„Dyscyplinarki” za walkę o godne płace

Jakub Boczar (z lewej) w służbie zdrowia pracuje 20 lat, Grzegorz Chrapek 12. Obaj są związkowcami i zostali zwolnieni dyscyplinarnie z WSPR w Przemyślu. – Za działalność związkową – podkreślają. Fot. Monika Kamińska

Grzegorz i Jakub Boczar, ratownicy medyczni do niedawna pracowali w Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Przemyślu, podobnie jak ich trzeci kolega z Jarosławia. Wszyscy są związkowcamii wszyscy dostali „dyscyplinarki”. Jak wynika z wypowiedzeń umów o pracę za „ciężkie naruszenie obowiązków pracowniczych”. Zwolnieni z pracy ratownicy się z tym nie zgadzają i zapowiadają walkę w sądzie. – Zwolniono nas za to, że walczyliśmy o godne płace dla ratowników, jako związkowcy – podkreślają. Wojewódzka Stacja Pogotowia Ratunkowego w Przemyślu wydała w tej sprawie oświadczenie, w którym powtarzają się te same zarzuty wobec ratowników, co w ich wypowiedzeniach. Tymczasem koledzy po fachu zorganizowali dla zwolnionych zrzutkę na pomoc prawną. Kwota na niej lawinowo rośnie…

Jeden w służbie zdrowia pracuje już 20 lat, drugi 12. Obaj nalezą do Międzyzakładowych Związków Zawodowych Pracowników Służby Zdrowia. Jeden samotnie wychowuje syna, drugi spodziewa się czwartego dziecka. – Nigdy żaden z nas nie dostał w pracy ani nagany, ani nawet upomnienia – przypominają Jakub Boczar i Grzegorz Chrapek i – Mało tego, byliśmy za swą pracę nagradzani, a nawet odznaczani i to całkiem niedawno – podkreślają. – Teraz zostaliśmy zwolnieni dyscyplinarnie, a zarzuty jakie pod naszym adresem wysuwa dyrektor WSPR, Rafał Kijanka są wręcz absurdalne- zauważają.

Jedni z licencjatem, inni bez

Wszystko zaczęło się, jak opowiadają zwolnieni z pracy ratownicy, od czasu, kiedy pogotowie odłączono od Wojewódzkiego Szpitala w Przemyślu. Dyrektorem nowo powstałej WSPR został w styczniu 2020 roku Rafał Kijanka, który sam jest ratownikiem medycznym i pracował wcześniej w pogotowiu jako tenże właśnie. – Od początku zaczęło się nierówne traktowanie ratowników medycznych w naszej stacji – opowiada nam Grzegorz Chrapek. – Chodzi o to, że dyrektor uparcie wmawiał nam, że ratownicy bez licencjatów mają zarabiać z założenia mniej niż ci posiadający licencjat. Tymczasem nie ma to odzwierciedlenia w żadnych przepisach! Ani w Ustawie o państwowym ratownictwie medycznym, ani w kodeksie pracy. Ratownicy z licencjatem czy bez niego wykonują tę samą pracę, mają te same obowiązki. Dlatego nie mogliśmy się zgodzić na poczynania dyrektora Kijanki w tym zakresie – podkreślają Chrapek i Boczar. – I tu naprawdę nie chodzi o to, że my sami zaliczamy się do ratowników bez licencjatów – zastrzegają. – Tych z licencjatami jest kilkunastu na 75 ratowników w naszej stacji – zauważają.

Kiedyś dyrektor był kolegą

Jak opowiadają obaj mężczyźni dyrektor Kijanka nigdy nie traktował postulatów ich związku zawodowego poważnie. – Przykre to bardzo, bo przecież kiedyś był jednym z nas, po prostu kolegą – ratownikiem. – Ale po tym, jak został dyrektorem najwyraźniej zmienił punkt widzenia – stwierdzają mężczyźni. – Potrafił na przykład powiedzieć, że ratownicy z licencjatem mają znacznie większą wiedzę, od tych bez niego, nawet ci, którzy dopiero skończyli studia i nie mają żadnego doświadczenia. A potem w żywe oczy wypierał się tych słów – zarzekają się G. Chrapek i J.Boczar . Jak opowiadają obaj mężczyźni dyrektor Kijanka twierdził też ustawicznie, że WSPR w Przemyślu nie ma pieniędzy na wyrównanie płac ratowników bez licencjatów do płac tych z licencjatami. – Oświadczył, że otrzymał w te sprawie pismo z NFZ – opowiada Jakub Boczar . – Nie chciał jednak nam jako związkowcom udostępnić tego dokumentu, ani zgodzić się na spotkanie z szefem rzeszowskiego oddziału NFZ, które proponowaliśmy – zaznacza zwolniony ratownik.- Podejrzewamy, że to pismo, którym tak „zasłania się” dyrektor wcale nie istnieje – dodaje. Tymczasem w WSPR w Przemyślu zaczęło brakować ratowników. – Wielu kolegów było na zwolnieniach lekarskich – wyjaśnia G. Chrapek.

