
Zdaniem ekspertów, we wrześniu może pojawić się czwarta fala pandemii COVID-19. W związku z tym mogą być wprowadzone nowe wytyczne covidowe m.in. dla restauratorów. To może uderzyć w branżę gastronomiczną, która już wcześniej z powodu narzuconych obostrzeń znalazła się w bardzo trudnej sytuacji finansowej. Teraz m.in. Izba Gospodarcza Gastronomii Polskiej apeluje do rządu, żeby jak najszybciej, jeszcze przed 1 września, poinformowano restauratorów o wprowadzeniu obostrzeń.
Restauratorzy boją się, że jesienią może dojść do kolejnego zamknięcia branży gastronomicznej. To przyniosłoby ogromne straty finansowe. Dlatego, ich zdaniem, już teraz rząd powinien informować, jakie ma plany wobec restauracji w związku z możliwym lockdownem. – Sezon 2021 r. będzie bardzo krótki i nie uda się zbudować odpowiedniej poduszki finansowej. Obawiamy się, że nasze straty związane z wcześniejszymi wydarzeniami doprowadzą do kolejnej fali upadłości w okresie jesienno-zimowym – to apel Izby Gospodarczej Gastronomii Polskiej.
Zamknięcie lokali = katastrofa
Sławomir Grzyb, prezes IGGP, dodał, że restauratorzy nie godzą się na kolejne zamknięcie branży, bo to będzie całkowita katastrofa. Właściciele restauracji są w tragicznej sytuacji. Ich zarobek z okresu letniego nie pokryje strat, gdy lokale były zamknięte. Przedstawiciele organizacji reprezentujących gastronomię podkreślają, że nawet jeśli sytuacja pandemiczna pogorszyłaby się we wrześniu, to restauracje i ogródki restauracyjne powinny działać bez zakłóceń. W apelu IGGP można przeczytać, że: „Nie jesteśmy gotowi, żeby prowadzić naszymi środkami i przez naszych pracowników kontroli zaszczepionych, tym bardziej że są instytucje państwowe dedykowane do tych kontroli”.
Jakie obostrzenia od 1 września?
Dotąd Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii nie odpowiedziało na apel Izby Gospodarczej Gastronomii Polskiej, a Ministerstwo Zdrowia dopiero przygotowuje plan działań na jesień w związku z ewentualną czwartą falą. Na razie nie ma mowy o powtórnym zamknięciu gospodarki. Obostrzenia mogą być wprowadzone regionalnie. Wcześniej minister zdrowia informował, że na Podkarpaciu, gdzie mało osób się zaszczepiło, może dojść do zamknięcia.
Obecnie obostrzenia, m.in. dla restauracji, obowiązują do 31 sierpnia. W lokalach gastronomicznych zajęty może być co drugi stolik, a odległość między nimi musi wynosić co najmniej 1,5 metra. Restauracje mogą być wypełnione w 75 procentach. Jak będzie od 1 września, na razie nie wiadomo.
Co ze sprawdzaniem szczepień klientów?
Zdania na temat proszenia klientów restauracji o okazanie dowodu na zaszczepienie wśród rzeszowskich restauratorów są podzielone.
– Nie wyobrażam sobie sytuacji, gdybyśmy byli zmuszeni prosić gości o okazywanie certyfikatu COVID, który potwierdzałby zaszczepienie – mówi Przemysław Sowiński, menedżer w restauracji „Radość” w Rzeszowie. – Musielibyśmy pod tym względem wprowadzić wojskowy rygor. Nasi pracownicy staliby przy wejściu i prosili o taki dokument. Z tego powodu goście przestaliby nas odwiedzać, bo nie każdy mógłby wejść. Teraz stosujemy się do obowiązujących zasad: dystans między stolikami, zajęty może być co drugi stolik, odległość między nimi co najmniej 1,5 m. Dezynfekujemy stoliki. Trzeba też mieć założoną maseczkę przy zamawianiu posiłku. Oczywiście nasi klienci mogą jeść bez maseczek, bo gdyby jeszcze było takie obostrzenie, to byłby całkowity absurd. Przecież aktualne obostrzenia są w zupełności wystarczające. Okazywanie certyfikatu to złe rozwiązanie.
W innej rzeszowskiej restauracji z centrum stolicy Podkarpacia żadnym problemem nie byłby obowiązek pokazywania pracownikom restauracji certyfikatu COVID-19 potwierdzającego zaszczepienie gości. – Sprawdzenie, czy ktoś jest zaszczepiony trwałoby zaledwie trzy i pół sekundy i dla kelnerów to nie byłoby obciążenie – powiedział nam pracownik decyzyjny we włoskiej restauracji Bellanuna. – Tak jest już w niektórych krajach Europy Zachodniej i możliwe, że będzie też tak w Polsce, bo czwarta fala koronawirusa jest prawie pewna. Dla bezpieczeństwa przecież lepiej będzie, gdy do sali restauracyjnej będą wpuszczane tylko osoby zaszczepione.
Przedstawiciel kolejnej rzeszowskiej restauracji twierdzi, że sprawdzanie klientów pod względem zaszczepienia znacznie utrudniłoby pracę kelnerów.
Sprawdzanie, czy gość, który chciałby u nas coś zjeść, jest zaszczepiony, to byłby problem dla naszych pracowników – mówi Tomasz Kwoka, menedżer w restauracji Smacznego w Rzeszowie. – Trzeba byłoby na to poświęcić sporo czasu, a dla gości też to byłoby utrudnienie. Przecież nie będą przy sobie nosić zaświadczenia o zaszczepieniu. Co do nowych ewentualnych przepisów sanitarnych dla gastronomii w związku z czwartą falą, to lepiej, gdyby i restaurator, i klient wiedzieli z wyprzedzeniem, jakie będą wprowadzone obostrzenia w lokalach.
Mariusz Andres



4 Responses to "Jeżeli nas zamkną, wyjdziemy na ulice"