocno wątpliwy, szczególnie przy aspiracjach Chin, które w zupełnie inny sposób wchodzą w ten region. Czas jednak pokaże, jak rozwinie się sytuacja.
Rozmawiał Kamil Lech



10 Responses to "Niektóre decyzje zapadają zdecydowanie zbyt późno"