Dostali „dyscyplinarki”

Rozmowy dyrektora Kijanki ze związkowcami zakończyły się bardzo nieoczekiwanie. Kilka dni temu mężczyźni dowiedzieli się, że ich szef wystąpił do związków zawodowych o zgodę na ich zwolnienie. Mimo braku tej zgody trzej związkowcy otrzymali wypowiedzenia z pracy w trybie art. 52. Kodeksu pracy, czyli jak się to potocznie mówi „dyscyplinarki”. W 7. punktach dyrektor Kijanka wymienił motywy takiej swej decyzji. Otóż jego zdaniem ratownicy – związkowcy mieli próbować wymuszać na pracodawcy podwyżki dla pracowników, a także zastraszać go dezorganizacją pracy Zespołów Ratownictwa Medycznego stacji. Do tego związkowcy mieli organizować nielegalny protest i nakłaniać ratowników medycznych do udziału w nim oraz nie przestrzegać zasad współżycia społecznego w pracy „poprzez branie udziału w zmowie przeciwko pracodawcy i zamiarze niestawiania się w pracy w kolejnych dniach” korzystając w tym czasie ze zwolnień lekarskich. Mieli też nakłaniać do brania udziału w proteście innych ratowników, by ci nie odbierali połączeń telefonicznych i wiadomości na temat ustalenia dyżurów za osoby przebywające na L4. Związkowcom zarzucono także „faktyczną dezorganizację pracodawcy i skuteczne nakłonienie ratowników medycznych do strajku poprzez przebywanie na zwolnieniach lekarskich w sytuacji, gdy zaniechanie przez nich pracy zagraża ludzkiemu zdrowiu i życiu”. W wypowiedzeniach wymieniono też konkretne przypadki kiedy to rzekome działanie zwolnionych miało spowodować, że nie było obsady ZRM i karetki nie wyjechały do pacjentów.

Z jednej strony sąd, z drugiej prokuratura?

Zwolnieni ratownicy nie zgadzają się z tym, co twierdzi szef WSPR w Przemyślu i ze swoimi zwolnieniami. Nie kryją, że zamierzą wystąpić na drogę sądową i konsultowali się już z prawnikiem. – To co nam zarzuca dyrektor czyli na przykład walkę o podwyżki dla pracowników czy organizowanie protestu to jest normalna działalność związkowa i po to związkowcy w ogóle są – zauważają zwolnieni ratownicy. – Będziemy żądać przywrócenia nas do pracy i odszkodowań – zapowiadają. Dodając przy tym: – Niech dyrektor nie obciąża nas odpowiedzialnością za braki kadrowe. Owszem, sporo ludzi jest na zwolnieniach lekarskich, ale to nie nasza wina! My stawialiśmy się na dyżury, nawet te wyznaczane zaskoczenia – stwierdzają. – A pan dyrektor i rzecznik prasowy stacji (Marek Janowski przyp. autora) też są ratownikami medycznymi i skoro brakowało ludzi do karetek, to mogli zastąpić kogoś chorego – mówią zwolnieni.
Nie udało nam się porozmawiać z dyrektorem Rafałem Kijanką, ale WSPR wydała w środę (18 sierpnia) oświadczenie w sprawie zwolnienia ratowników. Czytamy w nim, że mężczyźni zostali zwolnieni nie jak twierdzą za negocjacje dotyczące płacy pracowników, a za ciężkie naruszenie obowiązków pracowniczych skutkujące dezorganizacją pracy stacji i narażeniem przez to zdrowia i życia pacjentów. Nadmieniono przy tym, że w tej sprawie zostało złożone doniesienie do prokuratury i w związku z tym stacja nie będzie na razie udzielać bardziej szczegółowych informacji. Dodano też, że ci ratownicy, którzy nie biorą udziału w proteście zorganizowanym przez zwolnionych są przez innych szykanowani.

Solidarni ze związkowcami wpierają ich

Tymczasem koledzy po fachu zwolnionych ratowników zorganizowali zbiórkę na pomoc prawną dla nich. Ledwo to uczynili, a zebrana kwota zaczęła lawinowo rosnąć. – Wpłacają ludzie znający nas ledwo z widzenia, albo wcale – mówią Chrapek i . – Jesteśmy wzruszeni, że tyle osób okazuje nam wsparcie. Sprawa zwolnienia ratowników – związkowców najpewniej znajdzie swój finał przed sądem.

Monika Kamińska

30 Responses to "„Dyscyplinarki” za walkę o godne płace"

Leave a Reply

Your email address will not be published.