
Tego nie wymyśliłby nawet genialny reżyser, Stanisław Bareja! Gdy w minionym tygodniu premier Mateusz Morawiecki wraz z ministrem rolnictwa i rozwoju wsi Grzegorzem Pudą gościli na Warmii i Mazurach, pokazano im gospodarstwo w Brzydowie należące do Andrzeja Zakrzewskiego, rolnika zajmującego się uprawą zbóż. Oficjele byli pod wielkim wrażeniem sprzętu rolniczego w tym gospodarstwie. Okazało się jednak, że ów sprzęt wcale nie należy do rolnika i został jedynie postawiony w jego gospodarstwie na czas wizyty premiera i ministra. – To była tylko wystawka – zdradził Wirtualnej Polsce Zakrzewski.
Było tak pięknie… Spokojna wieś w powiecie ostródzkim, żyzne pola i szczęśliwy rolnik posiadający wspaniałe nowoczesne maszyny rolnicze. Premier Mateusz Morawiecki nie krył zachwytu nad wyposażeniem gospodarstwa Andrzeja Zakrzewskiego z Brzydowa. – Cieszymy się ze wspaniałego polskiego eksportu, wielkich zakładów, ale sercem polskiego rolnictwa są polskie gospodarstwa rolne, małe, rodzinne gospodarstwa rolne. Tu akurat pan rolnik, pan Andrzej Zakrzewski, zbudował większe gospodarstwo. Chwała jemu, podziwiam naprawdę ten sprzęt, ten park maszynowy. To jest coś znakomitego – mówił wtedy premier Mateusz Morawiecki. upajał się nowoczesnością i bogactwem otoczenia. A było tym milej, że z okazji wizyty premiera i ministra rolnictwa i rozwoju wsi w malowniczym Brzydowie zorganizowano pilnik i panie z koła gospodyń wiejskich raczyły gości specjałami regionalnej kuchni. Zatem podwójnie było „na bogato” i oficjele wyjechali z Brzydowa naprawdę zadowoleni.
Tylko taka wystawka
Niestety, wkrótce czar prysnął, bo WP ustaliła, iż nowoczesne maszyny rozstawione na terenie gospodarstwa A. Zakrzewskiego, te, na których premier przemawiał, wdzięcząc się do obiektywów i kamer, wcale nie należały do rolnika! Poinformował o tym lider Agro Unii, Michał Kołodziejczak, nie kryjący swego oburzenia. – To potężna manipulacja – stwierdził. Tymczasem dziennikarze WP skontaktowali się z Andrzejem Zakrzewskim z Brzydowa. – W sobotę zadzwoniła do mnie pani z warmińsko-mazurskiego ośrodka doradztwa rolniczego z prośbą, czy bym nie przyjął premiera z ministrem rolnictwa. Potem w poniedziałek przyjechała pani z ministerstwa zrobić zdjęcia gospodarstwa. Kolejna delegacja pojawiła się też we wtorek – zwierzał się im Zakrzewski, dodając, że on jedynie użyczył swego gospodarstwa na czas wizyty oficjeli, zaś maszyny przywieźli dystrybutorzy sprzętu rolniczego, „żeby rolnicy, którzy przybyli na miejsce, zobaczyli je i może kupili”. – To była tylko wystawka – podkreślał rolnik, dodając, że jego własne maszyny i inny sprzęt rolniczy doń należący na czas odwiedzin ważnych gości odsunięto na bok. – Ludzie, którzy to oglądali w telewizji, nie widzieli maszyn należących do mnie – utrzymywał gospodarz w rozmowie z dziennikarzami WP.
Dziennikarze ci zwrócili się do przedstawicieli rządu z prośbą o komentarz w tej sprawie, a także z pytaniem wprost, czy premier wiedział o tym, że sprzęt, którym się tak zachwyca nie należy do właściciela gospodarstwa. Odpowiedzi się jak dotąd nie doczekali. – Na miejscu tego chłopa z Brzydowa nie oddałbym tych maszyn – deklaruje rolnik z Podkarpacia. – I co by mu zrobili? Cała Polska widziała, że to jego sprzęt – śmieje się. – Ludzie, Bareja by tego nie wymyślił – dodaje.
Monika Kamińska



17 Responses to "Propaganda jak w PRL"